niedziela, 15 lutego 2026

Porzucona etykieta

  Kapitan szóstki, gdy przekroczył mury Społeczności Dusz pędził do pierwszego oddziału. Jeden z shinigami z oddziału trzeciego, który właśnie zamiatał uliczkę wyczuł potężną energię duchową zmierzającą prosto na niego. Udało mu się odskoczyć w ostatniej chwili, że wpadł plecami na murek i jeszcze uderzył się trzymanym uchwytem od miotły w nos. Oficer odwrócił głowę, ale po jego krótkiej obecności świadczył tylko opadający kurz.

  Gdy przekroczył próg pierwszej dywizji, zatrzymał się po drodze przed tutejszym porucznikiem, którego zapytał o to, gdzie znajduje się kapitan dowódca.

Sasakibe udzielił mu odpowiedzi, a gdy arystokrata zaraz przemknął obok z tą swoją niesamowitą szybkością Chojiro postanowił udać się za nim wyczuwając kłopoty.

Kuchiki wiedział, że jego zachowanie teraz wedle zasad nauczanych przez klan jest nieeleganckie i wręcz karygodne. Zdusił w sobie karcący go głos dziadkaa za swoje zachowanie, gdy zjawił się w kuchni przed Yamamoto wraz z powiewem wiatru.

- Kapitanie Głównodowodzący mam niecierpiącą zwłoki sprawę – odezwał się spokojnie, zanim staruszek zdołał choćby unieść brwi w zaskoczeniu.

Shigekuni odwrócił się w jego stronę, ukradkiem zmniejszając gaz.

- O co chodzi?

- Badaliśmy sprawę, którą nam przydzielono. Znaleźliśmy Hollowa, ukrywającego się w jaskini. W wyniku niefortunnego zwrotu wypadków, mój porucznik został z nim uwięziony. Potrzebuję pomocy, żeby go uwolnić i ludzi ze sprzętem do tego – wyjaśnił nadal opanowanym tonem, starając się pod tą fasadą profesjonalizmu ukryć jak był podenerwowany.

Ufał, że Renji sobie poradzi, ale nie mógł pozbyć obawy, mając świadomość o jego trwaniu w potrzasku. Jego dłoń odziana w białe tekko zacisnęła się lekko.

- Dostaniesz pomoc. Udaj się do dwunastego oddziału, tam zgłoszą się osoby, które będą uczestniczyć w akcji uwolnienia porucznika. Jeśli to wszystko, to idź już.

Arystokrata skinął głową, kłaniając lekko i zniknął z pomieszczenia.

- Idź za nim Sasakibe, gdyby sprawiali problemy – odezwał się do swojego porucznika, który dotychczas przysłuchiwał się wszystkiemu z boku. Ten wiernie jak zawsze ruszył wykonać swoje zadanie.

Genryuusai westchnął i spojrzał na kuchenkę, na której wyraźnie zaczęło mu się przypalać jedzenie, przez co zaklął.

  Byakuya wszedł do pomieszczenia, w którym wedle słów oficera z tego oddziału powinien znajdować się ich szalony kapitan.

- Hmm… interesujące – mruczał do siebie Kurotsuchi, trzymając sobie przed oczami probówkę.

- Mayuri-sama mamy gościa – odezwała się niezmiennie towarzysząca mu Nemu, spoglądając w kierunku arystokraty przez ramię.

- Jestem zajęty! Niech nie przeszkadza i przyjdzie później – odpowiedział swojej porucznik, nie odrywając nawet na moment spojrzenia od zawartości trzymanej fiolki.

- Nie mogę przyjść później – zaprzeczył Kuchiki.

Kurotsuchi z namaszczeniem odłożył probówkę na stelaż, zanim spojrzał w kierunku kapitana szóstki.

- Co ty tu niby robisz? – zmrużył oczy.

- Potrzebuję sprzętu i ludzi z twojej dywizji umiejących go obsługiwać. Mój porucznik jest uwięziony w jaskini z Hollowem. Trzeba odgruzować mu wyjście – wyjaśnił niechętnie.

- Czemu niby miałbym ci pomagać? Twój porucznik, to twój problem – prychnął naukowiec.

- Kapitan Głównodowodzący tego oczekuje – wtrącił, wchodzący właśnie do pomieszczenia Sasakibe, zanim Byakuya zdołał otworzyć usta, aby odpyskować.

Mayuri odwrócony do nich plecami skrzywił się niezadowolony.

- To zmienia postać rzeczy. Nemu! Każ Akonowi zająć się tym problemem – rozkazał swej porucznik.

- Tak jest, Mayuri-sama – odparła posłusznie. – Kapitanie Kuchiki, proszę pójść za mną – dodała i ruszyła do wyjścia z pomieszczenia.

Byakuya skinął głową i podążył za nią. Sasakibe odetchnął z ulgą, gdy wyszli. Udało mu się zdążyć na czas, zanim pokłóciliby się tak, że powstałby w okolicy niemały armagedon.

