Wszedłem na dach samobójców. Jak i dlaczego się tu znalazłem? Nie wiem. Jednak to już nie ma znaczenia, skoro tu jestem. To nic nie znaczy. Postąpiłem kilka kroków, zatrzymując się przy barierce, która oddzielała od krawędzi dachu. Lekko się pochyliłem i spojrzałem w dół. Brudna ziemia, a na niej zaschnięta krew, tych co skoczyli z pomocą pewnego bardzo uczynnego informatora. Widzisz? Ja wiedziałem, że to twoja sprawka. Bo kto potrafił tak świetnie człowieka zmanipulować jak nie ty? Nikt. Mówią, że od twojej śmierci się zmieniłem. Stałem się bardziej agresywny i nie mogę już pracować, bo albo robię z dłużników dożywotnie kaleki albo kończą na intensywnej terapii lub po prostu niechcący tego nie przeżyli. Bojąc się o mnie ściągnęli Kasukę myśląc, że on pomoże postawić mnie na nogi. Zacisnąłem lekko ręce na barierce, bardziej się nieco pochylając. Nie, nie skoczę. Bo pamiętasz co ci obiecałem? Że będę żył. I nadal żyje!Nie musisz się martwić, bo żyję za nas dwóch. Za ciebie i siebie. Ludzie mnie nie rozumieją. Nie wiedzą, dlaczego się tak zmieniłem. W końcu uważają, że nadal cię nienawidzę. Jednak ja wiem dopiero teraz, że byłeś dla mnie wyjątkowy i pokochałem cię, nie będąc tego świadomy. Dopiero po stracie ciebie dotarło do mnie jak ważną częścią mnie samego byłeś. Oni tego nie rozumieją, bo nie stracili nikogo ważnego dla siebie w taki sposób. Bez możliwości podzielenia się z tą wyjątkową osobą szczęśliwymi chwilami wspólnie spędzonymi oraz bez powiedzenia im, że naprawdę się ich kocha. Oni tego nie zaznali. Żyją swoim szarym życiem w wiecznym szczęściu się pławiąc. To nie jest sprawiedliwie. Bo jedni są wiecznie szczęśliwi, a inni cierpią codziennie. Mnie też uważają za potwora wszyscy. Powinni zginąć. Nie mają prawa być wiecznie szczęśliwi, powinni poczuć ból, tych co cierpią. Byleby zedrzeć im tę radość. Oni są szczęśliwi, bo nie uważają ich za potwora, dziwaka i nie mają poważnych problemów. Są szanowani i zawsze z radością witani. A ja straciłem prawie wszystko wraz z sensem mojego życia. Bo wiesz Izaya? Ty nim byłeś. Nasze gonitwy, dzięki którym nie krzywdziłem ludzi tak bardzo, a jedynie niszczyłem miasto - przedmioty martwe.
Jednak teraz tego nie ma. Nie ma osoby, która jest w stanie zastąpić ciebie. I nigdy jej nie będzie. Bo nikt nie będzie informatorem, który wygląda jak ty, zachowuje tak i wkurza mnie, niszcząc ludzi, których mówi, że kocha jak ty. Bo ty jesteś jedyny i niepodrabiany. Tak jak ja. Byliśmy inni, więc się nas bali. Bo ludzie nie potrafią zaakceptować tego, czego nie rozumieją. Odbierają to jako zagrożenie. Nie próbują tego poznać, zaakceptować. Bo to na pewno jest złe. A wtedy przechodzą do kroku, który ma tą jednostkę zniszczyć. Starają się zacząć od duszy. Patrząc na robala, który z góry skazany jest na śmierć. To jak skazanie za niewinność. A on i niby wierzą w sprawiedliwość, a sami tacy nie są. Starają się, żeby nikt do ciebie nie śmiał podchodzić. Byś poczuł samotność. Roznoszą nieprawdziwe pogłoski, które są kupowane przez innych ludzi. W końcu wytykają cię palcami, mówiąc '' o to ten potwór! Trzymajmy się od niego z daleka! Kto wie, co ten wybryk natury może zrobić. '' Niby zwykłe słowa, ale celowo mają zranić. Bo to oni tutaj rządzą i mają rację. Pokazują, że najlepiej będzie jak zginiesz. Jak nie masz nikogo to bardzo prawdopodobne, że próba zniszczenia zagrożenia się powiedzie i zamachniesz się na swoje życie. Ja miałem Kasukę, więc to mnie na duchu podtrzymywało. Bo może też bym tutaj skończył, jako plama krwi. Jednak poznałem potem więcej osób, które zaakceptowały mnie takim, jaki byłem. Jestem tym osobom za to wdzięczny. Będę zawsze. Bo oni też byli inni. Byli w stanie zaakceptować moją inność. Tak jak zrobiłeś to Ty. Nawet, jeżeli nazywałeś mnie bestią to wciąż chodziłeś do tej bestii, by ją rozwścieczyć.
Drzwi od wejścia na dach się otworzyły. Shizuo odwrócił się gwałtownie. Jego wzrok padł na osobę, która wyłoniła się z mroku jako pierwsza. To był jego brat. A po chwili po jego bokach pojawili się dwaj mężczyźni, mając takie dziwne narzędzie, jak mnie policja nim przytrzymywała, gdy mnie wrobiłeś w morderstwo. A ja chciałem pobiec za tobą i zabić za to. Udało im się mnie skutecznie wtedy powstrzymać. Jednak co teraz jest grane? Przecież nic nie zrobiłem! Tylko tutaj stałem! Czego wy ode mnie chcecie? Kasuka, dlaczego jesteś po ich stronie? Ty też stałeś się tacy jak większość ludzkości? Zakłamany i fałszywy? Sprzedasz jakimś wariatom własnego brata? Ha! A więc też się mnie boisz? A kiedyś mówiłeś, że nie. To co się w takim razie stało, że zacząłeś? Wy wszyscy ukrywacie coś przede mną! Coś niedobrego. Czuje to.
- Shizuo chodź z nami - odezwał się brat blondyna.
Starszy Heiwajima zmierzył ich nie ufnym wzrokiem. Nie podobało mu się to. Coś tu śmierdzi.
- Po co? I gdzie? - powiedział o wiele ostrzej niż chciał.
- Znalazłem sposób, żebyś mógł znów panował bardziej nad swoją siłą i wrócisz do pracy. - podszedł, wyciągając rękę w moją stronę.
- Jaki? Nie odpowiedziałeś na moje wcześniejsze pytanie Gdzie? - zauważyłem.
- Zajmą się tobą lekarze. W ośrodku, w którym jest możliwość pomocy tobie.
- Nie chcę. Nigdzie nie idę.
- Shizuo. Sądzisz, że Izaya chciałby, żebyś krzywdził przez to, że się nie kontrolujesz ludzi? On starał się ciebie od tego uchronić. Nawet jeżeli nazywał cię bestią. - Kasuka sięgnął po broń ostateczną.
Izaya. Zrobię to dla Izayi. Nie dla nich. Dla tego wkurzającego i kochanego przeze mnie gnojka.
Podałem rękę bratu. Wyprowadzili mnie. Jednak nie takiej terapii się spodziewałem. Czyli Izaya chciałby, żebym został odcięty od ludzi? Faszerowany jakimiś tabletkami? Jednak skoro tak mówi Kasuka... To mi to nie przeszkadza, choćbym miał spędzić tu całą wieczność.