Gdy Gabriel, po raz pierwszy dostał na ręce, od jednego ze starszych braci małego anioła, którym od dziś miał się opiekować był przerażony. Małe istnienie, które trzymał spało spokojnie, gdy archanioł bał się, że go upuści. Do tego nie bardzo wiedział, jak ma trzymać swojego nowego brata.
- Ma na imię Castiel - usłyszał i uniósł głowę. Przed nim stał wyraźnie rozbawiony Lucyfer. Zmarszczył brwi, patrząc na starszego archanioła. Na jego słowa skinął lekko głową.
- Z czego się tak cieszysz, Lu? - spytał, wyraźnie niezadowolony z nadmiernej wesołości swego pobratymca.
- Z niczego. Nie moja wina, że widok ciebie z małym aniołem, sam w sobie jest komiczny. Jeszcze ta twoja mina - uznał, kręcąc głową i nie kończąc swej myśli.
- Co jest nie tak z moją miną? - młodszy archanioł uniósł jedną brew, nie rozumiejąc o co chodzi.
- Wszystko. Wyglądasz, jakbyś miał rzucić trzymanego anioła i uciec z wrzaskiem, jak gdyby ci się skrzydła paliły - skwitował, splatając ręce na torsie. - Nie patrz tak na mnie, bo tak wyglądasz. Jednak ja nie mam zamiaru więcej tego drążyć, nie martw się - machnął ręką, zbywając temat i ignorując mordercze spojrzenie młodszego mężczyzny. - Swoją drogą, dasz sobie radę czy co w czymś pomóc? - zapytał, nie mogąc darować sobie uśmiechu posiadającego pewną dozę złośliwości. Mimika jego twarzy wpłynęła na odpowiedź, jakiej udzielił mu po chwili Gabriel.
- Nie musisz, dam sobie z nim radę - odparł, starając się zabrzmieć jak najbardziej przekonująco. Efekt był zadowalający, bo Lucyfer pokiwał tylko głową. Rozmawiali jeszcze krótką chwilę, a później Niosący Światło oddalił się do swoich spraw.
Mały Castiel otworzył swe niesamowicie niebieskie oczy, patrząc wprost na swojego opiekuna. Gabriel dłuższy moment przyglądał się młodemu aniołowi, uśmiechając lekko. Zdążył się przyzwyczaić do trzymania mikrego ciałka w swoich rękach. Mina mu jednak szybko zrzedła, gdy jego mały braciszek na początku zaczął cicho kwilić, aby zaraz potem na dobre rozpłakać. Spanikowany archanioł, z miną, jakby sam był bliski płaczu pognał do Michała, bo nie chciał przynieść sobie wstydu w oczach Lucyfera.
Minął pewien okres czasu, gdy Castiel podrósł. Jego opiekun uznał, że to najwyższy czas na pierwsze lekcje latania. Nie miał jednak doświadczenia w nauce młodszego rodzeństwa. Stał dłuższy moment, zastanawiając się, jakby mógł się za to zabrać. W końcu uśmiechnął się szeroko, bo wpadł na, jego zdaniem świetny pomysł. Wziął na ręce siedzącego przy nim brata i wyrzucił w powietrze, krzycząc jeszcze do niego, żeby leciał. Mały anioł rzeczywiście leciał chwilę, lecz tylko dzięki sile, z jaką wyrzucił go archanioł. Jego małe skrzydła nie zatrzepotały ani razu, więc jego pierwszy lot zakończył się tym, że wylądował zaczepiony o gałąź jabłoni, co wydawało się go cieszyć. Gabriel westchnął ciężko, niezadowolony z efektu, choć początkowo sam się śmiał, gdy jego wychowanek wylądował na drzewie. Po chwilo zreflektował się i zdjął stamtąd anioła, starając się wymyślić nową taktykę nauki. W końcu osiągnął cel, ale dopiero potem tego pożałował, bo Castielowi tak się ta czynność spodobała, że jego opiekun miał trudności, aby go upilnować czy też ściągnąć na Ziemię.
W końcu nadszedł czas, aby przerwać już dużo starszemu Castielowi okres dzieciństwa. Gabriel musiał zacząć go trenować na żołnierza. Trening rozpoczęli w dniu urodzin anioła, gdy w prezencie dostał swe pierwsze anielskie ostrze od swojego mentora. Archanioł wyszkolił go na znamienitego wojownika, starając się, aby ten poświęcając się służbie dla ich Ojca nie zatracił swej osobowości, bo wiedział doskonale, iż o takie zdarzenie nie jest trudno. Udało mu się to, lecz moment, w którym przez wieczne kłótnie między jego archanielskimi braćmi odszedł zmienił jego podopiecznego. Castiel zatracił się w służbie, starając się leczyć zranione uczucia, rzucając w wir pracy. Zraniło go dogłębnie to, że Gabriel zniknął, nie pozostawiając po sobie ani jednego słowa, zwłaszcza, że dla anioła jego starszy brat był kimś naprawdę wyjątkowym. Sam archanioł, będąc już na Ziemi, po tym jak złość na starszych braci minęła żałował, że tak nagle pozostawił Castiela. Spędzali ze sobą codziennie tyle czasu, a on zrobił mu coś takiego. Teraz już tego nic nie zmieni.
