Pokazywanie postów oznaczonych etykietą własne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą własne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2015

Szarość, którą rozjaśniło słońce II

Witajcie! Tym razem mam dla Was coś innego niż song-fic. No i szybciej niż zwykle dodaję. Wiem, wiem można by uznać, że o tym opowiadaniu dawno zapomniałam, bo go ruski rok nie pisałam i dłużej, ale ja o wszystkich opowiadaniach pamiętam, choć kończę je w różnych odstępach czasowych. Następną część postaram się dodać prędzej niż po jakimś roku. Będzie to wtedy ostatnia część albo przedostatnia, bo to jest dość krótkie autorskie opowiadanie. Mam jedynie nadzieję, że nie wyszło to tragicznie, bo niezbyt zadowolona jestem z tego, ale ocenę zostawiam Wam.
__________________

    Gdy tylko wyszedł z pomieszczenia, gdzie miał swoją nową zabawkę i zamknął drzwi, zgodnie z oczekiwaniami ujrzał beznamiętny wzrok swojego starszego brata. Zmrużył oczy i nim on zdążył się odezwać powiedział:
- Nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa i nie twoja zabawka. W końcu nie masz z moimi pupilkami żadnych więzi. - mruknął chłodnym tonem, wymijając starszego i udając na górę. Ten spojrzał za nim, lecz nie skomentował toku myślenia swego młodszego rodzeństwa. Na pomoc, w tej sprawie rodziców nie miał co liczyć, w końcu ojciec był szefem mafijnej rodziny, a matka nie raz w jej prowadzeniu pomagała. Oboje byli całkiem prawie wyprani z uczuć i współczucia dla drugiej osoby, więc nawet by się tym nie przejęli, co robi jeden z ich synów, a może by nawet go za to pochwalili. On nie był taki sam jaki oni, nie pozbył się uczuć i wciąż był wrażliwy na ludzką krzywdę. Miał odziedziczyć mafię tylko dlatego, bo był najstarszy. Skazany był na to, żeby sam sobie poradzić z tym zamiłowaniem swojego młodszego brata do sadyzmu. Obrócił się, w stronę wyjścia z piwnicy, a nie widząc i nie słysząc nikogo zmierzającego ku niemu, wszedł cicho do pomieszczenia, w którym była ofiara jego braciszka. Podszedł bliżej i ukucnął przy śpiącym chłopaku. Wyciągnął dłoń, odgarniając mu kosmyki czarnych włosów z twarzy. Chłopak nawet nie drgnął pod wpływem jego dotyku. Nie zdziwiło go to specjalnie.
    Po dłuższej chwili przyglądania się mu stwierdził w myślach, że jego brat nie zdążył mu jeszcze zrobić większej krzywdy i jak na jego standardy nie jest jeszcze tak źle. Podniósł się i opuścił pomieszczenie, udając się do swego pokoju na górze. W drodze postanowił sobie, że pomoże temu chłopakowi wydostać się ze szponów jego młodszego brata. Przestanie mieć chęć zrobienia czegoś w takiej sprawie, ale jednak w efekcie pozostając biernym obserwatorem. Nie ważne, co się po tym stanie. Jak będzie musiał zostać zastępstwem ludzkiej zabawki to nią będzie. W końcu nie jest