Witam Was. Mam dla was kilka krótkich tekstów. Dwa pierwsze to Drabble, zaś ostatni to Droubble.
__________________________
'' Niespełniona nadzieja. ''
Paring: W zamyśle Ashura x Indra.
Czym jest nadzieja? - Kiedyś cię o to bracie zapytałem. Wtedy powiedziałeś, że nadzieja zwykle jest niepewnym oczekiwaniem na coś dobrego. Z racji tego, że trwały ciągle w tych czasach konflikty zbrojne chwyciłem cię za rękę i oznajmiłem ci, iż moją nadzieją jest to, że będziemy mogli przetrwać i być zawsze razem. W końcu nasze relacje były wyjątkowe. Do dziś pamiętam twój zmysłowy szept tuż przy moim uchu, wypowiadający te dwa upragnione przeze mnie słowa; Kocham Cię. Wtedy mnie kochałeś, ale potem stałeś się żądny władzy i staliśmy się sobie wrodzy. A teraz stoję tu nad twoim grobem, by cię pożegnać.
'' Zawsze śnię o Tobie. ''
Paring: Rollo x Ragnar.
Leżeliśmy obok siebie, uspokajając nasze przyśpieszone oddechy po dopiero co przeżytym stosunku. Odwróciłem głowę w twoją stronę.
- Nie śpij z wieloma kobietami w Kattegat - mruknąłem cicho, niezadowolony w sumie, że mnie opuści.
- Rollo, daj spokój. Nie będzie mnie tylko kilka dni - westchnął ciężko i spojrzał na mnie.
- O kilka dni za dużo - odparłem niezadowolony. W końcu Rangar miał zbyt wielkie powodzenie u kobiet. Irytowało mnie to.
- Czyżbyś był zazdrosny? - spytał po dłuższej chwili ciszy.
- Nie, skądże. Niby o co?
- Hm... może o te wszystkie kobiety, co do mnie lgną?
Zmrużyłem oczy.
- Chciałbyś.
- Nie chciałbym. Bo ja śnię tylko o tobie.
'' Dziwne zachowanie''
Paring: Ala18
Po raz kolejny widziałem twoje dziwne zachowanie. Unikałeś mnie jak ognia w ostatnim czasie i treningi z tobą stawały się jeszcze cięższe, jakby twój charakter sam nie był zbyt problematyczny. Jednak twoje spojrzenie momentami miało w sobie pewne uczucie, które zapragnąłem poznać. Wyglądało wtedy zwykle jak niema prośba, której nie pojmowałem. Nie wiem nawet, kiedy zacząłem się jakoś o ciebie troszczyć i czemu interesują mnie twoje humorki. Gdy wróciłeś ze swej ukochanej Namimori i zaszyłeś w swoim pokoju chwilę zastanawiałem się czy tam pójść. W końcu wstałem i bez pukania wszedłem. Siedziałeś na łóżku i czytałeś książkę. Podszedłem do ciebie i usiadłem obok. Nie zaszczyciłeś mnie nawet spojrzeniem. Kiedyś uznałbym, że to irytujące i szczeniackie zachowanie. Teraz zupełnie mnie to nie przeszkadzało. Czułem jedynie dziwne uczucie, które nazywało się chyba troską. Zatroskany pierwszy chmurny strażnik, to ci dopiero.
- Kyouya, co z tobą się ostatnio dzieje?
Spojrzałeś na mnie dziwnie krótko, by znów wsadzić nos w książkę. Zostałem zignorowany. Westchnąłem ciężko i ponowiłem pytanie - tym razem nawet nie zareagowałeś. Po chwili wyrwałem ci książkę z dłoni i odłożyłem. Przybliżyłem się, prawie zmuszając cię byś się położył. Zdziwiło mnie to, że wyglądałeś na spłoszonego.
- Więc?
Twoje policzki pokryły się czerwienią.
- Kocham cię.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ala18. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ala18. Pokaż wszystkie posty
piątek, 12 czerwca 2015
czwartek, 13 czerwca 2013
Za pozno poznane uczucie.
Wiem, że tego nie ma w zapowiedziach. Jednak zapowiedzi zrealizuję, gdy moje sprawy się wszystkie uregulują. Czyli niedługo. Teraz wstawię wam shota, który wyszedł pod jakimś nagłym impulsem.
____________________________________________________________
Stałem na dachu szkoły. Jedynego miejsca, które niegdyś uważali ludzie, że kochałem, bo chroniłem tej szkoły jak największego skarbu. Tak niegdyś było. Moja szkoła i miasto było całym moim światem. Jednak w pewnym momencie pojawiłeś się Ty. Z charakteru byliśmy trochę podobni, jednak ja miałem gorszy.
Jednak nigdy nie sądziłem, że polubię spędzać z tobą swój czas. Jednak ty zawsze traktowałeś mnie jak dziecko. Byłem dla ciebie tylko rozrywką, gdy się nudziłeś. Teraz to zrozumiałem. Szkoda, że za późno. Nie sądziłem, że kiedykolwiek moje serce, które było skute barierą z lodu zostanie ożywione. W sposób, którego się obawiałem. Nie chciałem, by to uczucie się we mnie obudziło. Niestety los nie był mi przychylny, więc je obudził. A może to nie los, a ty je obudziłeś, będąc tego całkowicie nieświadomy. Jednak teraz to nie miało znaczenia. Siedziałem na ławce w parku. Czekałem na ciebie. Noc spowiła już miasto, a światłem, które ją rozdzierało były uliczne latarnie. Dziś był ten sądny dzień, w którym dowiesz się prawdy, której przez dłuższy czas nie chciałem przyjąć do wiadomości. Koniec tej gry. Jak to się wszystko skończy będę wolny od tych uczuć, które są dla mnie jak przekleństwo, czy znamię wyryte na sercu.
Przed sobą ujrzałem na początku fioletowy płomień, a potem twoją osobę. Nie zwróciłem uwagi, gdy mój pierścień przed twoim pojawieniem się zaświecił, bo byłem zbyt zajęty tym co zaraz miało się zdarzyć. Bałem się, co będzie, gdy się dowiesz. Nie tylko z tobą, ale i co stanie się ze mną. Jak zareaguje, nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić. Przeszył mnie chłodny, aczkolwiek przyjemny dreszcz po plecach, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Jednak nałożyłem swoją maskę, którą nie byłeś w stanie rozgryźć. Tyle mi wystarczyło.
