Dodaje to, bo SasuNaru jeszcze nie skończyłam, bo moja wena się zbuntowała i łypie na mnie groźnie okiem. xD Na blogach mam lekkie zaległości, więc w wolnej chwili je nadrobię.
__________________________________________________
Spacerowałem po mieście, a ciemne chmury krążyły nad moją głową, grożąc deszczem. Ponownie moje nogi zaniosły mnie do dla wielu smutnego miejsca, które nazwano cmentarzem. Błąkałem się między nagrobkami jak zbłąkany pies, odwlekając podejścia do tego właściwego. Z nieba spadł deszcz, czułem się tak samo jak w dniu jego pogrzebu, mimo że minął już od tego wydarzenia miesiąc. Ja wciąż czuje się zagubiony i osamotniony oraz opuszczony. Bez ciebie wszystko wydaje się być mi obce.Kraj, w którym się urodziłem, ludzie, którym znam.
W końcu przestałem opóźniać przybycie na twój grób. Moje oczy ponownie odczytały napis, który głosił;
Tsunayoshi Sawada
rok urodzenia i data śmierci.
I kolejny napis głoszący;
Wspaniałemu szefowi, kochanemu synowi i ukochanemu przyjacielowi.
Ku pamięci.
~ I wspaniałemu chłopakowi ~ dodałem w myślach. Po raz kolejny litery zlały się, przez napływające do oczu łzy. Tak strasznie go kochałem i wciąż kocham. On nie powinien tam zginąć.Gdybym tylko w porę zareagował. To moja wina. Tyle razy mówiłem, że nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić, lecz moje słowa zamieniły się w puste obietnice bez pokrycia. A teraz jestem zagubiony jak dziecko, które chodzi po omacku. Bo to ty byłeś moją drogą. Ty swoim uśmiechem, tą drogę rozświetlałeś i wprowadzałeś w świat, gdzie bez ciebie nie istniałem. Dzięki tobie przestałem błądzić, ale cię straciłem. Znów zgasły światła i nic nie widzę, poza otaczającą mnie ciemnością. Nie słyszę twojego śmiechu, nie widzę uśmiechu, nie czuję dotyku. Łzy, które płynęły od dłuższej chwili, zaczęły spływać po moich policzkach coraz rzewniej, mieszając się z deszczem. Obraz zaczął się bardziej rozmazywać twego grobu, aż zalała go czerń.
Stworzyciel Vongoli otworzył gwałtownie oczy i z pewną paniką rozejrzał. Odetchnął z ulgą, widząc wtulonego w niego i śpiącego z delikatnym uśmiechem na ustach dziesiątego Vongole. Giotto uśmiechnął się, przymykając oczy. Na szczęście to był tylko sen. - pomyślał i ponownie oddał się w objęcia snu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G27. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G27. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 października 2013
sobota, 31 sierpnia 2013
Miłość pogrążona w ciemności.
Jesteś tylko słabym człowiekiem, ze słabym płomieniem. Nie wiem jakim prawem zostałeś 10tym Vongolą. Popatrz tylko na siebie. Jesteś niby współczesną wersją Primo, bynajmniej tak musiał postrzegać to były szef. Nie podołałeś zadaniu. Spójrz na siebie. Twój wzrok się pogarsza, co nigdy się nie zdarzyło żadnemu szefowi. Nawet w hiper stanie, nie jest inaczej. Oślepniesz. I jak zamierzasz dalej wtedy prowadzić Vongolę? Nie ma dla ciebie szansy, nawet jeżeli Primo ci pomaga w obowiązkach szefa.
Po tych słowach usłyszanych od szefa Varii, w pewnej chwili przestałem widzieć. Gdy jesteś pogrążony w bezkresnej czerni wszystko jest inaczej. Nie odczuwasz upływu czasu, nie odczuwasz w sumie nic, poza pustką. To tak jakbyś był nie do końca martwy. Tak właśnie się czułem. Xaxus mówiąc mi wtedy tamte słowa miał rację. Będąc ślepy nie będę w stanie kierować mafią. Taki szef jest zbędny. Jednak nie wiedziałem, że jest dla mnie szansa. Leżałem w szpitalu. Nikt mi nie chciał powiedzieć, co tutaj robię. Do momentu, w którym nie poczułem, że ktoś przysuwa krzesło i siada przy moim łóżku. Chciałem otworzyć oczy, ale przypomniałem sobie, że to jest bez znaczenia, bo i tak nic nie zobaczę. Byłem zdany na łaskę moich strażników i ludzi z zewnątrz. To okropne uczucie, gdy nie możesz zrobić, ujrzeć czegoś, co zawsze byłeś w stanie dokonać. Wtedy pojawia się ona bezsilność. Na początku starasz się nią nie przejmować, ale potem jedynie chcesz oczekiwać na śmierć, mimo że jesteś świadomy tego, iż nikt nie chce ci jej zadać. Tak płynie twoje życie dalej. Nie mówisz nikomu o tym pragnieniu, by nie zranić bliskich ci osób. Bo doskonale wiesz, że będą się o to winili. Całkowicie niepotrzebnie, więc chcesz im tego zaoszczędzić. Z rozmyślenia, nad beznadziejnością bycia niewidomym wyrywa mnie męski głos, który tak dobrze znam.
- Decimo... - powiedział, po dłuższej chwili przyglądania się mi w milczeniu.
- Tak, Primo? - odparłem automatycznie.
- Chciałem ci powiedzieć, że odzyskasz wzrok. Dostaniesz nowe oczy. - powiedział spokojnie.
Słysząc to, poczułem przypływ radości, mając wrażenie, jakby moje ciało, które były jak masa martwych komórek, powróciły do życia, ale tylko na krótką chwilę. Bo doszło do mnie, że ktoś musiał mi swoje oczy podarować.
- Kto mi je oddaje? - zapytałem.
