Byakuya omal nie upadł na czworaka, gdy został wyrzucony na zewnątrz. Zachwiał się, ale zdołał utrzymać równowagę. Zdążył jeszcze zerknąć za siebie, aby ujrzeć jak sylwetka jego porucznika znika za stertą kamieni. Wpatrywał się w zawalone wyjście w jakimś szoku, zanim dotarła do niego pełna świadomość, że Abarai tam został. Miał wrażenie, jakby żołądek skręcił mu się w supeł, gdy przypadł do gruzowiska. Nie był w stanie jednak nawet usłyszeć, co dzieje się po drugiej stronie.
Wyprostował się wkładając całą swoją siłę woli, aby zapanować nad paniką, która zaciskała szpony na jego duszy. To nie było dla niego normalne.
Zaczął się zastanawiać, co powinien w tej sytuacji zrobić. Mógłby zaryzykować uwolnienie Senbonzakury, ale ostrza musiałyby zrobić wszystko z najczystszą precyzją, żeby nie zawalić reszty jaskini. Trwałoby to stanowczo za długo. Do tego nie mógł tego zrobić całkowicie bezpiecznie dla Renjiego.
- Kapitanie! Idź po pomoc, ja sobie poradzę! – wykrzyknął Abarai, mając nadzieję, że go usłyszy.
Stał oko w oko z Hollowem, który nie śpieszył się już z atakiem. Miał go przecież w pułapce.
Okrzyk do Kuchikiego dotarł niezbyt wyraźny, ale zrozumiał przekaz. Przesunął dłonią po jednym z kamieni.
- Trzymaj się, Renji – wyszeptał, a zaraz gnał w stronę Dworu Czystych Dusz.
Abarai wziął rozbieg, gdy potężny szpon opadał w jego stronę. Wślizgiem przesunął się pod cielskiem stwora, aby za jego plecami zerwać się na równe nogi i zacząć biec. Słyszał wściekłe zawodzenie, a zaraz potem ściany jaskini zadrżały, przez co musiał uchylić się przed skalnym odłamkiem. Przyśpieszył skręcając w losowy korytarz, z pełną świadomością, że jest ścigany.
Rozświetlał sobie pomieszczenia groty za pomocą kidou, na krótkie momenty, poszukując jakiejś kryjówki. Desperacko jej potrzebował, aby zyskać trochę czasu dla kapitana oraz móc zastanowić spokojnie co zrobić dalej. Strumień światła padł wreszcie na dość zakamuflowaną wnękę. Podszedł bliżej i zajrzał w jej głąb, aby tam wejść wślizgnął się ostrożnie do środka. Odetchnął z ulgą, gdy znalazł się po drugiej stronie. Udał się przed siebie, postanawiając tutaj nieco rozejrzeć. Zapuszczał się coraz dalej, że w pewnym momencie zaczął gdzieś w oddali słyszeć kapanie wody. Nie wyglądało na to, aby było tu łatwo dostępne wejście z innej strony.
Usiadł na jednej ze skał uznając, że nie ma sensu dalej błądzić. Nogi już go od tego chodzenia bolały, a jak podążający jego tropem stwór będzie miał go odnaleźć, to stanie się tak bez względu na jego starania. Postanowił pozwolić sobie odpocząć. Użył nieco więcej energii duchowej, żeby rozświetlić trochę bardziej otoczenia wokół siebie. Siedział nieruchomo w akompaniamencie kapiącej wody gdzieś w oddali, zastanawiając się jak mógłby tu najdłużej przetrwać. Nie miał pojęcia kiedy i ile czasu zajmie odsieczy otworzenie mu na nowo wyjścia. Drgnął lekko, odwracając głowę w lewo, bo przez moment miał wrażenie, jakby cienie się poruszyły. Miał już się rozluźnić i uznać, że wyobraźnia płata mu figle, gdy znów zobaczył ruch w innym miejscu.
Odruchowo jego dłoń powędrowała do rękojeści miecza.
- Kto tu jest? – zapytał i wstał, aby ostrożnie zbliżyć się do miejsca, gdzie ostatnio zauważył ruch.
Miał nadzieję, że cokolwiek z nim tu było nie zdążyło się przenieść. Wychylił się nieco, aby zajrzeć co jest za skałą. Dojrzał skulony drobny ludzki kształt, który gdyby mógł to wyraźnie chciałby wtopić się w kamień. Porucznik patrzył przez moment zdębiały, a jego dłoń zsunęła się z rękojeści miecza, a ręka swobodnie opadła przy ciele. Nie takiego towarzystwa się spodziewał.
- Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.
Dziewczynka uniosła głowę, wbijając w niego spojrzenie dużych, brązowych i wciąż nieco przestraszonych oczu.
- Też chowasz się tu przed potworem? – zagadnął konspiracyjnym szeptem.
Dziewczyna skinęła twierdząco, wstając.
- Możemy poukrywać się razem, co ty na to? – zapytał, cofając się kilka kroków w tył.
- W porządku – zgodziła się cicho, opuszczając swoją dotychczasową kryjówkę.
Zasiedli razem tam, gdzie wcześniej Abarai odpoczywał sam. Trwali w milczeniu dłuższy moment, czasem przerywanym wściekłym wyciem z oddali.
- Jak się tutaj znalazłaś? – zagaił, bo ta kwestia nie dawała mu spokoju.
Dziewczynka spuściła głowę w dół, spoglądając na swoje stopy.
- Potwór mnie tu zabrał – oznajmiła cicho.
Porucznik przypomniał sobie ślady, po których tutaj trafili z kapitanem i pożałował swego pytania.
- Czy przejawiał jakieś zdolności? – zapytał, przełykając poczucie goryczy, że przekłada obowiązki nad współczucie.
- Nie wie – zaczęła, ale przerwał jej ryk Pustego.
Złote ślepia wpatrywały się w nich z jednego tunelu prowadzącego do tego miejsca. Renji natychmiast zerwał się na równe nogi, złapał towarzyszącą mu dziewczynkę za rękę i pociągnął by wstała, żeby zaraz schować ją za swoimi plecami. Ledwo to zrobił, a stwór z imponującą prędkością zbliżył do nich, wyprowadzając atak. Rozległ się szczęk uderzenia metalu.
- Za nami jest szczelina. Uciekaj przez nią stąd i idź w lewo, poszukaj zasypanego przejścia i czekaj w okolicy. Mój kapitan powinien za jakiś czas sprowadzić pomoc. Wyglądaj jej, a teraz uciekaj – rzucił na jednym wdechu, zerkając na nią.
Klinga zapieczętowanego Zabimaru trzeszczała pod naporem szpona.
- A co z tobą? – zapytała, oglądając krótko za siebie.
- Poradzę sobie, więc uciekaj już zagubiona duszo! – zapewnił i skupił na swoim przeciwniku.
Dziewczynka patrzyła na niego jeszcze moment, zanim rzuciła do biegu. Hollow chciał skoczyć za nią, ale Abarai mu to uniemożliwił, odcinając mu drogę.
- Gdzie się rwiesz, paskudo? Ja jestem twoim przeciwnikiem – rzucił z kpiącym uśmieszkiem.
W momencie, gdy drobne ciało zniknęło w szczelinie uwolnił swój miecz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz