Witajcie!
Trochę naczekaliście się na nowy ,,Obiekt''. To już przedostatni rozdział tej historii. Życzę Wam już teraz Szczęśliwego Nowego Roku, bo nie wiem kiedy wrzucę następna notkę ^^''
_____________________________________________________
Madara obserwował Tobiramę, który postanowił wykonać jakieś
telefony. Od czasu do czasu podczas takich rozmów zdarzyło mu się
zadać jakieś pytanie, ale zazwyczaj brunet nie był w stanie mu
pomóc. Nie miał kontaktu z porywaczami, więc nie mógł przydać
się w ustaleniu, z kim mieli do czynienia. Touka wróciła i
przyglądała się im chwilę w milczeniu.
- Znalazłeś go? -
spytała, gdy skończył rozmowę.
- Nie, a on nawet
ich nie widział – mruknął, zerkając krótko w kierunku obiektu.
Nie rozumiał,
dlaczego jego głupi brat postanowił się tak dla niego poświęcać.
Madara za to
zastanawiał się intensywnie nad tym, jak mógłby poznać tożsamość
osób, które go ścigają. Był na tym tak skupiony, że praktycznie
nie zarejestrował krótkiej wymiany zdań tamtej dwójki.
- Wiem – rzucił
nagle, otrząsając się z zamyślenia.
- Co takiego niby
wiesz? - rzucił sceptycznie Tobirama.
- Jak możemy
dowiedzieć się kto to był – wyjaśnił.
- W takim razie co
wymyśliłeś? - zapytała zaskoczona Touka.
- Myślę, że
zarządzająca w bazie sztuczna inteligencja musi mieć ich nagranych
i pewnie o tym nie wiedzą – dodał i przez chwilę poczuł
szczęśliwy.
To był duży krok
do odzyskania profesora.
- Sztuczna
inteligencja? Skoro byli w stanie się do was włamać, to naprawdę
myślisz, że o niej nie wiedzieli? - zapytał niezbyt przekonany
Senju.
- Naprawdę nie
doceniasz umiejętności swojego brata – skomentował z lekko
złośliwym uśmiechem. - Nie mieliby skąd się o niej dowiedzieć i
jestem pewny, że nie byli w stanie do niej dotrzeć.
- Skąd ta pewność?
- białowłosy zmrużył lekko oczy.
- Po prostu wiem.
Chodźmy tam. Chcesz mi pomóc czy nie? - spytał nieco
zniecierpliwiony.
- A jeśli twoja
pewność będzie stratą czasu?
- Masz lepsze opcje?
- Sprawdźmy to
zwyczajnie. Nic na tym nie stracimy – wtrąciła się Touka, zanim
Tobirama zacząłby kłócić się dalej.
Madara rzucił
jasnowłosemu triumfalny uśmiech, choć ten go zignorował. Touka
pokręciła głową widząc reakcję Uchihy.
- Niech wam będzie
– Tobirama westchnął z rezygnacją, podnosząc się. - Jedziesz
z nami? - dodał, zerkając na swoją przyjaciółkę.
- A co, chcesz się
mnie pozbyć? To nie dzisiaj, bo nie zostawię was samych – uznała,
wychodząc z gabinetu.
Wyszli obaj za nią
i skierowali do windy, zjeżdżając na podziemny parking. Tobirama
zaprowadził ich do swojego samochodu. Zajął miejsce za kierownicą,
a Touka pasażera obok. Madara usiadł za nią z tyłu. Senju odpalił
samochód i ruszył w kierunku laboratorium.
- Będziemy musieli
uważać. Nie ma pewności czy kogoś tam nie zastaniemy.
- Jak tam ostatnio
byłem, to było pusto.
- Bo zabrali
Hashiramę, a tak może mają tam kogoś na wypadek, gdybyś wrócił.
- To by było
głupie.
- W twoim przypadku
nie niemożliwe. W ich oczach możesz nie mieć się gdzie podziać –
zauważył, widząc w odpowiedzi w lusterku wściekłe spojrzenie
ciemnych oczu.
Tobirama zaparkował
w lesie, aby nie zwracać przedwcześnie na nich uwagi i wyjął z
bagażnika dwie sztuki broni, gdzie jedną z nich podał
przyjaciółce.
- Zawsze jesteś tak
dobrze przygotowany? - rzucił kąśliwie Madara.
- Żyjąc z
Hashiramą trzeba – uznał, kierując się do ich celu.
Jasnowłosy użył
kodu i po cichu weszli do środka. Nie było tutaj wbrew ich
oczekiwaniu nikogo innego.
- Wygląda na to, że
nie obchodzi ich to miejsce za bardzo – skomentowała Touka,
rozglądając się dookoła. Pierwszy raz miała okazję być w tym
miejscu.
Madara udał się do
głównej części laboratorium. Spojrzał na wysoko zawieszony ekran
i dołączone do tego robotyczne dłonie, które czasem podawały coś
Hashiramie, gdy on obserwował go z komory.
- Jesteś tutaj? -
zapytał, patrząc jak wyłączony sprzęt się zapala.
- Jestem, Madara.
Czego potrzebujesz?
- Musisz pomóc
znaleźć nam ludzi, którzy zabrali doktora. Masz jakieś materiały
z nimi? - zapytał, siadając na fotelu, który zwykle zajmował jego
stwórca, gdy się do niej zwracał.
Nie wiedział czemu,
ale poczuł się ciężko, gdy powiedział te słowa na tyle, że
musiał usiąść, choć te dziwne uczucie nie zniknęło. Doszło do
tego jeszcze ciepło. Zacisnął dłoń na podłokietniku, starając
się nie poddać temu osłabieniu.
- Udało mi się
zrobić swoje kopie nagrań, zanim je usunęli. Pokaże wam je – po
tych słowach na głównym ekranie pojawiły się fragmenty nagrań,
na których zostali uchwyceni intruzi.
W tym wszystkim była
uwzględniona scena, gdy znaleźli grającego Hashiramę, aż do
chwili zabrania go stąd. Madara nigdy wcześniej tych ludzi nie
widział.
Tobirama obserwował
uważnie przedstawiony im materiał, analizując go.
- Możesz puścić
jeszcze raz? - poprosił, czując, że coś mu umykało.
- Myślisz, że coś
zauważyłeś? - zainteresowała się Touka.
- Jeszcze nie wiem,
ale może coś znajdę – przyznał.
Sztuczna
inteligencja spełniła prośbę i puściła nagranie im kolejny raz.
- Zatrzymaj i cofnij
lekko – rzucił w pewnym momencie Senju. - Stój i przybliż mi to
– nakazał.
Rzecz, która
zwróciła jego uwagę okazała się czerwoną chmurą. Senju
uśmiechnął się zwycięsko pod nosem.
- Znam ten symbol.
Wiem, która organizacja przestępcza jest za to odpowiedzialna.
Akatsuki.
- Wiesz jak ich
znaleźć? - zapytał Madara.
- Jeszcze nie, ale
wiem kto może mi w tym pomóc – przyznał i wyciągnął telefon,
aby wysłać wiadomość. Później zerknął, w stronę ekranu,
który wcześniej wyświetlał im nagrania.
- Dziękuję. Bardzo
nam pomogłaś.
Madara odszedł od
nich, gdy usłyszał znajome skrzeczenie. Podszedł do zasłoniętej
klatki i ją odsłonił. Papużka uczepiła się krat i wsadziła
między nie dziób.
- Idiota! Idiota! -
zaskrzeczała na dzień dobry.
Tobirama spojrzał w
tamtym kierunku i się skrzywił.
- Chyba nie tak
powinno brzmieć powitanie – skomentowała zaskoczona Touka.
- Powitanie!
Powitanie! - powtórzyła papuga.
Madara pokręcił
głową i poszedł dać jej świeżej wody i jedzenia. Touka się
roześmiała i przywitała z ptakiem. W tym czasie Senju dostał
jakąś wiadomość.
- Nie jest to
jeszcze to, o czym myślicie. Dostałem jednak informacje o członkach
organizacji.