- Więc, czemu o tej porze mnie wzywasz? Co takiego ważnego masz mi do powiedzenia? - twoje słowa wyrwały mnie z mojego zamysłu.
Przez dłuższą chwilę myślałem jak mam ci to powiedzieć. Obawiałem się, jednak znałeś mnie na tyle, że jak nagle bym powiedział, że zapomniałem lub coś do tego podobnego od razu wyczułbyś moje kłamstwo. Wiedziałem, że nie mogę się wycofać. Powinieneś wiedzieć. Nie ważne co będzie potem. Wciągnąłem głośno powietrze do płuc. Zmrużyłem oczy, jednak nie ponaglałeś mnie, za co dziękowałem w duchu.
- Widzisz... ja od jakiegoś czasu - zacząłem niepewnie, przerywając nasz kontakt wzrokowy, jakby nagle brudny chodnik stał się bardzo ciekawym obiektem.
- Hm? - mruknąłeś jedynie, czekając aż dokończę. Wiedziałem, że nie spodobało ci się, że mówiąc do ciebie, nie patrze chociażby w miejsce, w którym stoisz.
Jednak zaraz się przekonasz dlaczego tak jest. Nastała między nami cisza. Nie była przyjemna, była napięta. Słyszałem swój własny oddech, który wydawał się być ciężki, jakby ktoś mi położył na klatce piersiowej odważnik z mosiądzu. W uszach bębnił także dźwięk bicia mojego serca. W życiu nie czułem takiego stresu. Nawet na sprawdzianach. Czułem się jak jakaś nastolatka, która chcę wyznać szkolnemu play boy'owi miłość. Nie było ono wcale fajne.
- Że ja od jakiegoś czasu cię kocham. - ostatnie dwa słowa z trudem przeszły mi przez usta, prawie nie dosłyszalne. Poczułem jak serce uderza szybko, a odgłos jego bicia, bębniący w uszach się wzmógł. Z trudem przełknąłem głośno ślinę. Powoli podniosłem głowę, by móc na ciebie spojrzeć. Wydawała mi się dziś naprawdę ciężka. Obraz twojej obojętnej miny i chłodnego wzroku bardzo mnie zabolał. Już wtedy wiedziałem, że poniosłem druzgocącą klęskę. I wtedy odpowiedziałeś mi jak ostatni drań.
- Aha. Ja cię nie kocham. - ton nie wyrażał emocji, ale miałem wrażenie, że twoje oczy przez chwilę patrzyły na mnie kpiąco. Nie wytrzymałem i wstałem gwałtownie. Odsunąłeś się nieco, wiedziałem, że odruch ten był niekontrolowany. Bez zbędnych słów szybko się zacząłem od miejsca naszego spotkania oddalać. Czułem twój wzrok na sobie, dopóki nie zniknąłem z twojego widoku. Mimo woli przeszły mnie wtedy dreszcze, które przeklinałem siarczyście w myślach. Moje kroki skierowały się do mego mieszkania. Nie minęło dużo czasu, a stanąłem w swoim pokoju przy szufladzie. Otworzyłem ją i wyjąłem srebrny pistolet. Naładowałem broń i schowałem. Po czym opuściłem dom. Nie myślałem racjonalnie, o ile w ogóle myślałem nad czynem, który chciałem popełnić. Niedługo potem stałem na dachu mojej szkoły. Przeszedłem przez siatkę i stałem na skraju dachu. Spojrzałem w dół i uśmiechnąłem do siebie. Wyjąłem zza płaszcza pistolet, przystawiając do skroni. W moich myślach rozbrzmiały słowa:
Przepraszam, za moją głupotę.
Jednak skoro nie mogę cię mieć nie będę w stanie być sobą.
Nawet jeżeli teraz bym tego nie zrobił i tak moje złamane i rozszarpane serce, które chroniłem niegdyś by tego nie zniosło.
Chcę podziękować ci za wszystko, mimo że tak mnie zraniłeś.
Kocham cię Alaude.
Z tymi myślami pociągnąłem za spust. W jednej chwili wszystko zalało się czernią, ale wciąż na mych ustach widniał uśmiech, który tym razem był szczery. Zawsze chciałem umrzeć z uśmiechem na ustach, jednak nie sądziłem, że tak stanie się naprawdę kiedykolwiek. Moje bezwładne ciało spadło z dachu, jednak przed roztrzaskaniem się zostało uchronione. Przez osobę, która do tego doprowadziła.
Alaude spojrzał na ciało chłopaka. I po raz pierwszy poczuł jakby coś rozrywało go od środka. Od tylu lat poczuł coś czego nigdy nie doświadczył. Przytulił martwe ciało do swojej piersi.
- Przepraszam. Nie zdążyłem cię od tego uchronić. - wyszeptał. Jego głos drżał. Do oczu z niewiadomych mu przyczyn napłynęły łzy, które zaczęły skapywać na bladą twarz osoby, którą tak zranił. Dopiero, gdy stracił go na zawsze, dowiedział się, że najważniejszą dla niego osobą na świecie był on -
Hibari Kyoya.
____________________________________________________________
Stałem na dachu szkoły. Jedynego miejsca, które niegdyś uważali ludzie, że kochałem, bo chroniłem tej szkoły jak największego skarbu. Tak niegdyś było. Moja szkoła i miasto było całym moim światem. Jednak w pewnym momencie pojawiłeś się Ty. Z charakteru byliśmy trochę podobni, jednak ja miałem gorszy.
Jednak nigdy nie sądziłem, że polubię spędzać z tobą swój czas. Jednak ty zawsze traktowałeś mnie jak dziecko. Byłem dla ciebie tylko rozrywką, gdy się nudziłeś. Teraz to zrozumiałem. Szkoda, że za późno. Nie sądziłem, że kiedykolwiek moje serce, które było skute barierą z lodu zostanie ożywione. W sposób, którego się obawiałem. Nie chciałem, by to uczucie się we mnie obudziło. Niestety los nie był mi przychylny, więc je obudził. A może to nie los, a ty je obudziłeś, będąc tego całkowicie nieświadomy. Jednak teraz to nie miało znaczenia. Siedziałem na ławce w parku. Czekałem na ciebie. Noc spowiła już miasto, a światłem, które ją rozdzierało były uliczne latarnie. Dziś był ten sądny dzień, w którym dowiesz się prawdy, której przez dłuższy czas nie chciałem przyjąć do wiadomości. Koniec tej gry. Jak to się wszystko skończy będę wolny od tych uczuć, które są dla mnie jak przekleństwo, czy znamię wyryte na sercu.