Przez dłuższą chwilę zapadła cisza, w której wcześniej długo trwałem.
- Nie mogę tego zdradzić. - oznajmiłeś z dziwną nutą czegoś, czego nie byłem w stanie zidentyfikować w twoim głosie. Starałem się nie dać za wygraną, ale po nie wiadomym mi upływie czasu, zaprzestałem prób. Nic dziwnego, że nic z niego nie wyciągnę. W końcu był szefem Vongoli i zasada omerte ( milczenia) nie jest dla niego problemem. Dowiedziałem się, że operacja odbędzie się jutro. I wtedy znów temat się urwał. Zupełnie, jakbyśmy nagle stali się sobie bardziej obcy niż kiedykolwiek, a wtedy usłyszłem to.
- Decimo, proszę otwórz oczy.
Nie wiem dlaczego, jednak w jakimś sensie ta prośba mnie przeraziła. Zamarłem. Chyba nawet zapomniałem na chwilę oddychać, bo znów się odezwałeś.
- Decimo, wszystko w porządku? - wyraźnie usłyszałem wtedy strach i troskę w twoich słowach.
- Tak, w porządku - odparłem, mimowolnie uśmiechając się kącikami ust. Otworzyłem oczy, nie chcąc, by ponawiał te pytanie. Zastanawiam się jak one wyglądają, gdy nie widzą. Czy nadal mają ten żywy blask?
Czy zdradzają to, jak się czuję ze ślepotą. Bo w końcu mawiają, że oczy zwierciadłem duszy. A moja dusza, jak mniemam ma się okropnie, skoro tak się czuję. Czułem twój wzrok, który wpatrywał się w moją twarz z niewiadomego powodu. Jednak po chwili zaczęliśmy rozmowę o jakiś błahostkach, co w sumie dla nas było normą. Chociaż nie było co rozmawiać o sprawach rodziny, skoro jestem ślepy. Nie wiem ile czasu na takich rozmowach nam upłynęło, ale w końcu się ze mną pożegnałeś i opuściłeś salę. Po raz kolejny zostałem sam. Zacząłem się zastanawiać kim jest tajemnicy dawca moich oczu oraz co by było, jakby operacja się nie udała. Cały czas do chodziłem do wniosku, że moje oczy wezmą od jakiegoś świeżego trupa po prostu. Nie uważałem, że dostane je od żywej osoby. Nie za wiele interesowały mnie przeszczepy, ale są też narządy brane od zmarłych, więc uważałem, że oczy też mogą sobie zabrać. Zamknąłem swoje nie widzące oczy, rozmyślając dalej, aż w pewnym momencie usnąłem.
Giotto wrócił do posiadłości. Siedział w swoim pokoju zamyślony, trzymając w ręku kopertę. Czy wszystko co chciał mu zapisał? Po krótkim namyśle stwierdził, że tak. Podniósł się i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Uśmiechnął się. Wreszcie będę mógł zrobić coś dobrego dla osoby, na której mi bardzo zależy. Spojrzał na zegarek Wziął płaszcz z wieszaka i zarzucił na ramiona. Po czym wyszedł z pokoju, następnie opuszczając rezydencje. Udał się pod szpital. Tak jak prosił strażników decimo wcześniej, otworzyli mu okno. Za pomocą swoich płomieni wzniósł się na poziom okna, gdzie znajdował się Tsunayoshi, wcześniej sprawdzając, czy nie ma nikogo w pobliżu. Wleciał do pomieszczenia i wylądował przed łóżkiem chłopaka. Wyjął zza płaszcza kopertę i położył na stoliku przy łóżku. Przez chwilę stał nad nim i przyglądał się jego spokojnej twarzy, oświetlanej przez blask księżyca, który wpadał przez okno. Uśmiechnął się lekko i nad nim pochylił. Po czym złożył na ustach szatyna delikatny pocałunek. Opuścił salę, tym sposobem, którym się tutaj dostał. Spojrzał jeszcze w stronę okna i uśmiechnął lekko.
Następnego dnia obudziła mnie pielęgniarka, oznajmująca, że zaraz zabierają mnie na salę operacyjną. Byłem jeszcze za bardzo zaspany, więc musiałem mieć dziwną minę. Bo dopiero chwilę potem przypomniałem sobie, że mam dzisiaj operację oczu. A więc po chwili skinąłem głową. Chwilę potem zostałem zabrany na salę operacyjną, jak tamta kobieta powiedziała. Słyszałem rozmowy lekarzy i potem kazali mi znieczulenie dać wraz z środkiem usypiającym. Jak dostałem to, przez chwilę byłem jeszcze przytomny, a potem usnąłem. A oni zabrali się do swojej pracy.
Nie wiem ile spałem, ale gdy otworzyłem oczy, miałem coś na nich. Chciałem to zdjąć i w końcu coś zobaczyć, ale zabronił mi głos pielęgniarki. Zaczęła mi tłumaczyć, dlaczego jeszcze nie mogę oglądać ponownie świata, jednak już jej nie słuchałem. Byłem zły, że jeszcze muszę czekać, ale przecierpię.
