Kapitan szóstki, gdy przekroczył mury Społeczności Dusz pędził do pierwszego oddziału. Jeden z shinigami z oddziału trzeciego, który właśnie zamiatał uliczkę wyczuł potężną energię duchową zmierzającą prosto na niego. Udało mu się odskoczyć w ostatniej chwili, że wpadł plecami na murek i jeszcze uderzył się trzymanym uchwytem od miotły w nos. Oficer odwrócił głowę, ale po jego krótkiej obecności świadczył tylko opadający kurz.
Gdy przekroczył próg pierwszej dywizji, zatrzymał się po drodze przed tutejszym porucznikiem, którego zapytał o to, gdzie znajduje się kapitan dowódca.
Sasakibe udzielił mu odpowiedzi, a gdy arystokrata zaraz przemknął obok z tą swoją niesamowitą szybkością Chojiro postanowił udać się za nim wyczuwając kłopoty.
Kuchiki wiedział, że jego zachowanie teraz wedle zasad nauczanych przez klan jest nieeleganckie i wręcz karygodne. Zdusił w sobie karcący go głos dziadkaa za swoje zachowanie, gdy zjawił się w kuchni przed Yamamoto wraz z powiewem wiatru.
- Kapitanie Głównodowodzący mam niecierpiącą zwłoki sprawę – odezwał się spokojnie, zanim staruszek zdołał choćby unieść brwi w zaskoczeniu.
Shigekuni odwrócił się w jego stronę, ukradkiem zmniejszając gaz.
- O co chodzi?
- Badaliśmy sprawę, którą nam przydzielono. Znaleźliśmy Hollowa, ukrywającego się w jaskini. W wyniku niefortunnego zwrotu wypadków, mój porucznik został z nim uwięziony. Potrzebuję pomocy, żeby go uwolnić i ludzi ze sprzętem do tego – wyjaśnił nadal opanowanym tonem, starając się pod tą fasadą profesjonalizmu ukryć jak był podenerwowany.
Ufał, że Renji sobie poradzi, ale nie mógł pozbyć obawy, mając świadomość o jego trwaniu w potrzasku. Jego dłoń odziana w białe tekko zacisnęła się lekko.
- Dostaniesz pomoc. Udaj się do dwunastego oddziału, tam zgłoszą się osoby, które będą uczestniczyć w akcji uwolnienia porucznika. Jeśli to wszystko, to idź już.
Arystokrata skinął głową, kłaniając lekko i zniknął z pomieszczenia.
- Idź za nim Sasakibe, gdyby sprawiali problemy – odezwał się do swojego porucznika, który dotychczas przysłuchiwał się wszystkiemu z boku. Ten wiernie jak zawsze ruszył wykonać swoje zadanie.
Genryuusai westchnął i spojrzał na kuchenkę, na której wyraźnie zaczęło mu się przypalać jedzenie, przez co zaklął.
Byakuya wszedł do pomieszczenia, w którym wedle słów oficera z tego oddziału powinien znajdować się ich szalony kapitan.
- Hmm… interesujące – mruczał do siebie Kurotsuchi, trzymając sobie przed oczami probówkę.
- Mayuri-sama mamy gościa – odezwała się niezmiennie towarzysząca mu Nemu, spoglądając w kierunku arystokraty przez ramię.
- Jestem zajęty! Niech nie przeszkadza i przyjdzie później – odpowiedział swojej porucznik, nie odrywając nawet na moment spojrzenia od zawartości trzymanej fiolki.
- Nie mogę przyjść później – zaprzeczył Kuchiki.
Kurotsuchi z namaszczeniem odłożył probówkę na stelaż, zanim spojrzał w kierunku kapitana szóstki.
- Co ty tu niby robisz? – zmrużył oczy.
- Potrzebuję sprzętu i ludzi z twojej dywizji umiejących go obsługiwać. Mój porucznik jest uwięziony w jaskini z Hollowem. Trzeba odgruzować mu wyjście – wyjaśnił niechętnie.