Przed sobą ujrzałem na początku fioletowy płomień, a potem twoją osobę. Nie zwróciłem uwagi, gdy mój pierścień przed twoim pojawieniem się zaświecił, bo byłem zbyt zajęty tym co zaraz miało się zdarzyć. Bałem się, co będzie, gdy się dowiesz. Nie tylko z tobą, ale i co stanie się ze mną. Jak zareaguje, nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić. Przeszył mnie chłodny, aczkolwiek przyjemny dreszcz po plecach, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Jednak nałożyłem swoją maskę, którą nie byłeś w stanie rozgryźć. Tyle mi wystarczyło.
- Więc, czemu o tej porze mnie wzywasz? Co takiego ważnego masz mi do powiedzenia? - twoje słowa wyrwały mnie z mojego zamysłu.
Przez dłuższą chwilę myślałem jak mam ci to powiedzieć. Obawiałem się, jednak znałeś mnie na tyle, że jak nagle bym powiedział, że zapomniałem lub coś do tego podobnego od razu wyczułbyś moje kłamstwo. Wiedziałem, że nie mogę się wycofać. Powinieneś wiedzieć. Nie ważne co będzie potem. Wciągnąłem głośno powietrze do płuc. Zmrużyłem oczy, jednak nie ponaglałeś mnie, za co dziękowałem w duchu.
- Widzisz... ja od jakiegoś czasu - zacząłem niepewnie, przerywając nasz kontakt wzrokowy, jakby nagle brudny chodnik stał się bardzo ciekawym obiektem.
- Hm? - mruknąłeś jedynie, czekając aż dokończę. Wiedziałem, że nie spodobało ci się, że mówiąc do ciebie, nie patrze chociażby w miejsce, w którym stoisz.
Jednak zaraz się przekonasz dlaczego tak jest. Nastała między nami cisza. Nie była przyjemna, była napięta. Słyszałem swój własny oddech, który wydawał się być ciężki, jakby ktoś mi położył na klatce piersiowej odważnik z mosiądzu. W uszach bębnił także dźwięk bicia mojego serca. W życiu nie czułem takiego stresu. Nawet na sprawdzianach. Czułem się jak jakaś nastolatka, która chcę wyznać szkolnemu play boy'owi miłość. Nie było ono wcale fajne.
- Że ja od jakiegoś czasu cię kocham. - ostatnie dwa słowa z trudem przeszły mi przez usta, prawie nie dosłyszalne. Poczułem jak serce uderza szybko, a odgłos jego bicia, bębniący w uszach się wzmógł. Z trudem przełknąłem głośno ślinę. Powoli podniosłem głowę, by móc na ciebie spojrzeć. Wydawała mi się dziś naprawdę ciężka. Obraz twojej obojętnej miny i chłodnego wzroku bardzo mnie zabolał. Już wtedy wiedziałem, że poniosłem druzgocącą klęskę. I wtedy odpowiedziałeś mi jak ostatni drań.
- Aha. Ja cię nie kocham. - ton nie wyrażał emocji, ale miałem wrażenie, że twoje oczy przez chwilę patrzyły na mnie kpiąco. Nie wytrzymałem i wstałem gwałtownie. Odsunąłeś się nieco, wiedziałem, że odruch ten był niekontrolowany. Bez zbędnych słów szybko się zacząłem od miejsca naszego spotkania oddalać. Czułem twój wzrok na sobie, dopóki nie zniknąłem z twojego widoku. Mimo woli przeszły mnie wtedy dreszcze, które przeklinałem siarczyście w myślach. Moje kroki skierowały się do mego mieszkania. Nie minęło dużo czasu, a stanąłem w swoim pokoju przy szufladzie. Otworzyłem ją i wyjąłem srebrny pistolet. Naładowałem broń i schowałem. Po czym opuściłem dom. Nie myślałem racjonalnie, o ile w ogóle myślałem nad czynem, który chciałem popełnić. Niedługo potem stałem na dachu mojej szkoły. Przeszedłem przez siatkę i stałem na skraju dachu. Spojrzałem w dół i uśmiechnąłem do siebie. Wyjąłem zza płaszcza pistolet, przystawiając do skroni. W moich myślach rozbrzmiały słowa:
Przepraszam, za moją głupotę.
Jednak skoro nie mogę cię mieć nie będę w stanie być sobą.
Nawet jeżeli teraz bym tego nie zrobił i tak moje złamane i rozszarpane serce, które chroniłem niegdyś by tego nie zniosło.
Chcę podziękować ci za wszystko, mimo że tak mnie zraniłeś.
Kocham cię Alaude.
Z tymi myślami pociągnąłem za spust. W jednej chwili wszystko zalało się czernią, ale wciąż na mych ustach widniał uśmiech, który tym razem był szczery. Zawsze chciałem umrzeć z uśmiechem na ustach, jednak nie sądziłem, że tak stanie się naprawdę kiedykolwiek. Moje bezwładne ciało spadło z dachu, jednak przed roztrzaskaniem się zostało uchronione. Przez osobę, która do tego doprowadziła.
Alaude spojrzał na ciało chłopaka. I po raz pierwszy poczuł jakby coś rozrywało go od środka. Od tylu lat poczuł coś czego nigdy nie doświadczył. Przytulił martwe ciało do swojej piersi.
- Przepraszam. Nie zdążyłem cię od tego uchronić. - wyszeptał. Jego głos drżał. Do oczu z niewiadomych mu przyczyn napłynęły łzy, które zaczęły skapywać na bladą twarz osoby, którą tak zranił. Dopiero, gdy stracił go na zawsze, dowiedział się, że najważniejszą dla niego osobą na świecie był on -
Hibari Kyoya.
sobota, 25 maja 2013
Tak brzmiało jego imię.
Tak mnie nagle wzięło, a że miałam bloga pod ręką to zaczęłam na nim pisać.
Możliwe jest, że zawieszę bloga lub opuszczę, bynajmniej na razie nie jestem pewna. Gdyż zaczęłam się zastanawiać nad porzuceniem pisania. Chociaż może od niego odpocznę tylko, ale to mniej prawdopodobne. Jednak nic nie jest jeszcze pewne.
_____________________________________________________________
Kiedyś byłeś przy mnie zawsze. Nie chciałeś opuszczać mnie na krok. Nawet nie zauważyłem, kiedy tak naprawdę stałeś się dla mnie narkotykiem. A ja wtedy wciąż wmawiałem sobie, że jestem od nikogo nie zależny. Byłem głupi. W jednej chwili wszystko się zmieniło. Z pragnienia siebie nawzajem ty się zacząłeś ode mnie oddalać. Nie wiedziałem o co chodzi. A może wiedziałem, jednak nie pytałem, bojąc się odpowiedzi. Bo wiedziałem, że;
Wtedy na zawsze cię stracę.
Ogarnie mnie cierpienie.
Nie będę w stanie sobie z tym poradzić.
Nie chcę tego wiedzieć, bo za bardzo cię pragnę.
Jesteś dla mnie wszystkim.
Teraz znów siedzę na parapecie, patrząc na tarczę księżyca w pełni. Rozpamiętując te noce, pocałunki i twój niesamowity dotyk, który doprowadzał mnie na skraj szaleństwa. Twoja twarz wyrażała wtedy tyle emocji, które były zarezerwowane tylko dla mnie. Zrzucanie maski tylko dla siebie nawzajem. Nie pozwolić dowiedzieć się o tych zakazanych uczuciach, które w nas pewnego dnia wezbrały światu.
Wiedziałem, że znów nie wrócisz, jednak teraz postanowiłem odkryć prawdę. Nawet tą, której tak się obawiałem, nie jestem już w stanie tak żyć. Bo życie bez ciebie już nie jest i nie będzie takie samo.
Zsunąłem się zgrabnie z parapetu, zarzucając na siebie swój kochany płaszcz z naramienną opaską Komitetu Dyscyplinarnego. Chwyciłem telefon do ręki i wystukałem do pewnej osoby wiadomość, która brzmiała: Gdzie on jest? Chwilę później przyszła odpowiedź. Znowu to samo miejsce. Jednak tym razem nie będę się wahał. Chowając telefon pewnym krokiem wyszedłem z pokoju, a potem z domu. Przebijając się przez mrok, obawiając najgorszego, ale wciąż krocząc dumnie. Nie wiedziałem jak zareaguję na poznanie prawdy. Nikt nie wiedział. Będąc coraz bliżej celu, zaczęły targać mną wątpliwości. Na chwilę przystanąłem, zwracając swoje tęczówki na lśniący księżyc, który znajdował się na niebie. Jak bardzo bym chciał, żeby mógł pomóc mi podjąć właściwą decyzję. Jednak on milczał, nic dziwnego. W końcu to zwykła planeta, ale czasem można o rzeczach potocznie martwych pomyśleć jak o żywych istotach, może to być przydatne w podjęciu właściwej decyzji. Mi także przez to wrócił upór, który kazał mi iść na przód. W końcu już nie chciałem prowadzić tej gry. A on nie ma zamiaru wyjawić prawdy, nawet widząc jak to mnie boli jest na to obojętny. Jak na wszystko, jednak ja wciąż wtedy się łudziłem, że to jeszcze nie koniec. Ponowiłem swoją wędrówkę, chociaż miałem uczucie, jakbym szedł na skazanie. Po chwili zatrzymałem się i przylgnąłem plecami do jednego z garaży. Lekko wychyliłem głowę. Spojrzałem na obraz przed sobą.
Tam stał On przebywał z jakąś kobietą. Poczułem nie miłe ukłucie, gdzieś w okolicy serca. Jednak nie odwracałem wzroku. W końcu przyszedłem tu po prawdę, więc już nie mogę się wycofać. Po chwili kobieta zbliżyła się do niego i skosztowała jego ust. Ust, które należały do mnie. On nie zrobił z tym nic. Widziałem już wystarczająco. To już koniec. - pomyślałem i rzuciłem się biegiem przed siebie. Zrobiłem przy tym hałas, ale to się nie liczyło już dla mnie. Jednak nie wiedziałem, że On ruszył za mną, a tą kobietę jednym sprawnym ruchem odepchnął. Po chwili biegu poczułem na swoich policzkach łzy, które po chwili kończyły swój marny żywot na ziemi. Moje myśli głośno rozbrzmiewały w mojej głowie, gdy ja biegłem, nie wiadomo gdzie. Ten, który obudził we mnie zakazane uczucia. On zranił i mnie zniewolił. Byłem głupi, myśląc, że wciąż jestem niezależny. Doznaję cierpienia, które nadeszło niespodziewanie. Tyle negatywnych uczuć we mnie wzbiera. A przyczyną tego wszystkiego stał się jeden mężczyzna, którego imię brzmi...Alaude.
Nie zwracałem na nic uwagi i wbiegłem na jezdnię na czerwonym świetle. Usłyszałem krzyk, zdając sobie sprawę czyj to głos, obróciłem głowę w tamtą stronę. Uśmiechnąłem się do niego przez łzy. Ten ostatni raz. Bo potem, poczułem ogromny ból i zapadła wieczna ciemność. To naprawdę był koniec. Nie tylko nasz, ale i mój.
Możliwe jest, że zawieszę bloga lub opuszczę, bynajmniej na razie nie jestem pewna. Gdyż zaczęłam się zastanawiać nad porzuceniem pisania. Chociaż może od niego odpocznę tylko, ale to mniej prawdopodobne. Jednak nic nie jest jeszcze pewne.
_____________________________________________________________
Kiedyś byłeś przy mnie zawsze. Nie chciałeś opuszczać mnie na krok. Nawet nie zauważyłem, kiedy tak naprawdę stałeś się dla mnie narkotykiem. A ja wtedy wciąż wmawiałem sobie, że jestem od nikogo nie zależny. Byłem głupi. W jednej chwili wszystko się zmieniło. Z pragnienia siebie nawzajem ty się zacząłeś ode mnie oddalać. Nie wiedziałem o co chodzi. A może wiedziałem, jednak nie pytałem, bojąc się odpowiedzi. Bo wiedziałem, że;
Wtedy na zawsze cię stracę.
Ogarnie mnie cierpienie.
Nie będę w stanie sobie z tym poradzić.
Nie chcę tego wiedzieć, bo za bardzo cię pragnę.
Jesteś dla mnie wszystkim.