Po miesiącu wreszcie nadszedł ten dzień. Zdjęcia opatrunku z moich oczu. Nie mogłem się doczekać. Chciałem coś zobaczyć. Bo to nie możliwe, by były złe. Nie uwierzyłbym, gdyby się nie przyjęły. Nie wiem jak bym zareagował, jakbym nadal nie widział. Ten przeszczep był dla mnie nadzieją, więc nie mogę jej stracić. Potrząsnąłem głową, chcąc odgonić te niechciane przeze mnie myśli. Muszę być optymistyczny w tej sprawie. Westchnąłem. Nie mogła by ta pielęgniarka szybciej? Przez te oczekiwanie mam coraz to gorsze scenariusze. Może i moje zachowanie teraz jest jak kapryśnej panienki, ale nie mogę znieść już tej niepewności. Bo naprawdę trudno jest trzymać się tej iskierki nadziei, gdy tonie się w ciemnościach. Bo można zwariować. Zwłaszcza, gdy nagle ślepniesz. Bo jak się urodzisz w tej ciemności, to jesteś przyzwyczajony, mimo że też nie jest takim osobą łatwo. Sam tego doświadczyłem. Gdy tak rozmyślałem do pokoju wkroczyła pielęgniarka z lekarzem. Po chwili bandaż, który zasłaniał moje oczy został mi zdjęty. Przez dłuższą chwilę obraz był zamazany, więc zamrugałem kilkakrotnie. Po chwili zaczął się wyostrzać. Moja twarz musiała się rozpromienić, bo lekarz lekko się uśmiechnął. Ja widzę! Znowu wszystko widzę! Koniec trwania w ciemności! Od razu czuje się jak nowo narodzony. Każdą część mojej duszy przepełnia szczęście. Chwilę potem musiałem hamować swoją radość, gdyż lekarz musiał sprawdzić jak moje nowe oczy się sprawują. Po badaniu oznajmiono mi, że dziś dostane wypis, a potem do sali przyszli moi dwa strażnicy burzy i deszczu. Rozmawialiśmy przez chwilę, bo dali mi nowe ubrania i wyszli, żebym się mógł przebrać. Zdjąłem koszulkę i spojrzałem w bok zainteresowała mnie koperta, która tam leżała, mimo wszystko stwierdziłem, że potem ją przeczytam. Przebrałem się i schowałem kopertę. Byłem jeszcze parę minut w szpitalu, gdy przybywał pielęgniarka i oznajmiła, że mogę opuścić to miejsce. Z radością zabrałem swoje rzeczy i ruszyłem do wyjścia, przy którym czekała na mnie moja prawa ręka, a zarazem strażnik burzy. Wsiadłem do samochodu i odjechaliśmy do rezydencji. Przez drogę zastanawiałem się, co u Giotto. W końcu zapewne zajmował się za mnie Vongolą, gdy byłem ślepy i po operacji, więc dlatego nie mógł mnie odwiedzić. Chciałem go zobaczyć. Bo jak on do mnie nie przychodził, to za bardzo nie miałem ciekawego nic do roboty, nie widząc nic. Jestem pewien, że się ucieszy, gdy mnie zobaczy i po raz kolejny zobaczę jego uśmiech, który jest tak promienny, że aż mu zazdroszczę, iż potrafi się tak uśmiechać. Zawsze go podziwiałem. Chciałem być taką dobrą osobą jak on. Jednak nie byłem taki doskonały jak on. Jego osoba była nie skazitelna, a moja miała pełno wad. Nawet nie potrafiłem nie raz normalnie ze schodów zejść, tylko z nich spadałem. Niestety nic na to nie poradzę, w końcu jestem beznadziejnym Tsuną nawet po tym upływie dziesięciu lat. Chociaż może nieco bardziej poradnym, niżeli za czasów, gdy byłem nastolatkiem. Uśmiechnąłem się lekko do wspomnień, podczas gdy samochód zatrzymał się pod rezydencją.
Szofer otworzył mi drzwi, a ja wysiadłem z uśmiechem na ustach. Spojrzałem na zamek. Jak ja go dawno nie widziałem. Czuję się, jakbym mnie tutaj nie było wieki. Naprawdę zżyłem się z tym miejscem. I ludźmi, którzy tworzyli tą mafię. Naprawdę określanie takiej grupy mianem rodziny, jest bardzo trafne. Bo formują się między wami nierozerwalne więzi. I wszyscy jesteśmy z upływem czasu jak jedna wielka rodzina. Za którą z uśmiechem oddałbym życie, tak jak oni są w stanie zrobić to za mnie. To naprawdę miłe, mimo że jak stracisz ich, czujesz ból i nie chcesz się z tym pogodzić. Winisz się za to wszystko, co się stało. Dlatego staram się rozwiązywać wszystko pokojowo. Bo zależy mi na nich wszystkich i każdym z osobna. Takie podejście do swoich ludzi miał też Primo, więc dlatego dziewiąty wybrał mnie, chcąc przywrócić dawną idee, którą kierował się stwórca tej organizacji. Mam tylko nadzieje, że nie zawiodłem jak do tej pory mojego poprzednika, mimo że przez ślepotę miałem myśli, niegodne mojej posady szefa. Jednak nikt nie jest do końca idealny. Nawet Primo, który stał się moim wzorem i dzięki któremu obrałem swoją ścieżkę, którą będę prowadził dalej Vongole. Kiedyś nie chciałem być następcą, ale teraz jest z tego dumny. Jak i z tego, że pierwszy ma ze mną więzy krwi. Udałem się, w stronę rezydencji. Chciałem już go zobaczyć. Stęskniłem się za nim. Bo stał się częścią mojego życia. Kimś bardzo ważnym, ale nigdy nie powiedziałem mu, jakie uczucia do niego żywię. Mam nadzieję, że kiedyś się odważę, by mu o nich powiedzieć. Gokudera szedł za mną. Udałem się do mojego gabinetu, myśląc iż tam właśnie go zastanę. Otworzyłem na oścież drzwi z uśmiechem, ale ku mojemu zaskoczeniu, nikogo tam nie zastałem. Spojrzałem na Gokuderę, który był za mną.
- Gdzie jest Primo? - nie wiem czemu, ale chyba była w moim głosie jakaś nuta irytacji, złości.
Moje podejrzenia prawdopodobnie wydały się słuszne, bo przez chwilę przez jego twarz przemknął cień jakiegoś przerażenia. Chyba nie był on tak bardzo spowodowany moim tonem, a czymś zupełnie innym. Wbiłem w niego wyczekujące spojrzenie, podczas gdy on prawdopodobnie dobierał jakoś słowa wyjaśnienia. Przez kilka chwil była cisza.