Wszystko zmieniło się diametralnie, gdy los zgotował im spotkanie na Ziemi. Nie było one wprawdzie zbyt przyjazne, lecz u obu braci odkopało dawne uczucia i wspomnienia, które pragnęli ukryć przed światem. W końcu Castiel zebrał się na odwagę i udał na poszukiwanie archanioła, którego znalazł w klubie ze striptizem. Siedział przy barze, sącząc alkohol i obserwując tańczące kobiety bez większej ekscytacji. Dla anioła wyglądał źle. Miał przed sobą jego cień. Gabriel wydawał mu się podłamany, na jego ustach brakowało tego wszechwiedzącego, cwaniackiego uśmieszku. Castiel przecisnął się przez tłoczących się ludzi i położył dłoń na ramieniu archanioła, który odwrócił głowę w jego stronę i podniósł na niego wzrok, pozbawiony żywotności i energii, jaką w sobie zawsze miał. Od tego czasu serafin nie dość, że przywrócił Gabrielowi uśmiech, to jeszcze obaj wpadli w zakazaną, miłosną pułapkę. Nie dbali jednak o to, bo dopóki byli razem szczęśliwi nic nie mogło tego uczucia przezwyciężyć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GabCas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GabCas. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 marca 2016
sobota, 17 października 2015
Remember?
Witajcie! Choć to nie kolejna część Pamiętnika Samobójcy, to jednak coś nowego. Pamiętnik się będzie pojawiał, ale postanowiłam, że postaram się go przeplatać z jakimiś shotami. Postacie w tym opowiadaniu są z serialu Supernatural, z którego możecie się spodziewać teraz więcej opowiadań.
________________________________________
Hej, Castielu, pamiętasz jak razem obserwowaliśmy wzburzone morze nocą? Wspólne spędzanie czasu, moje niewinne żarty, które musiałeś znosić? Opowieści, którymi cię uraczyłem, gdy wracałem po wypełnionej misji. Gdy mogłem spędzać z tobą czas, odcinając się od kłócących się ze sobą starszych braci. W końcu jednak przez ten konflikt odszedłem z Niebios, wybierając drogę ucieczki. Tchórzliwy ruch, jak na Bożego Wojownika, ale czasem i najsilniejsi mają chwile słabości, bo chyba ten czas mogę tak nazwać. Odcięcie się nie przyniosło ulgi, nie dało odpocząć myślom, przyniosło więcej bolesnej świadomości nieuniknionego. Zacząłem obserwować Winchesterów, na których to wszystko miało się zakończyć. Patrzyłem bezczynnie, jak przeznaczenie zbliża się coraz szybciej. W końcu i ty pojawiłeś się w życiu łowców. Zmieniałeś się, aż w rezultacie zbuntowałeś przeciw własnym braciom. Wybrałeś podążanie własną ścieżką, której przyglądałem się z uwagą. Byliśmy podobni pod względem przekonań, wyróżnialiśmy się pośród wielu innych niebiańskich braci. W końcu zrozumiałem pod jakim względem ludzie byli lepsi od istot idealnych. Potrafili wybaczać, starali się czynić dobro, choć każdy z nich na pewno kiedyś popełnił coś złego mniej lub bardziej. Starają się uczyć na błędach. Są niedoskonali, ale trwają, choć ich życie jest tak łatwe do zdeptania. My zaś gardzimy nimi, czując się lepsi, choć tacy nie jesteśmy. Myślę, że gdyby Michał i Lucyfer potrafili wybaczać może ich przeznaczenie nie musiałoby tak wyglądać. Dzięki temu zrozumiałem, że ucieczka nie jest rozwiązaniem. Muszę postawić się własnej rodzinie, a nauczyłem się tego właśnie od człowieka. Wiem, po której stronie muszę się opowiedzieć. Chciałem ci przekazać bracie, że to moje pożegnanie. Jeśli to przeczytasz, ja będę już martwy. Tylko nie zalewaj się łzami, bo jeszcze nie skończyłem tej wiadomości! Jak przeczytasz do końca to wtedy możesz szlochać, po raz ostatni wydaję ci rozkaz, mały żołnierzu. Jednak do rzeczy. Zapamiętaj słowa, które są wyryte na tym papierze, dobrze? Jeśli czytasz dalej, biorę to za zgodę. Chciałem ci przekazać, że Cię Kocham i jestem z ciebie dumny. Zawsze wiedziałem, że jesteś wyjątkowym aniołem i zawsze taki dla mnie pozostaniesz. Żegnaj, Castiel.