Teraz znów siedzę na parapecie, patrząc na tarczę księżyca w pełni. Rozpamiętując te noce, pocałunki i twój niesamowity dotyk, który doprowadzał mnie na skraj szaleństwa. Twoja twarz wyrażała wtedy tyle emocji, które były zarezerwowane tylko dla mnie. Zrzucanie maski tylko dla siebie nawzajem. Nie pozwolić dowiedzieć się o tych zakazanych uczuciach, które w nas pewnego dnia wezbrały światu.
Wiedziałem, że znów nie wrócisz, jednak teraz postanowiłem odkryć prawdę. Nawet tą, której tak się obawiałem, nie jestem już w stanie tak żyć. Bo życie bez ciebie już nie jest i nie będzie takie samo.
Zsunąłem się zgrabnie z parapetu, zarzucając na siebie swój kochany płaszcz z naramienną opaską Komitetu Dyscyplinarnego. Chwyciłem telefon do ręki i wystukałem do pewnej osoby wiadomość, która brzmiała: Gdzie on jest? Chwilę później przyszła odpowiedź. Znowu to samo miejsce. Jednak tym razem nie będę się wahał. Chowając telefon pewnym krokiem wyszedłem z pokoju, a potem z domu. Przebijając się przez mrok, obawiając najgorszego, ale wciąż krocząc dumnie. Nie wiedziałem jak zareaguję na poznanie prawdy. Nikt nie wiedział. Będąc coraz bliżej celu, zaczęły targać mną wątpliwości. Na chwilę przystanąłem, zwracając swoje tęczówki na lśniący księżyc, który znajdował się na niebie. Jak bardzo bym chciał, żeby mógł pomóc mi podjąć właściwą decyzję. Jednak on milczał, nic dziwnego. W końcu to zwykła planeta, ale czasem można o rzeczach potocznie martwych pomyśleć jak o żywych istotach, może to być przydatne w podjęciu właściwej decyzji. Mi także przez to wrócił upór, który kazał mi iść na przód. W końcu już nie chciałem prowadzić tej gry. A on nie ma zamiaru wyjawić prawdy, nawet widząc jak to mnie boli jest na to obojętny. Jak na wszystko, jednak ja wciąż wtedy się łudziłem, że to jeszcze nie koniec. Ponowiłem swoją wędrówkę, chociaż miałem uczucie, jakbym szedł na skazanie. Po chwili zatrzymałem się i przylgnąłem plecami do jednego z garaży. Lekko wychyliłem głowę. Spojrzałem na obraz przed sobą.
Tam stał On przebywał z jakąś kobietą. Poczułem nie miłe ukłucie, gdzieś w okolicy serca. Jednak nie odwracałem wzroku. W końcu przyszedłem tu po prawdę, więc już nie mogę się wycofać. Po chwili kobieta zbliżyła się do niego i skosztowała jego ust. Ust, które należały do mnie. On nie zrobił z tym nic. Widziałem już wystarczająco. To już koniec. - pomyślałem i rzuciłem się biegiem przed siebie. Zrobiłem przy tym hałas, ale to się nie liczyło już dla mnie. Jednak nie wiedziałem, że On ruszył za mną, a tą kobietę jednym sprawnym ruchem odepchnął. Po chwili biegu poczułem na swoich policzkach łzy, które po chwili kończyły swój marny żywot na ziemi. Moje myśli głośno rozbrzmiewały w mojej głowie, gdy ja biegłem, nie wiadomo gdzie. Ten, który obudził we mnie zakazane uczucia. On zranił i mnie zniewolił. Byłem głupi, myśląc, że wciąż jestem niezależny. Doznaję cierpienia, które nadeszło niespodziewanie. Tyle negatywnych uczuć we mnie wzbiera. A przyczyną tego wszystkiego stał się jeden mężczyzna, którego imię brzmi...Alaude.
Nie zwracałem na nic uwagi i wbiegłem na jezdnię na czerwonym świetle. Usłyszałem krzyk, zdając sobie sprawę czyj to głos, obróciłem głowę w tamtą stronę. Uśmiechnąłem się do niego przez łzy. Ten ostatni raz. Bo potem, poczułem ogromny ból i zapadła wieczna ciemność. To naprawdę był koniec. Nie tylko nasz, ale i mój.
sobota, 9 marca 2013
Dwie chmury, sunące po nieboskłonie.
Ostrzeżenia: Yaoi
Anime: Katekyoshi hitman reborn.
Dedykacja dla Aveneis i Kyoko, którym udało się mnie zmobilizować, żebym to skończyła.
________________________________________________________________
W szkole średniej Namimori zapowiadał się spokojny, słoneczny, ładny wiosenny dzień. Uczniowie mieli dziś dość szczególny dzień, ponieważ przewodniczący komitetu dyscyplinarnego wydawał się, aż nazbyt spokojny bez zamiaru skrzywdzenia przypadkowej rozmowy. To jednak nie spowodowało, że osoby znjdujące się w jego polu rażenia jak zawsze się nie zachowywały. Było przeciwnie, czyli według Kyoyi jak zwykle, gdy przechodził korytarzem ośrodka, kształcącego idiotów i wszelkiej maści innych typów zawsze schodzili mu z drogi. Strach, który był wymalowany w ich oczach, był bardzo zabawny. Jednak on do tego przywykł, że każdy się go bał. Szczególnie według bruneta, tych wszystkich osobach było ciekawe, że jak coś działo się złego jak przy incydencie z Mukuro, to oni potrafili być pewni, że gdy on się tym zajmie na pewno przywróci porządek i wróci cały i zdrowy, a oni ponownie będą mogli wieść swoje spokojne życie, nie martwiąc się zagrożeniem. Kolejną z zabawnych i jednocześnie interesujących rzeczy, w tych ludziach było to, że w ich oczach był niepokonany i mógłby nawet snuć podejrzenia, że wierzą w niego, gdy idzie się czymś groźnym zająć, żeby nikt już nie ucierpiał na tym.