Uchiha spojrzał na
niego, kończąc uzupełniać braki w karmie swojego pierzastego
przyjaciela.
- Będziesz jeszcze
musiał tu trochę poczekać, Izuna – rzucił do swojego pupila,
który wyraźnie był bardziej zainteresowany jedzeniem.
Podszedł do
Tobiramy.
- To co?
Przedstawisz nam ich? - zapytał, unosząc przy tym lekko brwi.
- Chętnie. Mógłbym
się podpiąć i wyświetlić to na większym ekranie? - zapytał,
aby chwilę później mieć obok siebie podany odpowiedni kabel,
który podpiął do swojego telefonu.
Na ekranie
wyświetliły się zdjęcia kilku osób z garścią informacji na ich
temat. Nie było tego za wiele, ale nic dziwnego. Cud, że dało się
dotrzeć do czegokolwiek. Takie organizację strzegą swoich
tajemnic.
- Hidan. Fanatyk
religijny, który uważa, że jest nieśmiertelny.
- Myślisz, że
naprawdę może taki być? - rzuciła zmartwiona Touka, a przecież
to był dopiero pierwszy z nich.
- Niewykluczone.
Trudno dociec co za eksperymenty dzieją się za drzwiami sekty.
Itachi to zdolny zabójca. Kakuzu łowca głów, mający umiejętność
szycia – rzucił, kontynuując prezentację.
- To nie wszyscy, a
nie brzmią na łatwych przeciwników – uznała Touka.
- To zbiór
niebezpiecznych dziwadeł – przyznał jej rację. - Kolejny to
Deidara. W wojsku był dawnym liderem Korpusu Eksplozji. Jego partner
to Sasori, który używa marionetek jako broni i ma rozległą wiedzę
o truciznach. Orochimaru to naukowiec. Konan jest zastępczynią ich
szefa. Pain to ich lider, ale o nich tak naprawdę nic nie wiadomo.
Można czasem usłyszeć jakieś niezweryfikowane pogłoski. Osób w
tej organizacji może być więcej, ale tylko o nich mamy informację
– zakończył wywód, spoglądając na swoich towarzyszy.
Madara, który przez
ten cały czas w milczeniu słuchał o tych ludziach uśmiechnął
się pod nosem.
- To są nasi
wrogowie? - zapytał, zerkając na Senju.
- Na to wygląda –
odparł zdezorientowany Tobirama.
- W porządku –
rzucił spokojnie, podchodząc do klatki Izuny, aby ją na powrót
zakryć. - W takim razie chodźmy się nimi zająć – dodał i
skierował do wyjścia, nie czekając na reakcję tamtej dwójki.
Hidan siedział zirytowany na pryczy.
- Kakuzu! Zamierzasz
tu tak po prostu siedzieć i czekać? - zapytał jashinista,
wwiercając spojrzenie fiołkowych tęczówek w mężczyznę opartego
przy ścianie obok krat celi.
- A co nam innego
zostało? Nie zamierzam skomleć jak ty teraz i użalać nad całą
sytuacją.
- No nie wiem, może
wymyślenie planu jak się stąd wydostać? - rzucił opryskliwie.
- W takim razie go
wymyśl, bo z tego miejsca ja tego nie widzę – wzruszył
ramionami.
- Ja? To ty nas
dwóch robisz za tego mądrego – zauważył.
- No i jesteś
pewny, że chciałbyś używać moich rozwiązań?
- W końcu jestem
tym mądrzejszym, choć przy tobie to nawet Tobi czasem wydaje się
inteligentniejszy – skomentował, słysząc skrzypnięcie pryczy,
które zignorował. - Jestem pewny, bo nic lepszego nie wymyślisz.
Nie da się – dodał, zostając w tym samym momencie pociągniętym
za przód płaszcza.
Jego spojrzenie
skrzyżowało się ze znajomymi fiołkowymi tęczówkami, które
lśniły irytacją. Kakuzu uśmiechnął się pod maską.
- Cofnij to –
zawarczał, zaciskając mocniej palce na jego płaszczu.
- Co takiego? Czyżby
coś ci się nie podobało? - spytał z kpiącym uśmiechem.