Po poinformowaniu Akona o sytuacji dalsze kroki poszły łatwiej. Zostawił mu wybranie do tego zadania odpowiednich ludzi i sprzętu, a sam udał do swojego oddziału, by wziąć kilka osób. Spotkali się pod jedną z bram i ruszyli do odpowiedniego okręgu rukongai. Kuchiki dostosowywał swoje tempo do towarzyszących mu oficerów i sprzętu. Wewnętrznie za to miał ochotę ich popędzać, choć wiedział, że z targaną technologią szybciej się już nie da. Milczał prąc dostojnie naprzód, mimo to jakaś część jego duszy chciała biec. Nie podobało mu się to. Emocje, jakie go oplatały były, niczym jakieś natrętne złe przeczucie.

- Kapitanie Kuchiki, proszę zaczekać - usłyszał za sobą zdyszany głos.

Zatrzymał się i obejrzał przez ramię. Miał za sobą zdyszanych oficerów dwunastki, którzy starali się nadążyć za nim i kilkoma osobami z szóstego oddziału wiernie dotrzymujących mu kroku.

Pogrążony w myślach i obawach musiał nie zauważyć, kiedy przyśpieszył tempo ich marszu.

Przeniósł wzrok na swoich podwładnych, zastanawiając dlaczego nikt mu nic nie powiedział.

Zrozumiał jak dostrzegł, gdy jak jeden z oficerów wręcz kuli się pod jego spojrzeniem. No tak.

Nie było z nimi Renjiego, aby mieli odwagę zwrócić mu uwagę, bądź odezwać. Jego wzrok złagodniał, zanim spojrzał przed siebie. Widział już miasto, przez które przechodzili z porucznikiem. Jeszcze trochę. Abarai da sobie radę. Musiał w to wierzyć.

Ruszył dalej, gdy tylko naukowcy z dwunastki do nich dotarli.

  Miał wrażenie, że minęła wieczność, gdy czekał w akompaniamencie jednostajnego szumu maszyn aż odblokują przejście. W końcu podszedł do niego Akon, który dotychczas kierował całym procesem odgruzowywania.

- Możemy wchodzić, kapitanie Kuchiki.

Kiwnął mu jedynie lekko głową i zaraz minął, aby wprowadzić ich wszystkich do środka. Pierwszą myślą jaka pojawiła się w jego głowie to, że jest zbyt cicho.

Akon włączył latarkę i rozświetlał drogę, rozglądając się po najróżniejszych zakamarkach. Z każdym kolejnym krokiem Kuchiki czuł wewnętrznie coraz większy niepokój, gdy nadal ich grupa była jedynym źródłem hałasów mącących panujący tu spokój.

- Tutaj ktoś jest! – zabrał głos Akon, gdy światło latarki padło na skałę, zza której wystawała noga.

- Sprawdźcie to – nakazał pozornie obojętnie.

Wewnątrz jednak czuł, jak jego nadzieja roztrzaskuje się na maleńkie kawałeczki. Wiedział już, że to nie był Renji.



czwartek, 1 stycznia 2026

Pułapka

  Byakuya omal nie upadł na czworaka, gdy został wyrzucony na zewnątrz. Zachwiał się, ale zdołał utrzymać równowagę. Zdążył jeszcze zerknąć za siebie, aby ujrzeć jak sylwetka jego porucznika znika za stertą kamieni. Wpatrywał się w zawalone wyjście w jakimś szoku, zanim dotarła do niego pełna świadomość, że Abarai tam został. Miał wrażenie, jakby żołądek skręcił mu się w supeł, gdy przypadł do gruzowiska. Nie był w stanie jednak nawet usłyszeć, co dzieje się po drugiej stronie.

Wyprostował się wkładając całą swoją siłę woli, aby zapanować nad paniką, która zaciskała szpony na jego duszy. To nie było dla niego normalne.

Zaczął się zastanawiać, co powinien w tej sytuacji zrobić. Mógłby zaryzykować uwolnienie Senbonzakury, ale ostrza musiałyby zrobić wszystko z najczystszą precyzją, żeby nie zawalić reszty jaskini. Trwałoby to stanowczo za długo. Do tego nie mógł tego zrobić całkowicie bezpiecznie dla Renjiego.

- Kapitanie! Idź po pomoc, ja sobie poradzę! – wykrzyknął Abarai, mając nadzieję, że go usłyszy.

Stał oko w oko z Hollowem, który nie śpieszył się już z atakiem. Miał go przecież w pułapce.

Okrzyk do Kuchikiego dotarł niezbyt wyraźny, ale zrozumiał przekaz. Przesunął dłonią po jednym z kamieni.

- Trzymaj się, Renji – wyszeptał, a zaraz gnał w stronę Dworu Czystych Dusz.

  Abarai wziął rozbieg, gdy potężny szpon opadał w jego stronę. Wślizgiem przesunął się pod cielskiem stwora, aby za jego plecami zerwać się na równe nogi i zacząć biec. Słyszał wściekłe zawodzenie, a zaraz potem ściany jaskini zadrżały, przez co musiał uchylić się przed skalnym odłamkiem. Przyśpieszył skręcając w losowy korytarz, z pełną świadomością, że jest ścigany.