- Nie dostałeś listu? - zapytał po chwili, z jakąś nuta wahania.
- Jakiego li.. - zacząłem, ale po chwili przypomniałem sobie list na szafce obok szpitalnego łóżka. - Tak, dostałem. - oznajmiłem.
Przez jego twarz przemknął cień jakiejś ulgi, a ja w odpowiedzi jedynie zmrużyłem oczy i wszedłem w głąb gabinetu, każąc mu by zostawił mnie samego. Podszedłem do okna i wyjąłem list. Otworzyłem kopertę, zastanawiając się, co będzie przedstawiała treść listu.
Drogi Decimo! Jeżeli to czytasz, to znaczy, że odzyskałeś wzrok i operacja się powiodła. Niezmiernie się cieszę, że znowu widzisz. Chciałem w tym liście przekazać ci parę rzeczy, bo pewnie się już nigdy nie zobaczymy. Pamiętasz, gdy pytałeś mnie kim jest osoba, która oddała ci swoje oczy? Nie chciałem wtedy odpowiedzieć. Bo ta osobą byłem ja. Wiedziałem, że nie chciałbyś się na to zgodzić, więc nic nie powiedziałem. Bo największy procent wtedy był, że odzyskasz wzrok, a dobrze wiem, jaką jesteś osobą. Nie byłbyś w stanie zabrać mi oczy, skazując na ten sam los, co ciebie spotkał. Jednak nie chcę, żebyś miał wyrzuty sumienia. Bo ja jestem szczęśliwy, że mogłem ci je podarować. Odszedłem, bo wiem iż moja obecność, byłaby dla ciebie trudna. Nie martw się o mnie, bo opiekuje się mną G. Jesteś już na tyle dorosły, że mogę spokojnie dać sprawować ci pieczę nad Vongolą. Nie muszę już ci pomagać. Wiem, że będziesz się nią dobrze opiekował. No i najważniejsza rzecz, którą chciałem byś wiedział. Kocham Cię, ale nie tylko jak wnuka. Jak kogoś więcej. Kogoś wyjątkowego. Dziękuje ci, za wszystkie razem spędzone chwilę Tsunayoshi.
Vongola Primo, Giotto.
Stałem przy oknie czytając ten list, a ręce zaczynały drżeć mi z każdym słowem coraz bardziej. Nim się zorientowałem, pierwsze krople łez zaczęły plamić papier. Dlaczego tak jest? Że jak wyplącze się z jednego kłopotu, to tracę coś innego? Mocniej zacisnąłem palce na kartce papieru. Nie zdążyłem mu powiedzieć. Straciłem go. Na zawsze. Dlaczego to spotkało mnie? Nie mógł los, przyczepić się do innego szarego człowieka, a nie znów ranić mnie? Tyle pytań, które pozostają bez odpowiedzi. Jednak nie mogę się poddać. Sprostam każdej przeszkodzie, która stanie mi na drodze. Bo nie zniknąłeś całkiem. Oddałeś mi część siebie. I powierzyłeś swoją organizację. Starłem łzy wierzchem dłoni. Złożyłem kartkę i schowałem do kieszeni. Uśmiechnąłem się lekko, mimo że ciebie tutaj nie ma, to zawsze jesteś przy Vongoli. A teraz również jesteś częścią mnie. Możesz zostawić to wszystko mi Giotto. Nie zawiodę cię.
_________________________________________________
Takie opowiadanie na zakończenie wakacji. Nie było betowane, więc mogą się jakieś błędy znaleźć.W każdym razie jutro się za sprawdzanie tekstu zabiorę. Jak tam? Tęskniliście za szkołą? Czy jesteście zawiedzeni tym, że tak szybko wakacje dobiegły końca? Ja prawdę mówiąc, chciałabym, by nadal były wakacje, bo szybko mi przeminęły.
Po tych słowach usłyszanych od szefa Varii, w pewnej chwili przestałem widzieć. Gdy jesteś pogrążony w bezkresnej czerni wszystko jest inaczej. Nie odczuwasz upływu czasu, nie odczuwasz w sumie nic, poza pustką. To tak jakbyś był nie do końca martwy. Tak właśnie się czułem. Xaxus mówiąc mi wtedy tamte słowa miał rację. Będąc ślepy nie będę w stanie kierować mafią. Taki szef jest zbędny. Jednak nie wiedziałem, że jest dla mnie szansa. Leżałem w szpitalu. Nikt mi nie chciał powiedzieć, co tutaj robię. Do momentu, w którym nie poczułem, że ktoś przysuwa krzesło i siada przy moim łóżku. Chciałem otworzyć oczy, ale przypomniałem sobie, że to jest bez znaczenia, bo i tak nic nie zobaczę. Byłem zdany na łaskę moich strażników i ludzi z zewnątrz. To okropne uczucie, gdy nie możesz zrobić, ujrzeć czegoś, co zawsze byłeś w stanie dokonać. Wtedy pojawia się ona bezsilność. Na początku starasz się nią nie przejmować, ale potem jedynie chcesz oczekiwać na śmierć, mimo że jesteś świadomy tego, iż nikt nie chce ci jej zadać. Tak płynie twoje życie dalej. Nie mówisz nikomu o tym pragnieniu, by nie zranić bliskich ci osób. Bo doskonale wiesz, że będą się o to winili. Całkowicie niepotrzebnie, więc chcesz im tego zaoszczędzić. Z rozmyślenia, nad beznadziejnością bycia niewidomym wyrywa mnie męski głos, który tak dobrze znam.
- Decimo... - powiedział, po dłuższej chwili przyglądania się mi w milczeniu.
- Tak, Primo? - odparłem automatycznie.
- Chciałem ci powiedzieć, że odzyskasz wzrok. Dostaniesz nowe oczy. - powiedział spokojnie.
Słysząc to, poczułem przypływ radości, mając wrażenie, jakby moje ciało, które były jak masa martwych komórek, powróciły do życia, ale tylko na krótką chwilę. Bo doszło do mnie, że ktoś musiał mi swoje oczy podarować.
- Kto mi je oddaje? - zapytałem.
Przez dłuższą chwilę zapadła cisza, w której wcześniej długo trwałem.
- Nie mogę tego zdradzić. - oznajmiłeś z dziwną nutą czegoś, czego nie byłem w stanie zidentyfikować w twoim głosie. Starałem się nie dać za wygraną, ale po nie wiadomym mi upływie czasu, zaprzestałem prób. Nic dziwnego, że nic z niego nie wyciągnę. W końcu był szefem Vongoli i zasada omerte ( milczenia) nie jest dla niego problemem. Dowiedziałem się, że operacja odbędzie się jutro. I wtedy znów temat się urwał. Zupełnie, jakbyśmy nagle stali się sobie bardziej obcy niż kiedykolwiek, a wtedy usłyszłem to.
- Decimo, proszę otwórz oczy.
Nie wiem dlaczego, jednak w jakimś sensie ta prośba mnie przeraziła. Zamarłem. Chyba nawet zapomniałem na chwilę oddychać, bo znów się odezwałeś.
- Decimo, wszystko w porządku? - wyraźnie usłyszałem wtedy strach i troskę w twoich słowach.
- Tak, w porządku - odparłem, mimowolnie uśmiechając się kącikami ust. Otworzyłem oczy, nie chcąc, by ponawiał te pytanie. Zastanawiam się jak one wyglądają, gdy nie widzą. Czy nadal mają ten żywy blask?
Czy zdradzają to, jak się czuję ze ślepotą. Bo w końcu mawiają, że oczy zwierciadłem duszy. A moja dusza, jak mniemam ma się okropnie, skoro tak się czuję. Czułem twój wzrok, który wpatrywał się w moją twarz z niewiadomego powodu. Jednak po chwili zaczęliśmy rozmowę o jakiś błahostkach, co w sumie dla nas było normą. Chociaż nie było co rozmawiać o sprawach rodziny, skoro jestem ślepy. Nie wiem ile czasu na takich rozmowach nam upłynęło, ale w końcu się ze mną pożegnałeś i opuściłeś salę. Po raz kolejny zostałem sam. Zacząłem się zastanawiać kim jest tajemnicy dawca moich oczu oraz co by było, jakby operacja się nie udała. Cały czas do chodziłem do wniosku, że moje oczy wezmą od jakiegoś świeżego trupa po prostu. Nie uważałem, że dostane je od żywej osoby. Nie za wiele interesowały mnie przeszczepy, ale są też narządy brane od zmarłych, więc uważałem, że oczy też mogą sobie zabrać. Zamknąłem swoje nie widzące oczy, rozmyślając dalej, aż w pewnym momencie usnąłem.
Giotto wrócił do posiadłości. Siedział w swoim pokoju zamyślony, trzymając w ręku kopertę. Czy wszystko co chciał mu zapisał? Po krótkim namyśle stwierdził, że tak. Podniósł się i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Uśmiechnął się. Wreszcie będę mógł zrobić coś dobrego dla osoby, na której mi bardzo zależy. Spojrzał na zegarek Wziął płaszcz z wieszaka i zarzucił na ramiona. Po czym wyszedł z pokoju, następnie opuszczając rezydencje. Udał się pod szpital. Tak jak prosił strażników decimo wcześniej, otworzyli mu okno. Za pomocą swoich płomieni wzniósł się na poziom okna, gdzie znajdował się Tsunayoshi, wcześniej sprawdzając, czy nie ma nikogo w pobliżu. Wleciał do pomieszczenia i wylądował przed łóżkiem chłopaka. Wyjął zza płaszcza kopertę i położył na stoliku przy łóżku. Przez chwilę stał nad nim i przyglądał się jego spokojnej twarzy, oświetlanej przez blask księżyca, który wpadał przez okno. Uśmiechnął się lekko i nad nim pochylił. Po czym złożył na ustach szatyna delikatny pocałunek. Opuścił salę, tym sposobem, którym się tutaj dostał. Spojrzał jeszcze w stronę okna i uśmiechnął lekko.
Następnego dnia obudziła mnie pielęgniarka, oznajmująca, że zaraz zabierają mnie na salę operacyjną. Byłem jeszcze za bardzo zaspany, więc musiałem mieć dziwną minę. Bo dopiero chwilę potem przypomniałem sobie, że mam dzisiaj operację oczu. A więc po chwili skinąłem głową. Chwilę potem zostałem zabrany na salę operacyjną, jak tamta kobieta powiedziała. Słyszałem rozmowy lekarzy i potem kazali mi znieczulenie dać wraz z środkiem usypiającym. Jak dostałem to, przez chwilę byłem jeszcze przytomny, a potem usnąłem. A oni zabrali się do swojej pracy.
Nie wiem ile spałem, ale gdy otworzyłem oczy, miałem coś na nich. Chciałem to zdjąć i w końcu coś zobaczyć, ale zabronił mi głos pielęgniarki. Zaczęła mi tłumaczyć, dlaczego jeszcze nie mogę oglądać ponownie świata, jednak już jej nie słuchałem. Byłem zły, że jeszcze muszę czekać, ale przecierpię.
Po miesiącu wreszcie nadszedł ten dzień. Zdjęcia opatrunku z moich oczu. Nie mogłem się doczekać. Chciałem coś zobaczyć. Bo to nie możliwe, by były złe. Nie uwierzyłbym, gdyby się nie przyjęły. Nie wiem jak bym zareagował, jakbym nadal nie widział. Ten przeszczep był dla mnie nadzieją, więc nie mogę jej stracić. Potrząsnąłem głową, chcąc odgonić te niechciane przeze mnie myśli. Muszę być optymistyczny w tej sprawie. Westchnąłem. Nie mogła by ta pielęgniarka szybciej? Przez te oczekiwanie mam coraz to gorsze scenariusze. Może i moje zachowanie teraz jest jak kapryśnej panienki, ale nie mogę znieść już tej niepewności. Bo naprawdę trudno jest trzymać się tej iskierki nadziei, gdy tonie się w ciemnościach. Bo można zwariować. Zwłaszcza, gdy nagle ślepniesz. Bo jak się urodzisz w tej ciemności, to jesteś przyzwyczajony, mimo że też nie jest takim osobą łatwo. Sam tego doświadczyłem. Gdy tak rozmyślałem do pokoju wkroczyła pielęgniarka z lekarzem. Po chwili bandaż, który zasłaniał moje oczy został mi zdjęty. Przez dłuższą chwilę obraz był zamazany, więc zamrugałem kilkakrotnie. Po chwili zaczął się wyostrzać. Moja twarz musiała się rozpromienić, bo lekarz lekko się uśmiechnął. Ja widzę! Znowu wszystko widzę! Koniec trwania w ciemności! Od razu czuje się jak nowo narodzony. Każdą część mojej duszy przepełnia szczęście. Chwilę potem musiałem hamować swoją radość, gdyż lekarz musiał sprawdzić jak moje nowe oczy się sprawują. Po badaniu oznajmiono mi, że dziś dostane wypis, a potem do sali przyszli moi dwa strażnicy burzy i deszczu. Rozmawialiśmy przez chwilę, bo dali mi nowe ubrania i wyszli, żebym się mógł przebrać. Zdjąłem koszulkę i spojrzałem w bok zainteresowała mnie koperta, która tam leżała, mimo wszystko stwierdziłem, że potem ją przeczytam. Przebrałem się i schowałem kopertę. Byłem jeszcze parę minut w szpitalu, gdy przybywał pielęgniarka i oznajmiła, że mogę opuścić to miejsce. Z radością zabrałem swoje rzeczy i ruszyłem do wyjścia, przy którym czekała na mnie moja prawa ręka, a zarazem strażnik burzy. Wsiadłem do samochodu i odjechaliśmy do rezydencji. Przez drogę zastanawiałem się, co u Giotto. W końcu zapewne zajmował się za mnie Vongolą, gdy byłem ślepy i po operacji, więc dlatego nie mógł mnie odwiedzić. Chciałem go zobaczyć. Bo jak on do mnie nie przychodził, to za bardzo nie miałem ciekawego nic do roboty, nie widząc nic. Jestem pewien, że się ucieszy, gdy mnie zobaczy i po raz kolejny zobaczę jego uśmiech, który jest tak promienny, że aż mu zazdroszczę, iż potrafi się tak uśmiechać. Zawsze go podziwiałem. Chciałem być taką dobrą osobą jak on. Jednak nie byłem taki doskonały jak on. Jego osoba była nie skazitelna, a moja miała pełno wad. Nawet nie potrafiłem nie raz normalnie ze schodów zejść, tylko z nich spadałem. Niestety nic na to nie poradzę, w końcu jestem beznadziejnym Tsuną nawet po tym upływie dziesięciu lat. Chociaż może nieco bardziej poradnym, niżeli za czasów, gdy byłem nastolatkiem. Uśmiechnąłem się lekko do wspomnień, podczas gdy samochód zatrzymał się pod rezydencją.
Szofer otworzył mi drzwi, a ja wysiadłem z uśmiechem na ustach. Spojrzałem na zamek. Jak ja go dawno nie widziałem. Czuję się, jakbym mnie tutaj nie było wieki. Naprawdę zżyłem się z tym miejscem. I ludźmi, którzy tworzyli tą mafię. Naprawdę określanie takiej grupy mianem rodziny, jest bardzo trafne. Bo formują się między wami nierozerwalne więzi. I wszyscy jesteśmy z upływem czasu jak jedna wielka rodzina. Za którą z uśmiechem oddałbym życie, tak jak oni są w stanie zrobić to za mnie. To naprawdę miłe, mimo że jak stracisz ich, czujesz ból i nie chcesz się z tym pogodzić. Winisz się za to wszystko, co się stało. Dlatego staram się rozwiązywać wszystko pokojowo. Bo zależy mi na nich wszystkich i każdym z osobna. Takie podejście do swoich ludzi miał też Primo, więc dlatego dziewiąty wybrał mnie, chcąc przywrócić dawną idee, którą kierował się stwórca tej organizacji. Mam tylko nadzieje, że nie zawiodłem jak do tej pory mojego poprzednika, mimo że przez ślepotę miałem myśli, niegodne mojej posady szefa. Jednak nikt nie jest do końca idealny. Nawet Primo, który stał się moim wzorem i dzięki któremu obrałem swoją ścieżkę, którą będę prowadził dalej Vongole. Kiedyś nie chciałem być następcą, ale teraz jest z tego dumny. Jak i z tego, że pierwszy ma ze mną więzy krwi. Udałem się, w stronę rezydencji. Chciałem już go zobaczyć. Stęskniłem się za nim. Bo stał się częścią mojego życia. Kimś bardzo ważnym, ale nigdy nie powiedziałem mu, jakie uczucia do niego żywię. Mam nadzieję, że kiedyś się odważę, by mu o nich powiedzieć. Gokudera szedł za mną. Udałem się do mojego gabinetu, myśląc iż tam właśnie go zastanę. Otworzyłem na oścież drzwi z uśmiechem, ale ku mojemu zaskoczeniu, nikogo tam nie zastałem. Spojrzałem na Gokuderę, który był za mną.
- Gdzie jest Primo? - nie wiem czemu, ale chyba była w moim głosie jakaś nuta irytacji, złości.