Hibari wszedł do pokoju, który należał do jego komitetu, zamykając za sobą drzwi z westchnięciem usiadł na kanapie. Przymknął oczy, przez chwilę zastanawiając się, dlaczego naszło go na takie rozmyślenia. Po chwili jednak stwierdził, że to bez znaczenia i każdemu może się zdarzyć. Jednak Hibari wiedząc, że w oczach innych jest niepokonany, czuł się po porażce z Rokudo zawiedziony prawdopodobnie samym sobą i wypełniony do wcześniej wymienionej osoby nienawiścią. Chłopak myśląc o tym, mimowolnie zacisnął jedną rękę w pięść. Od tamtego momentu chciał stać się silniejszy, ale nawet po treningu z Dino, nie czuł się na tyle silny, żeby być pewnym, że upokorzenie jakiego mu tamten ludzki demon dostarczył się na pewno nie powtórzy. W pewnym momencie otworzył oczy, wyglądając jakby wpadł na jakiś pomysł, którego poszukiwał od dawna. To nie całkiem podchodziło pod wpadnięcie na pomysł, bo w rzeczywistości to przypomniał sobie wydarzenie sprzed kilku dni, gdy przed nim pojawił się pierwszy strażnik chmury Alaude. Teraz podjął usilną próbę przypomnienia sobie ich rozmowy, ale bardziej zależało mu na słowach strażnika pierwszego Vongoli niż na jego własnych, a wychodziło, że bardziej skupiał się na swoich odpowiedziach, zapominając o czym mówił tamten. Po kilku minutach bezskutecznego przypomnienia sobie czegoś istotnego zrezygnował z prób. Przez otwarte okno wleciał jego towarzysz, który był żółtym uroczym ptaszkiem, który nosił imię Hibird. Obecność swoją zwierze okazało, mówiąc kilkakrotnie imię przewodniczącego, siadając mu na ramieniu. Kyoya spojrzał na niego, on zamachał skrzydełkami, a brunet pogłaskał go po łebku. Zdążył już go dawno oswoić oraz polubić. Hibari wstał i spojrzał za okno, po czym opuścił pomieszczenie. Udał się na dach szkoły. Jak wszedł na dach, jego żółty towarzysz wzbił się w powietrze, ćwierkając radośnie i poleciał gdzieś. Chłopak udał się do miejsca, w którym zawsze siedział. Spojrzał w dół na boisko szkolne, na którym grała w piłkę nożną jakaś klasa. Delikatny wiatr lekko szarpał jego włosami, ale jemu nie zbyt to przeszkadzało, a raczej powodowało przyjemny chłód w ten ciepły dzień. Spojrzał na niebo, obserwując przemieszczające chmury po niebie. Odkąd wkręcili go w ta całą mafie, patrząc w niebo i na chmury, kojarzył mu się jego pierścień. Według niego było to zabawne. Siedział tam jakiś czas, nawet, gdy było już po lekcjach. Jakąś godzinę przed zachodem słońca poszedł się przejść po mieście, bez większego celu, chyba, że musiałby w jakiejś sprawie interweniować, jednak nic nie zapowiadało tego. Dziś szczególnie, był zadowolony, że nie musi robić niczego konkretnego, nawet nie miał ochoty tak dla zasady kogoś zabić na śmierć.
Nie przeszkadzało mu to, tak jak i innym osobą, które się wręcz z tego cieszyły. Będzie litościwy i da im sie cieszyć dniem spokoju z jego strony. Jak słońce zaczęło zachodzić on ponownie znalazł się na dachu szkoły, siadając na swoim wcześniejszym miejscu. Jego wzrok padł na zachód słońca, który z tej wysokości wyglądał bardzo pięknie i widowiskowo. Lubił czasem tu przyjść, tylko po to, żeby go zobaczyć. Mimowolnie na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech, którego normalnie jakby był tu z kimś, by nigdy sobie na taki nie pozwolił. Jednak był tu sam, bynajmniej tak mu się wydawało.
- Piękny zachód, prawda? - odezwał się blondyn, który od dłuższej chwili stał za nim, nie wiadomo kiedy tu przyszedł.
Hibari lekko się spłoszył, jednak nie okazał tego wcale po sobie, odwracając głowę w stronę stojącego za nim mężczyzny. Widząc, że to strażnik chmury Giotto, założyciela Vongoli się trochę rozluźnił.
- Tak to prawda. Długo tu jesteś? - odparł, przyglądając się tamtemu.
- Nie, dłuższą chwilę. - powiedział, siadając obok niego.
Kyoya patrzył mu w oczy dłuższą chwilę, mogąc spokojnie stwierdzić, że mógłby się w nich utopić. Alaude przyglądał mu się badawczo, że w pewnej chwili przekrzywił głowę w bok, tym samym płosząc bruneta, który odwrócił głowę w drugą stronę z niewiadomych dla niego powodów czując się nieco zmieszany i delikatnie rumieniąc, co nie umknęło blondynowi, który siedział obok.
- Uroczo się rumienisz - w końcu odezwał się Alaude pół żartem, a w połowie poważnie.
Przewodniczącego ku jego zaskoczeniu wprawiło to w jeszcze większe zawstydzenie i bardziej widocznie się zarumienił.
- Ja się wcale nie rumienię. - mruknął chłopak, unikając spojrzenia starszego mężczyzny.
- Nie zgodzę się, bo nie jestem ślepy. - mruknął Alaude i złapał młodszego delikatnie za podbródek, zmuszając go tym samym, żeby na niego spojrzał.
Brunet spojrzał na niego lekko zaskoczony, a po chwili był autentycznie zdziwiony, gdy Alaude pochylił się nad nim i złączył ich usta w pocałunku.
Hibari nie za bardzo wiedział, jak ma zareagować na to, ale to było miłe uczucie, więc zareagował bardziej instynktownie, nie mając w swoim mniemaniu nic do stracenia. Odwzajemnił pocałunek, zarzucając blondynowi ręce na szyję i przymykając oczy. Starszy zamknął oczy uśmiechając się kącikami ust. Na policzkach młodego przewodniczącego widniały urocze rumieńce. Kyoya położył się na ziemi ciągnąc go za sobą, pozwalając mu, żeby mógł być na górze, mimo iż nie lubił być zdominowany, ale uznał, że ta sytuacja jest wyjątkowa, to nic się złego nie stanie. Sam w końcu tego chce, a więc nie powinien mieć do nikogo wyrzutów. Alaude zaczął rozpinać powoli guziki koszuli chłopaka, a czując, że ten nie protestuje, stał się pewny siebie. Alaude, po chwili pozbył się jego koszuli, zaczął całować go po szyi, rękoma błądząc po ciele chłopaka, który mruczał gardłowo, mając lekko uchylone powieki. Lekko podgryzł jego szyję, a z gardła bruneta wyrwał się cichy jęk. Zjechał z pocałunkami niżej. Polizał jego sutka i lekko przygryzł, co spowodowało, że Hibari wygiął swoje ciało przez chwilę się w lekki łuk, nie pozostając mu dłużnym pozbawił go górnej części garderoby, nie myśląc wiele nad swoimi czynami. Kąciki ust blondyna uniosły się nieznacznie ku górze i ponownie pojechał niżej, językiem zataczając krąg wokół pępka bruneta, aż w końcu dotarł do jego spodni. Odpiął mu guzik, a zębami rozpiął rozporek, patrząc mu wyzywająco w oczy z tym swoim uśmiechem. Po chwili ich się pozbył wraz z bielizną młodszego strażnika.