Rozświetlał sobie pomieszczenia groty za pomocą kidou, na krótkie momenty, poszukując jakiejś kryjówki. Desperacko jej potrzebował, aby zyskać trochę czasu dla kapitana oraz móc zastanowić spokojnie co zrobić dalej. Strumień światła padł wreszcie na dość zakamuflowaną wnękę. Podszedł bliżej i zajrzał w jej głąb, aby tam wejść wślizgnął się ostrożnie do środka. Odetchnął z ulgą, gdy znalazł się po drugiej stronie. Udał się przed siebie, postanawiając tutaj nieco rozejrzeć. Zapuszczał się coraz dalej, że w pewnym momencie zaczął gdzieś w oddali słyszeć kapanie wody. Nie wyglądało na to, aby było tu łatwo dostępne wejście z innej strony.

  Usiadł na jednej ze skał uznając, że nie ma sensu dalej błądzić. Nogi już go od tego chodzenia bolały, a jak podążający jego tropem stwór będzie miał go odnaleźć, to stanie się tak bez względu na jego starania. Postanowił pozwolić sobie odpocząć. Użył nieco więcej energii duchowej, żeby rozświetlić trochę bardziej otoczenia wokół siebie. Siedział nieruchomo w akompaniamencie kapiącej wody gdzieś w oddali, zastanawiając się jak mógłby tu najdłużej przetrwać. Nie miał pojęcia kiedy i ile czasu zajmie odsieczy otworzenie mu na nowo wyjścia. Drgnął lekko, odwracając głowę w lewo, bo przez moment miał wrażenie, jakby cienie się poruszyły. Miał już się rozluźnić i uznać, że wyobraźnia płata mu figle, gdy znów zobaczył ruch w innym miejscu.

Odruchowo jego dłoń powędrowała do rękojeści miecza.

- Kto tu jest? – zapytał i wstał, aby ostrożnie zbliżyć się do miejsca, gdzie ostatnio zauważył ruch.

Miał nadzieję, że cokolwiek z nim tu było nie zdążyło się przenieść. Wychylił się nieco, aby zajrzeć co jest za skałą. Dojrzał skulony drobny ludzki kształt, który gdyby mógł to wyraźnie chciałby wtopić się w kamień. Porucznik patrzył przez moment zdębiały, a jego dłoń zsunęła się z rękojeści miecza, a ręka swobodnie opadła przy ciele. Nie takiego towarzystwa się spodziewał.

- Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.

Dziewczynka uniosła głowę, wbijając w niego spojrzenie dużych, brązowych i wciąż nieco przestraszonych oczu.

- Też chowasz się tu przed potworem? – zagadnął konspiracyjnym szeptem.

Dziewczyna skinęła twierdząco, wstając.

- Możemy poukrywać się razem, co ty na to? – zapytał, cofając się kilka kroków w tył.

- W porządku – zgodziła się cicho, opuszczając swoją dotychczasową kryjówkę.

Zasiedli razem tam, gdzie wcześniej Abarai odpoczywał sam. Trwali w milczeniu dłuższy moment, czasem przerywanym wściekłym wyciem z oddali.

- Jak się tutaj znalazłaś? – zagaił, bo ta kwestia nie dawała mu spokoju.

Dziewczynka spuściła głowę w dół, spoglądając na swoje stopy.

- Potwór mnie tu zabrał – oznajmiła cicho.

Porucznik przypomniał sobie ślady, po których tutaj trafili z kapitanem i pożałował swego pytania.

- Czy przejawiał jakieś zdolności? – zapytał, przełykając poczucie goryczy, że przekłada obowiązki nad współczucie.

- Nie wie – zaczęła, ale przerwał jej ryk Pustego.

Złote ślepia wpatrywały się w nich z jednego tunelu prowadzącego do tego miejsca. Renji natychmiast zerwał się na równe nogi, złapał towarzyszącą mu dziewczynkę za rękę i pociągnął by wstała, żeby zaraz schować ją za swoimi plecami. Ledwo to zrobił, a stwór z imponującą prędkością zbliżył do nich, wyprowadzając atak. Rozległ się szczęk uderzenia metalu.

- Za nami jest szczelina. Uciekaj przez nią stąd i idź w lewo, poszukaj zasypanego przejścia i czekaj w okolicy. Mój kapitan powinien za jakiś czas sprowadzić pomoc. Wyglądaj jej, a teraz uciekaj – rzucił na jednym wdechu, zerkając na nią.

Klinga zapieczętowanego Zabimaru trzeszczała pod naporem szpona.

- A co z tobą? – zapytała, oglądając krótko za siebie.

- Poradzę sobie, więc uciekaj już zagubiona duszo! – zapewnił i skupił na swoim przeciwniku.

Dziewczynka patrzyła na niego jeszcze moment, zanim rzuciła do biegu. Hollow chciał skoczyć za nią, ale Abarai mu to uniemożliwił, odcinając mu drogę.

- Gdzie się rwiesz, paskudo? Ja jestem twoim przeciwnikiem – rzucił z kpiącym uśmieszkiem.

W momencie, gdy drobne ciało zniknęło w szczelinie uwolnił swój miecz.