Twój Trickster.
Po przeczytaniu ostatnich słów listu zacisnął mocniej palce na trzymanej w ręku kartce. Pierwsze czerwone krople naznaczyły papier, pokrywając szkarłatem zapisane słowa. Nie próbował powstrzymać krwawych łez, po raz pierwszy od początku swego istnienia. Nie mógł znieść myśli, że nigdy nie zobaczy już Gabriela. Dziwny ucisk w klatce piersiowej nie pomagał, gdy raz po raz powtarzał w myślach, iż to na pewno kolejna z jego sztuczek. W głębi serca znał jednak prawdę. To było oficjalne pożegnanie i on już nigdy nie wróci. Castiel pewien był jednego. Najważniejsze słowa, jakie do niego skierował nigdy nie zostaną zapomniane, a on dalej będzie postępował tak, by archanioł był z niego dumny. Może kiedyś jeszcze go spotka?
________________________________________
Hej, Castielu, pamiętasz jak razem obserwowaliśmy wzburzone morze nocą? Wspólne spędzanie czasu, moje niewinne żarty, które musiałeś znosić? Opowieści, którymi cię uraczyłem, gdy wracałem po wypełnionej misji. Gdy mogłem spędzać z tobą czas, odcinając się od kłócących się ze sobą starszych braci. W końcu jednak przez ten konflikt odszedłem z Niebios, wybierając drogę ucieczki. Tchórzliwy ruch, jak na Bożego Wojownika, ale czasem i najsilniejsi mają chwile słabości, bo chyba ten czas mogę tak nazwać. Odcięcie się nie przyniosło ulgi, nie dało odpocząć myślom, przyniosło więcej bolesnej świadomości nieuniknionego. Zacząłem obserwować Winchesterów, na których to wszystko miało się zakończyć. Patrzyłem bezczynnie, jak przeznaczenie zbliża się coraz szybciej. W końcu i ty pojawiłeś się w życiu łowców. Zmieniałeś się, aż w rezultacie zbuntowałeś przeciw własnym braciom. Wybrałeś podążanie własną ścieżką, której przyglądałem się z uwagą. Byliśmy podobni pod względem przekonań, wyróżnialiśmy się pośród wielu innych niebiańskich braci. W końcu zrozumiałem pod jakim względem ludzie byli lepsi od istot idealnych. Potrafili wybaczać, starali się czynić dobro, choć każdy z nich na pewno kiedyś popełnił coś złego mniej lub bardziej. Starają się uczyć na błędach. Są niedoskonali, ale trwają, choć ich życie jest tak łatwe do zdeptania. My zaś gardzimy nimi, czując się lepsi, choć tacy nie jesteśmy. Myślę, że gdyby Michał i Lucyfer potrafili wybaczać może ich przeznaczenie nie musiałoby tak wyglądać. Dzięki temu zrozumiałem, że ucieczka nie jest rozwiązaniem. Muszę postawić się własnej rodzinie, a nauczyłem się tego właśnie od człowieka. Wiem, po której stronie muszę się opowiedzieć. Chciałem ci przekazać bracie, że to moje pożegnanie. Jeśli to przeczytasz, ja będę już martwy. Tylko nie zalewaj się łzami, bo jeszcze nie skończyłem tej wiadomości! Jak przeczytasz do końca to wtedy możesz szlochać, po raz ostatni wydaję ci rozkaz, mały żołnierzu. Jednak do rzeczy. Zapamiętaj słowa, które są wyryte na tym papierze, dobrze? Jeśli czytasz dalej, biorę to za zgodę. Chciałem ci przekazać, że Cię Kocham i jestem z ciebie dumny. Zawsze wiedziałem, że jesteś wyjątkowym aniołem i zawsze taki dla mnie pozostaniesz. Żegnaj, Castiel.
Twój Trickster.
Po przeczytaniu ostatnich słów listu zacisnął mocniej palce na trzymanej w ręku kartce. Pierwsze czerwone krople naznaczyły papier, pokrywając szkarłatem zapisane słowa. Nie próbował powstrzymać krwawych łez, po raz pierwszy od początku swego istnienia. Nie mógł znieść myśli, że nigdy nie zobaczy już Gabriela. Dziwny ucisk w klatce piersiowej nie pomagał, gdy raz po raz powtarzał w myślach, iż to na pewno kolejna z jego sztuczek. W głębi serca znał jednak prawdę. To było oficjalne pożegnanie i on już nigdy nie wróci. Castiel pewien był jednego. Najważniejsze słowa, jakie do niego skierował nigdy nie zostaną zapomniane, a on dalej będzie postępował tak, by archanioł był z niego dumny. Może kiedyś jeszcze go spotka?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)