- Czemu niby miałbym ci pomagać? Twój porucznik, to twój problem – prychnął naukowiec.
- Kapitan Głównodowodzący tego oczekuje – wtrącił, wchodzący właśnie do pomieszczenia Sasakibe, zanim Byakuya zdołał otworzyć usta, aby odpyskować.
Mayuri odwrócony do nich plecami skrzywił się niezadowolony.
- To zmienia postać rzeczy. Nemu! Każ Akonowi zająć się tym problemem – rozkazał swej porucznik.
- Tak jest, Mayuri-sama – odparła posłusznie. – Kapitanie Kuchiki, proszę pójść za mną – dodała i ruszyła do wyjścia z pomieszczenia.
Byakuya skinął głową i podążył za nią. Sasakibe odetchnął z ulgą, gdy wyszli. Udało mu się zdążyć na czas, zanim pokłóciliby się tak, że powstałby w okolicy niemały armagedon.
Po poinformowaniu Akona o sytuacji dalsze kroki poszły łatwiej. Zostawił mu wybranie do tego zadania odpowiednich ludzi i sprzętu, a sam udał do swojego oddziału, by wziąć kilka osób. Spotkali się pod jedną z bram i ruszyli do odpowiedniego okręgu rukongai. Kuchiki dostosowywał swoje tempo do towarzyszących mu oficerów i sprzętu. Wewnętrznie za to miał ochotę ich popędzać, choć wiedział, że z targaną technologią szybciej się już nie da. Milczał prąc dostojnie naprzód, mimo to jakaś część jego duszy chciała biec. Nie podobało mu się to. Emocje, jakie go oplatały były, niczym jakieś natrętne złe przeczucie.
- Kapitanie Kuchiki, proszę zaczekać - usłyszał za sobą zdyszany głos.
Zatrzymał się i obejrzał przez ramię. Miał za sobą zdyszanych oficerów dwunastki, którzy starali się nadążyć za nim i kilkoma osobami z szóstego oddziału wiernie dotrzymujących mu kroku.
Pogrążony w myślach i obawach musiał nie zauważyć, kiedy przyśpieszył tempo ich marszu.
Przeniósł wzrok na swoich podwładnych, zastanawiając dlaczego nikt mu nic nie powiedział.
Zrozumiał jak dostrzegł, gdy jak jeden z oficerów wręcz kuli się pod jego spojrzeniem. No tak.
Nie było z nimi Renjiego, aby mieli odwagę zwrócić mu uwagę, bądź odezwać. Jego wzrok złagodniał, zanim spojrzał przed siebie. Widział już miasto, przez które przechodzili z porucznikiem. Jeszcze trochę. Abarai da sobie radę. Musiał w to wierzyć.
Ruszył dalej, gdy tylko naukowcy z dwunastki do nich dotarli.
Miał wrażenie, że minęła wieczność, gdy czekał w akompaniamencie jednostajnego szumu maszyn aż odblokują przejście. W końcu podszedł do niego Akon, który dotychczas kierował całym procesem odgruzowywania.
- Możemy wchodzić, kapitanie Kuchiki.
Kiwnął mu jedynie lekko głową i zaraz minął, aby wprowadzić ich wszystkich do środka. Pierwszą myślą jaka pojawiła się w jego głowie to, że jest zbyt cicho.
Akon włączył latarkę i rozświetlał drogę, rozglądając się po najróżniejszych zakamarkach. Z każdym kolejnym krokiem Kuchiki czuł wewnętrznie coraz większy niepokój, gdy nadal ich grupa była jedynym źródłem hałasów mącących panujący tu spokój.
- Tutaj ktoś jest! – zabrał głos Akon, gdy światło latarki padło na skałę, zza której wystawała noga.
- Sprawdźcie to – nakazał pozornie obojętnie.
Wewnątrz jednak czuł, jak jego nadzieja roztrzaskuje się na maleńkie kawałeczki. Wiedział już, że to nie był Renji.