Moje podejrzenia prawdopodobnie wydały się słuszne, bo przez chwilę przez jego twarz przemknął cień jakiegoś przerażenia. Chyba nie był on tak bardzo spowodowany moim tonem, a czymś zupełnie innym. Wbiłem w niego wyczekujące spojrzenie, podczas gdy on prawdopodobnie dobierał jakoś słowa wyjaśnienia. Przez kilka chwil była cisza.
- Nie dostałeś listu? - zapytał po chwili, z jakąś nuta wahania.
- Jakiego li.. - zacząłem, ale po chwili przypomniałem sobie list na szafce obok szpitalnego łóżka. - Tak, dostałem. - oznajmiłem.
Przez jego twarz przemknął cień jakiejś ulgi, a ja w odpowiedzi jedynie zmrużyłem oczy i wszedłem w głąb gabinetu, każąc mu by zostawił mnie samego. Podszedłem do okna i wyjąłem list. Otworzyłem kopertę, zastanawiając się, co będzie przedstawiała treść listu.
Drogi Decimo! Jeżeli to czytasz, to znaczy, że odzyskałeś wzrok i operacja się powiodła. Niezmiernie się cieszę, że znowu widzisz. Chciałem w tym liście przekazać ci parę rzeczy, bo pewnie się już nigdy nie zobaczymy. Pamiętasz, gdy pytałeś mnie kim jest osoba, która oddała ci swoje oczy? Nie chciałem wtedy odpowiedzieć. Bo ta osobą byłem ja. Wiedziałem, że nie chciałbyś się na to zgodzić, więc nic nie powiedziałem. Bo największy procent wtedy był, że odzyskasz wzrok, a dobrze wiem, jaką jesteś osobą. Nie byłbyś w stanie zabrać mi oczy, skazując na ten sam los, co ciebie spotkał. Jednak nie chcę, żebyś miał wyrzuty sumienia. Bo ja jestem szczęśliwy, że mogłem ci je podarować. Odszedłem, bo wiem iż moja obecność, byłaby dla ciebie trudna. Nie martw się o mnie, bo opiekuje się mną G. Jesteś już na tyle dorosły, że mogę spokojnie dać sprawować ci pieczę nad Vongolą. Nie muszę już ci pomagać. Wiem, że będziesz się nią dobrze opiekował. No i najważniejsza rzecz, którą chciałem byś wiedział. Kocham Cię, ale nie tylko jak wnuka. Jak kogoś więcej. Kogoś wyjątkowego. Dziękuje ci, za wszystkie razem spędzone chwilę Tsunayoshi.
Vongola Primo, Giotto.
Stałem przy oknie czytając ten list, a ręce zaczynały drżeć mi z każdym słowem coraz bardziej. Nim się zorientowałem, pierwsze krople łez zaczęły plamić papier. Dlaczego tak jest? Że jak wyplącze się z jednego kłopotu, to tracę coś innego? Mocniej zacisnąłem palce na kartce papieru. Nie zdążyłem mu powiedzieć. Straciłem go. Na zawsze. Dlaczego to spotkało mnie? Nie mógł los, przyczepić się do innego szarego człowieka, a nie znów ranić mnie? Tyle pytań, które pozostają bez odpowiedzi. Jednak nie mogę się poddać. Sprostam każdej przeszkodzie, która stanie mi na drodze. Bo nie zniknąłeś całkiem. Oddałeś mi część siebie. I powierzyłeś swoją organizację. Starłem łzy wierzchem dłoni. Złożyłem kartkę i schowałem do kieszeni. Uśmiechnąłem się lekko, mimo że ciebie tutaj nie ma, to zawsze jesteś przy Vongoli. A teraz również jesteś częścią mnie. Możesz zostawić to wszystko mi Giotto. Nie zawiodę cię.
_________________________________________________
Takie opowiadanie na zakończenie wakacji. Nie było betowane, więc mogą się jakieś błędy znaleźć.W każdym razie jutro się za sprawdzanie tekstu zabiorę. Jak tam? Tęskniliście za szkołą? Czy jesteście zawiedzeni tym, że tak szybko wakacje dobiegły końca? Ja prawdę mówiąc, chciałabym, by nadal były wakacje, bo szybko mi przeminęły.
środa, 22 maja 2013
Usterka.
Bazooka Lambo się zepsuła i na moje nieszczęście dostałem. Jednak najbardziej zaskoczyło mnie to, że trafiłem do czasów, w których żył stwórca Vongoli wraz ze swoimi strażnikami. Primo wiedział kim jestem, ale jego sześciu przyjaciół i jednocześnie strażników nie. W tych czasach minęły już dwa dni, jednak nie byłem pewien ile minęło w moich. Prawdopodobnie dzień albo jeszcze mniej.
Tak rozmyślał dziesiąty szef mafijnej rodziny Vongola, siedząc przy oknie i patrząc na widok za nim. Zastanawiał się, jakie uszkodzenia miała bazooka, że tyle lat do tyłu go przeniosła? Drugie pytanie to kiedy wróci? Co mu zrobić, żeby powrócić. Nie żeby przeszkadzał mu pobyt w tych czasach, ale nie powinno go tu być. Do tego czy tego chciał, czy nie siedział na głowie Giotto. Oczywiście nie w sensie dosłownym. ( żeby ktoś sobie dziwnych rzeczy nie wyobrażał XDDD ) Nie chciał mu zawadzać. Chociaż wiedział, że Taru i tak by zaprzeczał. Powszechnie było wiadomo, że Tsuna jest nieporadny. Był świadomy także, że Primo ma swoją robotę, więc jak najrzadziej starał się wychodzić z pokoju, który dał mu tymczasowo.
Oparł głowę o szybę. Podobał mu się widok na ogród z fontanną. Ładnie to wyglądało. Sawada odsunął się od okna, żeby je otworzyć. Usiadł z uśmiechem, wsłuchując się w śpiew ptaków, który dotarł do jego uszu, gdy tylko otworzył okno.
