Anime: Katekyoshi hitman reborn.
Już minął od tego wydarzenia tydzień. Jednak w mojej głowie, wciąż przewijają się fragmenty naszego nie miłego spotkania i mojej porażki, która splamiła moją dumę, przybierając postać nienawiści do ciebie i niepohamowanej chęci ponownej walki z tobą, jednak z małą korektą i bez pewnych wydarzeń z dawną potyczką między nami. Następnym razem na pewno cię pokonam. Kyoya Hibari po raz kolejny w minionych dniach rozpamiętywał walkę z Mukuro, nawet jeżeli nie chciał, jego myśli same powędrowały do tego wydarzenia. Tak miał od trzech dni. Zaczynało go to irytować, a najbardziej fakt, że nie miał na to żadnego wpływu. Przewodniczący wyszedł z terenu szkoły Nami, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Na jego ramieniu siedział jego zwierzęcy przyjaciel Hibird. Chłopak zaczął przemierzać miasto, czując na sobie od czasu do czasu spojrzenia ludzi. Żółty ptaszek, który siedział dotychczas na jego ramieniu, poderwał się do lotu, ćwierkając radośnie. Brunet podążył wzrokiem za ptakiem. Przez chwilę ledwo zauważalnie się uśmiechnął i poszedł dalej. Przechodził niedaleko Kokyo Landu, ale po chwili namysłu udał się tam. Wszedł do zniszczonego budynku. Szedł właśnie korytarzem, gdy zauważył postać, która zmierzała w jego stronę.
Kyoya odruchowo sięgnął po swoje tonfy. Gdy ujrzał dokładnie postać, jego oczy rozszerzyły się w lekkim zaskoczeniu. Przed nim stała osoba, którą tak strasznie nienawidził. Otoczenie, w którym byli zmieniło się.
Hibari był przykuty do ściany, prawdopodobnie w jakiejś piwnicy, która była oświetlana przez ledwo świecącą żarówkę. Przez jego ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Jego wzrok padł na osobę, która stała przed nim - Rokudo Mukuro. Widząc uśmiech na jego twarzy miał ochotę rozszarpać go na strzępy. Jednak był spokojny, bo miał świadomość tego, że to wszystko jest zwykłą iluzją, więc nie obawiał się iluzjonisty w żaden sposób. Chociaż on się go nie bał nawet, gdy tamten wykorzystał to, że był ukąszony przez komara Shamala. Nie ważne jaki ból wtedy odczuwał, nie pokazał po sobie nic. Strażnik Mgły poszedł gdzieś, żeby po chwili wrócić z sztyletem, biczem i urządzeniem, które brunet widział po raz pierwszy i nie miał pojęcia do czego służy. Mukuro zaśmiał się, przyglądając przewodniczącemu. Stwierdził, że Kyoya interesująco wygląda taki zniewolony. Strażnik Chmury za to w milczeniu przyglądał się mu. W jego oczach pozornie jak zwykle był okazany chłód, który jednak krył za sobą nienawiść do iluzjonisty. Rokudo odłożył wcześniej przyniesione skądś rzeczy, a w jego ręku został tylko sztylet, którego rękojeść była zakończona dwoma smoczymi głowami, które zwisały w dół, jakby rozpoczęły atak na coś lub kogoś. Podszedł do Hibariego z wrednym uśmiechem, przykładając ostrze mu przy gardle, tylko po to, żeby zjechać powoli w dół i zacząć rozcinać mu koszulę, przy okazji zostawiając mu jak na razie płytkie nacięcia na klatce piersiowej. Brunet o dziwo przy rozcięciu skóry czuł ból. Zaczął się zastanawiać dlaczego to odczuwa, skoro jest pewny, że to jest tylko iluzja. Mukuro przez chwilę zaprzestał wcześniejszej czynności i przyglądał się swojej ofierze, dłuższą chwilę. Udało mu się domyślić, o czym mógł myśleć. Napawało go to rozbawieniem, nawet jeżeli nie był całkowicie pewny, o czym może myśleć tamten. Jednak nie miał zamiaru mu wyjaśnić, dlaczego przewodniczący odczuwa jak go niby rani, skoro to wszystko jest iluzją, którą rzeczywiście było. Po chwili poprawił te nacięcia na skórze, które mu zrobił.Widział jak tamten zagryza wargi z bólu. Podobało mu się to, że nie jest tak jak ostatnio, gdy cały czas patrzył na niego z wyższością, nawet jeżeli to on dostawał i był przez Strażnika Mgły poniżany. A teraz może wreszcie uda mu się zobaczyć cierpienie na jego twarzy. Hibari przyglądał się w milczeniu, jak z coraz to kolejnych ran, które powstawały lub zostały pogłębione, wypływa szkarłatna ciecz, która sunie po jego ciele, żeby spaść na ziemię, kończąc swój żywot. Cały czas odczuwał ból, jednak uparcie trwał w przekonaniu, że to zwykła iluzja. W pewnej chwili przestał odczuwać ostrze, raniące jego ciało. Uniósł wzrok na swojego oprawcę, przestając się przypatrywać kroplą swojej krwi. Rokudo stał przed nim z lekkim, jednakże nie wróżącym dobrze uśmiechem. Zdążył odłożyć zakrwawiony sztylet i sięgnąć po bat. Brunet powstrzymał się od warkotu, gdy zobaczył kolejne z narzędzi do torturowania go, którego zresztą nienawidził, a to dlatego, że kojarzyło mu się to narzędzie z bryczkiem i ich czasem, gdy był przez niego trenowany. To nie tak, że miał z tym jakieś złe wspomnienia, ale dla niego ta rzecz jako broń była upierdliwa. Stąd wzięła się jego niechęć do takich przedmiotów. Dostał pierwsze uderzenie. W jego oczach Strażnik Mgły ujrzał wściekłość. Chyba dostał zbyt lekko kufufufu - pomyślał ponownie, zadając cios. Od tego momentu zaczął go katować. Kyoya na początku powstrzymywał dźwięki, które ukazywały by, że czuje ból. Jednakże w pewnej chwili, zaczął wydawać z siebie krzyki. Mukuro po jakimś czasie przestał, zmieniając urządzenie, którym dalej miał go torturować. Strażnik Mgły podszedł do niego bliżej i wziął jego rękę. Tym trzecim urządzeniem do tortur zaczął mu wyrywać paznokcie. Hibari przygryzł wargę do krwi. Miał już tego dość. Po pięciu minutach nie miał paznokci w obu rękach. Jego ręce wyglądały teraz odrażająco. Rokudo odłożył przedmiot, któym pozbył się całych jego paznokci. Po chwili zwrócił się do Kyoyi:
- Jak myślisz, to się działo naprawdę, czy nie?
- To była iluzja - dostał odpowiedz.
- Masz rację. To była iluzja, jednak bardzo silna. - odparł więzień Vindicie, a zarazem Strażnik Mgły Vongoli i zaczął iść, a dopiero jak zniknął z pola widzenia przewodniczącego komitetu dyscyplinarnego to iluzja zniknęła. Rany, które zostały zadane chłopakowi też zniknęły i stał tam, gdzie przed spotkaniem z iluzjonistą. Brunet spojrzał na siebie i po chwili odszedł z tamtego miejsca.