Przesunął językiem po całej męskości Kyoyi, który jęknął i delikatnie zadrżał po wpływem pieszczoty. Po chwili wziął ją całą do ust i zaczął ssać, drażniąc językiem co jakiś czas jego główkę. Chłopak po dłuższej chwili doszedł w jego ustach, a tamten to połknął i podniósł się, wpijając w jego usta. Brunet odwzajemnił pocałunek z taką samą żarliwością. Blondyn zaczął go powoli i delikatnie rozciągać. Gdy chłopak był gotowy, oderwał się od jego słodkich ust i spojrzał w oczy, szukając w nich jakiegokolwiek zaprzeczenia. On nie protestował, więc rozpiął swoje spodnie, które zdjął wraz z bielizną. Wszedł w niego powoli i chwilę odczekał, aż się on przyzwyczai. Kyoya kiwnął głową na znak, że może kontynuować Zaczął się w nim poruszać stopniowo, wsłuchując w jęki chłopak i przyglądając się jego niesamowicie uroczo zarumienionej twarzy. Poruszał się w nim dopóki obaj nie doszli w przypadku Alaude z jękiem, a Hibari z cichym stęknięciem urywanym jego imienia. Wyszedł z niego i się ubrał tak samo i uczynił przewodniczący, który po tym się do blondyna przytulił. Słońce już dawno zaszło. Alaude pochylił się i wyszeptał mu do ucha:
- Kocham cię.
Kyoya uśmiechnął się i też powiedział szeptem.
- Ja ciebie również.
Anime: Katekyoshi hitman reborn.
Dedykacja dla Aveneis i Kyoko, którym udało się mnie zmobilizować, żebym to skończyła.
________________________________________________________________
W szkole średniej Namimori zapowiadał się spokojny, słoneczny, ładny wiosenny dzień. Uczniowie mieli dziś dość szczególny dzień, ponieważ przewodniczący komitetu dyscyplinarnego wydawał się, aż nazbyt spokojny bez zamiaru skrzywdzenia przypadkowej rozmowy. To jednak nie spowodowało, że osoby znjdujące się w jego polu rażenia jak zawsze się nie zachowywały. Było przeciwnie, czyli według Kyoyi jak zwykle, gdy przechodził korytarzem ośrodka, kształcącego idiotów i wszelkiej maści innych typów zawsze schodzili mu z drogi. Strach, który był wymalowany w ich oczach, był bardzo zabawny. Jednak on do tego przywykł, że każdy się go bał. Szczególnie według bruneta, tych wszystkich osobach było ciekawe, że jak coś działo się złego jak przy incydencie z Mukuro, to oni potrafili być pewni, że gdy on się tym zajmie na pewno przywróci porządek i wróci cały i zdrowy, a oni ponownie będą mogli wieść swoje spokojne życie, nie martwiąc się zagrożeniem. Kolejną z zabawnych i jednocześnie interesujących rzeczy, w tych ludziach było to, że w ich oczach był niepokonany i mógłby nawet snuć podejrzenia, że wierzą w niego, gdy idzie się czymś groźnym zająć, żeby nikt już nie ucierpiał na tym.
Hibari wszedł do pokoju, który należał do jego komitetu, zamykając za sobą drzwi z westchnięciem usiadł na kanapie. Przymknął oczy, przez chwilę zastanawiając się, dlaczego naszło go na takie rozmyślenia. Po chwili jednak stwierdził, że to bez znaczenia i każdemu może się zdarzyć. Jednak Hibari wiedząc, że w oczach innych jest niepokonany, czuł się po porażce z Rokudo zawiedziony prawdopodobnie samym sobą i wypełniony do wcześniej wymienionej osoby nienawiścią. Chłopak myśląc o tym, mimowolnie zacisnął jedną rękę w pięść. Od tamtego momentu chciał stać się silniejszy, ale nawet po treningu z Dino, nie czuł się na tyle silny, żeby być pewnym, że upokorzenie jakiego mu tamten ludzki demon dostarczył się na pewno nie powtórzy. W pewnym momencie otworzył oczy, wyglądając jakby wpadł na jakiś pomysł, którego poszukiwał od dawna. To nie całkiem podchodziło pod wpadnięcie na pomysł, bo w rzeczywistości to przypomniał sobie wydarzenie sprzed kilku dni, gdy przed nim pojawił się pierwszy strażnik chmury Alaude. Teraz podjął usilną próbę przypomnienia sobie ich rozmowy, ale bardziej zależało mu na słowach strażnika pierwszego Vongoli niż na jego własnych, a wychodziło, że bardziej skupiał się na swoich odpowiedziach, zapominając o czym mówił tamten. Po kilku minutach bezskutecznego przypomnienia sobie czegoś istotnego zrezygnował z prób. Przez otwarte okno wleciał jego towarzysz, który był żółtym uroczym ptaszkiem, który nosił imię Hibird. Obecność swoją zwierze okazało, mówiąc kilkakrotnie imię przewodniczącego, siadając mu na ramieniu. Kyoya spojrzał na niego, on zamachał skrzydełkami, a brunet pogłaskał go po łebku. Zdążył już go dawno oswoić oraz polubić. Hibari wstał i spojrzał za okno, po czym opuścił pomieszczenie. Udał się na dach szkoły. Jak wszedł na dach, jego żółty towarzysz wzbił się w powietrze, ćwierkając radośnie i poleciał gdzieś. Chłopak udał się do miejsca, w którym zawsze siedział. Spojrzał w dół na boisko szkolne, na którym grała w piłkę nożną jakaś klasa. Delikatny wiatr lekko szarpał jego włosami, ale jemu nie zbyt to przeszkadzało, a raczej powodowało przyjemny chłód w ten ciepły dzień. Spojrzał na niebo, obserwując przemieszczające chmury po niebie. Odkąd wkręcili go w ta całą mafie, patrząc w niebo i na chmury, kojarzył mu się jego pierścień. Według niego było to zabawne. Siedział tam jakiś czas, nawet, gdy było już po lekcjach. Jakąś godzinę przed zachodem słońca poszedł się przejść po mieście, bez większego celu, chyba, że musiałby w jakiejś sprawie interweniować, jednak nic nie zapowiadało tego. Dziś szczególnie, był zadowolony, że nie musi robić niczego konkretnego, nawet nie miał ochoty tak dla zasady kogoś zabić na śmierć.