słaby, choć posiada jeszcze więcej uczuć, w stosunku do ludzi niż jego rodzina, bez powodu nie jest przyszłym następcą ojca. Nie będzie martwić się konsekwencjami. Pokaże im wszystkim, że potrafi mieć swoje zdanie i pokrzyżować plany tego małego sadysty. Położył się na łóżku, kładąc ręce za głowę. Wpatrywał się uporczywie w sufit, zastanawiając się jak załatwić tą sprawę dość sprawnie i szybko. Jednak potrzebował do tego idealnej okazji i pewności, że jego brata nie będzie przez jakiś dłuższy okres czasu. Próbował sobie przypomnieć czy w najbliższym czasie było by jakieś ważniejsze wydarzenie, które wywiało by młodszego z domu. Na to się mimo wszystko nie zanosiło. Westchnął ciężko, przekręcając na bok. Niedobrze. Tu liczy się czas, zwłaszcza, że ten mały sadysta potrafi być naprawdę nieobliczalny. Wstał i wyszedł z pokoju, udając do kuchni zamyślony. Nie mógł usiedzieć w miejscu i przestać myśleć o chłopaku, który był przetrzymywany. Nigdy wcześniej nie doświadczył takiego żywego zapału, by którejś z wcześniejszych ofiar pomóc. Zastanawiało go, czemu tym razem jest inaczej, lecz nie potrafił tego wyjaśnić. Zatrzymał się prawie u drzwi kuchni, słysząc głos matki dochodzący z tamtego pomieszczenia. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, że zwraca się do jego młodszego brata. Chodziło o jakiś bankiet, na który miał jechać. Kobieta uważała, że jego starszy brat raczej nie będzie dobrą wizytówką tam. W sumie nie dziwne, gdyż wolał pozostawać w cieniu i zwykle właśnie młodszy lubił być w centrum uwagi. Gdy rozmowa dobiegła końca i było pewne, że młody się nie wywinie uśmiechnął się pod nosem. Lepiej stać się nie mogło. Zwłaszcza, że bankiet miał być jutro... 
    Wszedł do kuchni, jak gdyby nigdy nic i nalał sobie soku. Wymienił krótkie spojrzenie z młodszym bratem. Zaś matka poinformowała go o tym, że jutro będzie z ojcem i młodym na bankiecie, na co tylko skinął głową i po chwili wrócił do  swego pokoju, starając się nie ukazywać żadnej nadmiernej radości. Jego młodszy brat nie zawitał do swego więźnia już w celu znęcania się tego dnia. Jego starszy brat tego dopilnował, co mu się nie podobało, ale wcześniej też tak czasem robił. Uznał, że da mu nadzieję na to, iż pilnowanie go, gdy się kręci wokół zejścia do piwnicy jakoś go rusza. A potem zniszczy tą iluzję wyższości, tłukąc tego szczeniaka co był na dole jak psa. Uśmiechnął się pod nosem sam do siebie i zamknął oczy, chcąc usnąć. Zaś starszy najdłużej z całego domu nie spał. Leżał i rozmyślał, gdzie zabrać chłopaka, gdy już go uwolni. Chciał by był naprawdę bezpieczny i już tu na powrót nie trafił. Prawie przysnął, gdy pomyślał o pewnym miejscu. Uznał, że będzie dobre i przestał walczyć z męczącą go od dłuższego czasu sennością. W końcu jutro czeka go ciężki dzień.

niedziela, 15 lutego 2015

Zło

   Wiodłeś spokojne życie w małym miasteczku. Jednak zmieniło się to, gdy w pewnym momencie wdarło się do niego Zło wyczuwalne nawet w powietrzu. Zauważasz to, lecz żyjesz swą rutyną, z złudną nadzieją, że to nie ciebie ono dotyczy. Cała nadzieja upada, gdy to Zło przybywa w ludzkiej formie dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn. Są uzbrojeni, wydają rozkazy twej matce, sytuacja jest napięta. Twa rodzicielka zanosi się płaczem i o coś błaga. Jedno wcielenie zła każe jej się zamknąć, a gdy nie spełnia polecenia pada strzał. Kobieta pada na ziemię, a  czerwona ciecz wyciekająca z rany rozpoczyna proces tworzenia kałuży. Ojciec twój widział całe zajście stojąc na schodach. Stoisz za nim i przyglądasz mu, zastanawiając co się zaraz stanie. Twój młodszy brat skryty w pokoju nasłuchuje tego wszystkiego, siedząc przy drzwiach. Nie musi nawet widzieć tego co się dzieje, by zdawać sobie sprawę, że wasz czas jest policzony. Ojciec odwraca się w twoja stronę i krzyczy, żebyś uciekał. Patrzysz na niego otępiały, widzisz napastników, którzy wchodzą na schody.
   Rodzic odwraca się w ich stronę i po raz kolejny krzyczy, byś uciekał, mocując się z jednym mężczyzną. Mimo uczucia paraliżu zmuszasz swe ciało do ruchu i zaczynasz biec. Drugi z mężczyzn wyminął twego ojca i swego kompana, którzy prowadzili zaciekła walkę i podążył za tobą, mówiąc, że mu nie uciekniesz. Mówiąc to przechodził obok drzwi pokoju Twego młodszego brata, które nagle uchyliły się i właściciel pokoju złapał go za nogę kurczowo, nie chcąc puścić. Spogląda na ciebie i przekaz w jego spojrzeniu, ma takie samo znaczenie, jak rozkaz wydany przez ojca; uciekaj. Z trudem obracasz się i znów zaczynasz biec. Słyszysz, jak mężczyzna próbuje pozbyć się trzymającego go chłopca za nogę, kopiąc go. Jednak on nie puszcza, jedynie wydaje z siebie jęki bólu. Dobiegasz do swego pokoju i zamykasz na klucz. Podbiegasz do okna i otwierasz na oścież, wchodząc na nie.Wychylasz się, wyciągając rękę w stronę rynny. Muskasz ją lekko palcami. W tym czasie twój brat zostaje z całej siły kopnięty w głowę, tracąc przytomność przez to. Zagrożenie na nowo zaczyna łowy. Wychylasz się bardziej, aż w końcu chwytasz się rynny, by chwilę potem po niej zjechać w dół. Nie należało to do najprzyjemniejszych doznań, lecz to nie jest takie istotne. Znów rozpoczynasz bieg.
  Uciekasz co sił w nogach, nie oglądając za siebie. Zaczyna brakować ci powoli tchu, lecz wiesz, że nie możesz się zatrzymać. Robisz to dopiero, gdy jesteś wystarczająco daleko. Opierasz dłonie na kolanach, pochylając się i biorąc głębokie oddechy.Po krótkiej chwili prostujesz się i obracasz. Z oddali jesteś w stanie ujrzeć budynek, w którym wcześniej mieszkałeś pogrążony w płomieniach. Na twych oczach spala się epizod Twego  życia i miejsce twojego poczęcia zarazem. Zagryzasz wargi i zaciskasz dłonie w pięści. Po twych policzkach spływają łzy. Twe oczy, przyglądając się destrukcyjnemu tańcu ognia lśnią nienawiścią. Poprzysięgasz zemstę. Odchodzisz, lecz jeszcze tu wrócisz. Bo oni cię wybrali, byś przeżył i dokonał pomsty.
______________________
Ten tekst był małym eksperymentem, gdyż pewnej nocy naszło mnie na doskonalenie się w pisaniu. Chyba nie wyszło mi to źle, lecz opinię zostawiam dla Was.

niedziela, 10 listopada 2013

Szarość, którą rozjaśniło słońce I.

    Matthias'a obudziło zimno i pulsujący ból głowy. Rozejrzał się jeszcze nie za bardzo przytomnym wzrokiem, po pomieszczeniu. Jakieś skrzynki i inne badziewia oraz metalowe łóżko. Ciekawe co w takiej zimnicy łóżko robi - przeszło mu przez myśl. Jedna z ważniejszych rzeczy, to jakim cudem jeszcze żyję, tego nie wiem. Do jakiego celu komuś jestem potrzebny - nie chcę wiedzieć, ale pewnie i tak się dowiem. A może jak będę udawał trupa to jakoś się będę mógł stąd wyrwać? Nie, nie to głupi pomysł. Skup się Matthias do cholery! Warknął na siebie w myślach poirytowany, że jego myśli uciekają gdzieś w krainę błazna, a on sam nie ma na to czasu. W każdej chwili może tu kogoś przywiać, a ja zbytnio nie mam ochoty bez planu ucieczki poznać tego, który mnie tu jakkolwiek przytachał.
   Odetchnął cicho, przymykając oczy. Głowę oparł wygodniej o ścianę. Po oczyszczeniu swojego umysłu ze zbędnych, chaotycznych myśli wpadł w swoją umysłową próżnie, w której sekundy stawały się godzinami, zaś godziny latami, a z kolei lata wiekami. Jednak w niej mogłem na spokojnie to wszystko przemyśleć. Tam nie istniało nic, oprócz moich myśli, dzięki którym mogłem być pewny, że jeszcze na tym świecie istnieje. Zacząłem wszystko dokładnie analizować krok po kroku. Snuć przypuszczenia, w jakiej sytuacji mógłbym się znaleźć, jakby osoba, która mnie skrępowała i w tej zimnicy zostawiła, by tu przybyła, zauważając iż odzyskałem przytomność. Przez moją głowę przechodziły najróżniejsze scenariusze i różne sytuacje, w których jakoś się udało uwolnić, a zaś w następnych nie miałem nawet możliwości próby wyswobodzenia się z tego miejsca, więc jedynie mogłem w myślach błagać o jak najszybszy koniec, który się w tych wizjach przedłużał niemiłosiernie. Wezmę sobie to do serca, żeby nie błagać o szybki koniec, bo wtedy będzie całkowicie odwrotny efekt. Kąciki jego ust na tą myśl lekko drgnęły. Ciekawe, czy jakiś z tych wariantów, co się stanie, okaże się słuszny. A może wszystkie okażą się, jednym wielkim fiaskiem?
    Jego tok rozmyślań przerwały ciężkie kroki. Przeszył go nieprzyjemny dreszcz, gdy tylko je usłyszał. Nadal nie wiedział jak może stąd uciec. ( czy mi się wydaje, czy to brzmi, jakbym zaczęła opowiadać straszne historyjki?D8 ) Kolejny dźwięk, który usłyszał to było skrzypnięcie drzwi, od pomieszczenia, w którym się znajdował. Walczył sam ze sobą, żeby nie otworzyć oczu, mając nadzieję, że osoba, która weszła do pomieszczenia, nie zauważy, że odzyskał przytomność. Chociaż była na to bardzo nikła szansa. Ten kto wszedł do pomieszczenia, podszedł do skrępowanego chłopaka. Przykucnął przy nim i pociągnął boleśnie za włosy. Matthias syknął cicho z bólu i spojrzał na swojego oprawce. Chłopak trzymający go za włosy miał intensywnie zielone oczy, bladą cerę, grzywkę zasłaniającą lewe oko. Był brunetem, który na swojej grzywce miał białe pasemka, ale najbardziej uwagę skrępowanego chłopaka zwrócił uśmiech jaki malował się na twarzy tamtego. Na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić, że nie wróżył nic dobrego, a nic o nim nie wiedział.
- Kim ty jesteś ? - zapytał cicho.
- Twoim koszmarem, a ty zostaniesz moją zabawką. - odpowiedział i wzmocnił uścisk na włosach chłopaka.
Matt syknął cicho, lekko się przez chwilę krzywiąc, jednak po chwili patrzył na niego chłodno.  Nie miał zamiaru okazywać już bólu. Jednak osobie znęcającej się nad nim najwidoczniej się to nie spodobało, bo otrzymał cios w brzuch. Chłopak zakaszlał, wypluwając pod nogi swojego oprawcy trochę krwi. Poczuł szarpnięcie za włosy mocniejsze. Spojrzał na osobę, którą miał przed sobą, na której ustach malował się sadystyczny uśmiech. Po chwili został puszczony, gdy usłyszał, że ktoś się zbliża. Jego oprawca spojrzał na niego z wyższością mówiąc;
- Masz szczęście. Siedź cicho, to może jak tu wrócę to przeżyjesz. - po tych słowach opuścił pomieszczenie.
Matthias przymknął oczy i odetchnął z ulgą. Boję się myśleć, co tamten wymyśli - przeszło mu przez głowę. Nie miał siły zastanawiać się już, jak stąd uciec, chociaż bardzo chciał i nim się zorientował to spał.
 

poniedziałek, 6 maja 2013

Szarość, którą rozjaśniło słońce.

Kolejne moje opowiadanie, które będzie miało może z trzy rozdziały. No chyba, że będę miała pomysł na dalsze części.  Te opowiadanie nie ma na celu urażenia religii i osób wierzących.
_____________________________________________________________________
    Przemierzałem miasto, które jak zawsze żyło swoim niezmiennym rytmem. Miejsce, które jest szare, ponure oraz bez radości. Ono nie ma swojego imienia. Ludzie tu będący, jak zombie, robią codziennie to samo, jakby byli nakręceni lub zaprogramowani. Pewnie też nie jestem lepszy. Oczy, które są martwe, bez cienia życia jak u porcelanowej lalki, usta na których brak chociażby cienia uśmiechu. Podkrążone oczy, ukryte pod czarnymi włosami od czujnych lub nieprzespanych nocy, które przepełnione były pijackimi kłótniami. Bandaże i siniaki, od zadanych sobie ran lub dostanie od alkoholika za nic. Ile razy zastanawiałem się, kiedy to się skończy? Jak byłem mały, to Boga o przerwanie tego błagałem, płacząc w poduszkę. To co on dla mnie zrobił, to chuja wystawił. Jak ludzie mogą dać się omamić, że istnieje coś, co niby kocha każdego człowieka i jest miłościwe? Gdyby tak było, na świecie nie byłoby wojen, ludzie nie umierali by z głodu i każdy byłby szczęśliwy. A czy tak jest? Nie. Tu brat zabija brata i na każdym kroku może czekać na ciebie śmierć, bo nigdy nie wiesz, kto może wbić w serce nóż. Ludzie uważają biblię za prawdę, a to jest prawie jak mity greckie, jednakże to drugie jest ciekawsze. Tak rozmyślając, nie zauważyłem nawet, że zapuściłem się w dość niebezpieczne tereny,  będąc całkiem bezbronnym. Ocknąwszy się z zajęcia jakie dałem umysłowi, rozejrzałem się. Byłem tu całkiem sam, ciekawe czy mam się z tego cieszyć, a może bać? Z drwiącym uśmiechem z własnych myśli, podszedłem do ławki, która mimo że była w rozsypce to jakoś się trzymała. Usiadłem na niej, nawet jeśli nie ważyłem wiele to i tak zrobiłem to ostrożnie. Drewno zaskrzypiało, jednak wiernie czyniło swoją powinność, która jak wszystko jest monotonna. Przymknąłem na chwilę oczy, odchylając głowę do tyłu. Po chwili tak siedząc, spojrzałem w niebo. Takie jak zwykle szare, ponure i smutne jak to miejsce. Beż życia, egzystuje bo musi i nie ma wyboru. Przeciwieństwo człowieka, który w każdej chwili może swój żywot zakończyć. On też mógł to zrobić, ale wybrał piekło ziemskie, czemu? Nie był w stanie stwierdzić. Mógł mieć nadzieję na to, że kiedyś poczuje prawdziwe szczęście, oczywiście o ile go dożyje. Bo, co innego mogło nim kierować? Marzenia na pewno nie, bo wyrósł z nich, no chyba, że ta teoria, którą wysnuł podpada pod marzenie, to jednak wyjdzie, że nie wyrósł. W tym momencie dostał mocno w głowę, a obraz zalał mu się bezkresną czernią.                 

piątek, 1 lutego 2013

Już wiem, co to znaczy kochać.

Witam. Ostatnio miałam komputer w naprawie, a że nie miałam ciekawych zajęć w czasie wolnym, to pisałam opowiadania. Wyszło spod mojego długopisu kilka one-shotów i jeden, który także miał nim być, ale się rozmyśliłam. Nie zanudzam już więcej. To opowiadanie, które tu zaprezentuję ma postacie wymyślone przeze mnie.
_______________________________________________________________
  Skończył się jego pogrzeb. Stałem wraz z rodzicami nad grobem własnego brata. Spojrzałem na matkę, która płakała, przytulając się do mojego ojca. Bolesny widok, stwierdziłem w myślach, odwracając wzrok. Zacząłem się zastanawiać, czemu Łukasz podjął taką decyzję. Naprawdę musiał go kochać. Powoli ruszyliśmy do domu. Matka nadal płakała. Jak on mógł im to zrobić? Dobrze wiedziałem, że ojciec też cierpi. A mimo tego bólu wciąż pozostaje spokojny, a wręcz nawet można rzec, że niewzruszony. Po dotarciu do domu bez zbędnego słowa ruszyłem na górę. Po zamknięciu drzwi od mojego pokoju ból po jego utracie zaczął doskwierać mi, gorzej niż wcześniej. Siadając na łóżku jak zaklęty spojrzałem na pościel i pogładziłem ją ręką. Powoli docierało do mnie jak bardzo był dla mnie ważny. Uświadomiłem sobie, że już nigdy nie będę widział jego twarzy, uśmiechu, nie usłyszę jego głosu, śmiechu. Za każdą taką myśl z jego obrazem przed oczami płaciłem nieprzyjemnym uczuciem uścisku na gardle i strumieniami słonych łez. Opadłem twarzą w poduszkę, płacząc. Nieświadomie od czasu do czasu szepcząc '' Łukasz wróć. ''
   Jakiś tydzień zajęło mi w miarę dojście do siebie. Jednak w sercu odczuwałem pustkę. Jednak matka nie potrafiła się pozbierać. Wyszedłem z pokoju i zszedłem po schodach. Bez słowa ubrałem buty i wyszedłem z mieszkania. Po raz pierwszy od jego śmierci przyszedłem nad morze. Było w tym miejscu spokojnie i pusto. Spojrzałem na łódź, która była przy brzegu z jawną nienawiścią w oczach. Zwróciłem wzrok na morze. Kiedyś lubiłem tu przychodzić, teraz to miejsce napawało mnie odrazą. Moja samotność nie trwała długo, bo po chwili przy moim boku stanął jakiś chłopak, którego nie znałem. Miał blond włosy do ramion i błękitne oczy, w których można by się utopić. Chłopak przyglądał mi się badawczo z uśmiechem na ustach.
- Em... cześć - mruknąłem, lekko zmieszany.
- Siema, jak masz na imię? - zapytał.
- Dawid, a ty? - spytałem wymuszając naturalny uśmiech, mimo że w tym miejscu nie miałem ochoty na szczerzenie się.
- Kamil, miło mi - odparł, a ja skinąłem jedynie głową. Później rozmowa poszła gładko.
   Kilka miesięcy się przyjaźniliśmy, a potem staliśmy się parą. Moi rodzice byli temu przeciwni, ale nie dlatego, że jestem gejem, a przez to, że bali się powtórki z koszmaru jaką była dla nich śmierć mojego brata.
Zapewniałem ich, że tak nie będzie, jednak oni mi nie wierzyli i zamknęli  w moim pokoju na kilka dni. Wypuścili mnie na dwór do ogrodu, jedynie by przy stoliku napić się czegoś. Próbowali przywrócić  utraconą rodzinną atmosferę. Jednak nie wyszło, między nami panowała cisza, która z każdą sekundą stawała się coraz bardziej napięta. Wyszło na to, że matka znów zaczęła płakać. A ojciec pod wpływem jakiegoś impulsu wywrócił cały stół. Wiem, że to co zrobiłem było nie na miejscu, ale skorzystałem z okazji i uciekłem stamtąd. Nie zdążył mnie ktokolwiek z nich zacząć gonić. Pobiegłem do miejsca, gdzie zawsze mogłem zastać ukochanego. Jednak nim zdradziłem swoją obecność zobaczyłem, jak on całuje się z innym chłopakiem. W pierwszej chwili mnie zamurowało. Poczułem ukłucie w sercu i pobiegłem. Kamil mnie przyuważył i odpychając od siebie chłopaka, ruszył w pogoń za mną, jednak zgubił mnie. W końcu się zatrzymałem, a byłem nad morzem. Mój wzrok od razu przykuła łódka z wiosłami. Bez namysłu podbiegłem do niej i podniosłem kamień, który ją cumował, wrzucając na pokład wraz z sznurem. Blondyn w tym czasie zaczął go szukać.  Dawid zaczął wiosłować,  odbijając od brzegu. Łzy spływały mu po policzkach.
Kamil w końcu ruszył nad morze zrezygnowany. Brunet, który na odpowiedniej głębokości przestał wiosłować, wstał i obwiązał się w pasie sznurem, który na końcu miał kamień. Podniósł kamień i postawił jedną nogę na krańcu łódki. ~ Już wiem, co tobą kierowało braciszku. ~ pomyślał, patrząc w wodę. Blondyn zauważył Dawida, który stał na łodzi. Bez namysłu rzucił się w morze i zaczął do niego płynąć. Chłopak postawił pewnie drugą nogę i rzucając do wody kamień skoczył z łódki, która się zakołysała po tym. Po chwili dopłyną do niego Kamil i nurkując wyciągnął jego ciało spod wody. Jednak było już za późno. Chłopak wydał z siebie krzyk rozpaczy i pozwolił łzą spływać po jego policzkach.
  Jak odbył się pogrzeb Dawida blondyn po nim wyjechał  z miasta. Matka tydzień po pogrzebie drugiego syna, który z nieszczęśliwej miłości popełnił samobójstwo zmarła na zawał. Kamil nigdy sobie nie wybaczył.