Giotto w tym czasie słyszał pukanie do drzwi. Spojrzał na nie. Po chwili się uchyliły i do pomieszczenia wszedł G z plikiem papierów w rękach. Strażnik Burzy położył je.
- Raport od Alaude - powiedział krótko G, udając się do wyjścia. Primo pokiwał głową.
Zabrał się za czytanie raportu od swojego strażnika. Z każdą kolejną stroną twarz jego wyrażała coraz to większe zmartwienie. Nie spodziewał się, że będą to dobre wieści, skoro dostał raport od swojego doradcy zewnętrznego, a zarazem strażnika chmury. Po jakimś czasie przeczytał wszystko. Westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu. Nie wiedział, że odkrycie Alaude będzie na takim etapie, że nie będzie w stanie jakoś tego naprawić. Jednak jakoś będzie mógł się do tego przygotować, udając, że nie ma o niczym pojęcia. Przymykając oczy, powiedział cicho.
- Kolejna bezsensowna wojna wisi w powietrzu. Jednak tego nie da się naprawić.
Resztę dnia spędził na rozmyślaniu strategii, gdyby to co napisał jego doradca sprawdziło się. Przy okazji napisał mu rozkazy i wezwał swoją prawą rękę G, którego poprosił, żeby mu je dostarczył. Gdy wyszedł z gabinetu było już po północy. Idąc do swojego pokoju zatrzymał się pod drzwiami pokoju Decimo. Cicho otworzył drzwi i zajrzał do środka. Wszedł po cichu do pomieszczenia i podszedł do łóżka, gdzie spał Tsuna. Primo uśmiechnął się lekko, widząc jak spokojnie śpi. Lekko się nad nim pochylił i pocałował w czoło. Szatyn lekko się uśmiechnął przez sen. Giotto wyprostował się i delikatnie uśmiechnął. Opuścił pokój, cicho zamykając drzwi za sobą. Tym razem dotarł do swojego pokoju. Przebrał się i położył do łóżka. Przykrył się kołdrą i zaczął wpatrywać w sufit. Przez jakiś czas rozmyślał nad różnymi sprawami, aż w końcu zmorzył go sen, a on nawet nie zorientował się kiedy to się stało.
______________________________________________
Taka informacja, że zapowiedzi pojawić powinny się niedługo, gdyż je pokończyłam.
Tak rozmyślał dziesiąty szef mafijnej rodziny Vongola, siedząc przy oknie i patrząc na widok za nim. Zastanawiał się, jakie uszkodzenia miała bazooka, że tyle lat do tyłu go przeniosła? Drugie pytanie to kiedy wróci? Co mu zrobić, żeby powrócić. Nie żeby przeszkadzał mu pobyt w tych czasach, ale nie powinno go tu być. Do tego czy tego chciał, czy nie siedział na głowie Giotto. Oczywiście nie w sensie dosłownym. ( żeby ktoś sobie dziwnych rzeczy nie wyobrażał XDDD ) Nie chciał mu zawadzać. Chociaż wiedział, że Taru i tak by zaprzeczał. Powszechnie było wiadomo, że Tsuna jest nieporadny. Był świadomy także, że Primo ma swoją robotę, więc jak najrzadziej starał się wychodzić z pokoju, który dał mu tymczasowo.
Oparł głowę o szybę. Podobał mu się widok na ogród z fontanną. Ładnie to wyglądało. Sawada odsunął się od okna, żeby je otworzyć. Usiadł z uśmiechem, wsłuchując się w śpiew ptaków, który dotarł do jego uszu, gdy tylko otworzył okno.
Giotto w tym czasie słyszał pukanie do drzwi. Spojrzał na nie. Po chwili się uchyliły i do pomieszczenia wszedł G z plikiem papierów w rękach. Strażnik Burzy położył je.
- Raport od Alaude - powiedział krótko G, udając się do wyjścia. Primo pokiwał głową.
Zabrał się za czytanie raportu od swojego strażnika. Z każdą kolejną stroną twarz jego wyrażała coraz to większe zmartwienie. Nie spodziewał się, że będą to dobre wieści, skoro dostał raport od swojego doradcy zewnętrznego, a zarazem strażnika chmury. Po jakimś czasie przeczytał wszystko. Westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu. Nie wiedział, że odkrycie Alaude będzie na takim etapie, że nie będzie w stanie jakoś tego naprawić. Jednak jakoś będzie mógł się do tego przygotować, udając, że nie ma o niczym pojęcia. Przymykając oczy, powiedział cicho.
- Kolejna bezsensowna wojna wisi w powietrzu. Jednak tego nie da się naprawić.
Resztę dnia spędził na rozmyślaniu strategii, gdyby to co napisał jego doradca sprawdziło się. Przy okazji napisał mu rozkazy i wezwał swoją prawą rękę G, którego poprosił, żeby mu je dostarczył. Gdy wyszedł z gabinetu było już po północy. Idąc do swojego pokoju zatrzymał się pod drzwiami pokoju Decimo. Cicho otworzył drzwi i zajrzał do środka. Wszedł po cichu do pomieszczenia i podszedł do łóżka, gdzie spał Tsuna. Primo uśmiechnął się lekko, widząc jak spokojnie śpi. Lekko się nad nim pochylił i pocałował w czoło. Szatyn lekko się uśmiechnął przez sen. Giotto wyprostował się i delikatnie uśmiechnął. Opuścił pokój, cicho zamykając drzwi za sobą. Tym razem dotarł do swojego pokoju. Przebrał się i położył do łóżka. Przykrył się kołdrą i zaczął wpatrywać w sufit. Przez jakiś czas rozmyślał nad różnymi sprawami, aż w końcu zmorzył go sen, a on nawet nie zorientował się kiedy to się stało.
______________________________________________
Taka informacja, że zapowiedzi pojawić powinny się niedługo, gdyż je pokończyłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)