- Myślę, że ty
dobrze wiesz co. Nie porównuj mnie do tego zdziecinniałego kretyna.
Jestem od niego lepszy!
- Oh, czyli twój
problem to urażona duma – skomentował z nutą rozbawienia w tonie
– A co, jeśli dla mnie nie jesteś?
- To ci to udowodnię
– odparł z determinacją.
- Jak? - skarbnik
przechylił głowę w bok zainteresowany.
Hidan miał już
udzielić odpowiedzi, gdy usłyszał chrząknięcie.
Obaj spojrzeli w
kierunku krat, gdzie przed celą stał Zetsu. Nie wiedzieli kiedy się
tam zakradł, niczym jakiś duch.
- Możecie odłożyć
swoje kłótnie małżeńskie na później? - zapytał, unosząc
dłoń, w której trzymał pęk kluczy. - Jesteśmy potrzebni w
bazie.
Hidan puścił
Kakuzu i się odsunął bez słowa. Szpieg znalazł odpowiedni klucz
i otworzył celę.
- Jak ci się udało
nie zostać złapanym? - zainteresował się jashinista.
- W przeciwieństwie
do was nie miałem zamiaru dać się złapać – wzruszył jedynie
ramionami, nie mając zamiaru tłumaczyć się mu ze swoich sztuczek.
- Teraz jednak trzeba się skupić na wydostaniu się stąd, a to nie
będzie proste – oznajmił i po tych słowach wyszli z części
więziennej.
Madara siedział na kanapie w domu swojego Stwórcy, obserwując jak
Tobirama kończy jedną z wielu rozmów telefonicznych jakie w
ostatnim czasie odbył. Touka zniknęła jakiś czas temu, aby zebrać
ludzi mających im w tym wszystkim pomóc. Jemu pozostało tylko
czekać. Nie miał nawet w czym zaoferować swojej pomocy. Nie
posiadał żadnych przydatnych znajomości ani rozwiązań mogących
przyśpieszyć proces przygotowania całej akcji. W końcu niedawno
zaczął poznawać ten świat. Jego kontakty ograniczały się do
Hashiramy i sztucznej inteligencji. Teraz nie miał już tego
pierwszego. Musiał im pozwolić przygotować do misji ratunkowej.
Tobirama podszedł
do niego i zmierzył spojrzeniem.
- Zlokalizowaliśmy
ich kryjówkę. Zbieraj się – rzucił, kierując od razu do
wyjścia z pomieszczenia.
Madara ożywił się
i zerwał z miejsca, szybko doganiając jasnowłosego.
- A co z Touką? -
zapytał, gdy opuścili już mieszkanie, kierując się do samochodu.
- Dołączy do nas
na własną rękę – zapewnił, zajmując miejsce od strony
kierowcy.
Madara usiadł po
drugiej stronie i niedługo po ustawieniu nawigacji ruszyli.
- Dlaczego staliśmy
się celem? Kto ich wynajął? - zapytał, mając dość tej ciszy i
kłębiących się w jego głowie myśli.
- Bo jesteś
wynikiem technologii dającej dużo możliwości, a mój brat jest
jedyną osobą, która potrafi jej użyć.
- Właśnie dlatego
trzeba posuwać się do tego wszystkiego?
- Nie, ale Fugaku
Uchiha jest najwyraźniej bardzo zdeterminowany, żeby was dostać –
przyznał.
- Kim on jest? -
Spojrzał na Senju uważnie.
- Biznesmenem. Dużym
graczem, który posiada między innymi laboratoria, gdzie testują
roboty, oprócz tego ma fabrykę broni i sprzętu zbrojnego.
Obstawiam, że wizja tworzenia ludzi, aby zasilać wojsko mogła go
skusić.
Brunet zamilkł,
patrząc na swoje dłonie. Zaczął zastanawiać się nad tym kim
albo czym tak naprawdę jest. Jakie jest jego przeznaczenie? Jego
istnienie sprowadziło na doktora kłopoty. Dlaczego z całą
świadomością podjął to ryzyko? Chciałby to zrozumieć, ale
odpowiedzi musiał znaleźć w sobie. Wykuć je poprzez swoje wybory
i decyzje. Tylko ta droga mogła mu pomóc zrozumieć wszystko.