Nie przeszkadzało mu to, tak jak i innym osobą, które się wręcz z tego cieszyły. Będzie litościwy i da im sie cieszyć dniem spokoju z jego strony. Jak słońce zaczęło zachodzić on ponownie znalazł się na dachu szkoły, siadając na swoim wcześniejszym miejscu. Jego wzrok padł na zachód słońca, który z tej wysokości wyglądał bardzo pięknie i widowiskowo. Lubił czasem tu przyjść, tylko po to, żeby go zobaczyć. Mimowolnie na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech, którego normalnie jakby był tu z kimś, by nigdy sobie na taki nie pozwolił. Jednak był tu sam, bynajmniej tak mu się wydawało.
- Piękny zachód, prawda? - odezwał się blondyn, który od dłuższej chwili stał za nim, nie wiadomo kiedy tu przyszedł.
Hibari lekko się spłoszył, jednak nie okazał tego wcale po sobie, odwracając głowę w stronę stojącego za nim mężczyzny. Widząc, że to strażnik chmury Giotto, założyciela Vongoli się trochę rozluźnił.
- Tak to prawda. Długo tu jesteś? - odparł, przyglądając się tamtemu.
- Nie, dłuższą chwilę. - powiedział, siadając obok niego.
Kyoya patrzył mu w oczy dłuższą chwilę, mogąc spokojnie stwierdzić, że mógłby się w nich utopić. Alaude przyglądał mu się badawczo, że w pewnej chwili przekrzywił głowę w bok, tym samym płosząc bruneta, który odwrócił głowę w drugą stronę z niewiadomych dla niego powodów czując się nieco zmieszany i delikatnie rumieniąc, co nie umknęło blondynowi, który siedział obok.
- Uroczo się rumienisz - w końcu odezwał się Alaude pół żartem, a w połowie poważnie.
Przewodniczącego ku jego zaskoczeniu wprawiło to w jeszcze większe zawstydzenie i bardziej widocznie się zarumienił.
- Ja się wcale nie rumienię. - mruknął chłopak, unikając spojrzenia starszego mężczyzny.
- Nie zgodzę się, bo nie jestem ślepy. - mruknął Alaude i złapał młodszego delikatnie za podbródek, zmuszając go tym samym, żeby na niego spojrzał.
Brunet spojrzał na niego lekko zaskoczony, a po chwili był autentycznie zdziwiony, gdy Alaude pochylił się nad nim i złączył ich usta w pocałunku.
Hibari nie za bardzo wiedział, jak ma zareagować na to, ale to było miłe uczucie, więc zareagował bardziej instynktownie, nie mając w swoim mniemaniu nic do stracenia. Odwzajemnił pocałunek, zarzucając blondynowi ręce na szyję i przymykając oczy. Starszy zamknął oczy uśmiechając się kącikami ust. Na policzkach młodego przewodniczącego widniały urocze rumieńce. Kyoya położył się na ziemi ciągnąc go za sobą, pozwalając mu, żeby mógł być na górze, mimo iż nie lubił być zdominowany, ale uznał, że ta sytuacja jest wyjątkowa, to nic się złego nie stanie. Sam w końcu tego chce, a więc nie powinien mieć do nikogo wyrzutów. Alaude zaczął rozpinać powoli guziki koszuli chłopaka, a czując, że ten nie protestuje, stał się pewny siebie. Alaude, po chwili pozbył się jego koszuli, zaczął całować go po szyi, rękoma błądząc po ciele chłopaka, który mruczał gardłowo, mając lekko uchylone powieki. Lekko podgryzł jego szyję, a z gardła bruneta wyrwał się cichy jęk. Zjechał z pocałunkami niżej. Polizał jego sutka i lekko przygryzł, co spowodowało, że Hibari wygiął swoje ciało przez chwilę się w lekki łuk, nie pozostając mu dłużnym pozbawił go górnej części garderoby, nie myśląc wiele nad swoimi czynami. Kąciki ust blondyna uniosły się nieznacznie ku górze i ponownie pojechał niżej, językiem zataczając krąg wokół pępka bruneta, aż w końcu dotarł do jego spodni. Odpiął mu guzik, a zębami rozpiął rozporek, patrząc mu wyzywająco w oczy z tym swoim uśmiechem. Po chwili ich się pozbył wraz z bielizną młodszego strażnika.
Przesunął językiem po całej męskości Kyoyi, który jęknął i delikatnie zadrżał po wpływem pieszczoty. Po chwili wziął ją całą do ust i zaczął ssać, drażniąc językiem co jakiś czas jego główkę. Chłopak po dłuższej chwili doszedł w jego ustach, a tamten to połknął i podniósł się, wpijając w jego usta. Brunet odwzajemnił pocałunek z taką samą żarliwością. Blondyn zaczął go powoli i delikatnie rozciągać. Gdy chłopak był gotowy, oderwał się od jego słodkich ust i spojrzał w oczy, szukając w nich jakiegokolwiek zaprzeczenia. On nie protestował, więc rozpiął swoje spodnie, które zdjął wraz z bielizną. Wszedł w niego powoli i chwilę odczekał, aż się on przyzwyczai. Kyoya kiwnął głową na znak, że może kontynuować Zaczął się w nim poruszać stopniowo, wsłuchując w jęki chłopak i przyglądając się jego niesamowicie uroczo zarumienionej twarzy. Poruszał się w nim dopóki obaj nie doszli w przypadku Alaude z jękiem, a Hibari z cichym stęknięciem urywanym jego imienia. Wyszedł z niego i się ubrał tak samo i uczynił przewodniczący, który po tym się do blondyna przytulił. Słońce już dawno zaszło. Alaude pochylił się i wyszeptał mu do ucha:
- Kocham cię.
Kyoya uśmiechnął się i też powiedział szeptem.
- Ja ciebie również.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)