Resztę jazdy przebyli w całkowitej ciszy. Madara skupiał się na
widoku za oknem, dopóki nie zaparkowali w środku lasu.
- Dalej będziemy
musieli przejść pieszo. Reszta już na nas czeka – oznajmił
Tobirama, wyjmując kluczyki ze stacyjki i opuszczając pojazd.
Zaskoczony brunet
wyszedł szybko i podszedł do niego, gdy Senju zamknął samochód i
ruszył naprzód.
- Kto na nas czeka i
gdzie? - spytał zdezorientowany.
- W lesie. Nieopodal
kryjówki porywaczy. Myślałeś, że te małe przydrożne parkingi
przy lesie są tak oblegane przez grzybiarzy czy co? To wozy tych, co
nam pomogą – wyjaśnił, kierując się na umówione miejsce
spotkania.
Gdy dotarli niemal
natychmiast podeszła do nich Touka. Uchiha nie zwrócił na nią
zbytniej uwagi, bo tą przykuła ilość osób tu będących. Nie
spodziewał się tego. Wszyscy ci ludzie mieli pomóc im odzyskać
doktora. Ucieszyło go to i poczuł się dodatkowo w tym wszystkim
mniej samotny.
- Idziemy dalej –
usłyszał za sobą głos Tobiramy, zostając lekko popchnięty przy
tym do przodu.
Madara patrzył za
nim lekko zdezorientowany, ale wznowił wędrówkę. Niedługo
później stanęli przed jaskinią.
- W głębi jest
wejście do kryjówki – oznajmiła Touka, wyciągając latarkę,
którą włączyła i weszła do środka.
Grota z zewnątrz
wydawała się mała, ale szukając wejścia do bazy wroga wyglądało
na to, że jest odwrotnie. Znaleźli wreszcie metalowe, mocne i
elektroniczne drzwi. Jeden z towarzyszących im mężczyzn wyszedł
przed szereg i zaczął coś przy nich robić. Połączył się z
nimi jakimś urządzeniem własnej roboty, robiąc coś na nim w
skupieniu. Wszyscy czekali cierpliwie w ciszy, aż wreszcie drzwi
otworzyły się w towarzystwie alarmu. Ludzie, z którymi tu przybyli
zaczęli wchodzić do środka.
Tobi podskoczył na krześle, gdy nagły dźwięk syreny alarmowej
wyrwał go ze snu. Zerknął w kierunku monitora, pokazującego
nagrania z kamer i zamarł na kilka sekund. Zerwał się jednak zaraz
z miejsca i pognał korytarzami bazy.
Konan siedziała w
salonie z Painem, pijąc herbatę i rozmawiając z nim o przyszłości
organizacji. Nie byli przejęci alarmem myśląc, że to sprawka
Tobiego. Gdy ten pojawił się zziajany w wejściu zrozumiała, że
tym razem to nie była jego robota.
- Intruzi! Cała
masa wrogów! - wykrzyknął zamaskowany informatyk, wymachując
energicznie rękami.
Pain z Konan
wymienili porozumiewawcze spojrzenia, wstając niemal równocześnie
z miejsca.
- Tobi poinformuj
pozostałych o sytuacji – polecił Lider.
Mężczyzna w
pomarańczowej masce zapewnił, że już pędzi i wybiegł z
pomieszczenia przejęty zadaniem.
Deidara spojrzał w kierunku wyjścia, gdy rozległ się alarm.
Akasuna zostawił aż narzędzia, którymi starał się wydobyć
informację od naukowca.
- Myślisz, że
powinniśmy sprawdzić co się dzieje?
- Nie, zostaniemy
tutaj. Jeśli ktoś z zewnątrz uruchomił alarm, to tym bardziej
trzeba pilnować tego tu – ruchem głowy wskazał na zakrwawionego
szatyna, który wpatrywał się w podłogę, zakrywając twarz
włosami.
- W sumie racja i
tak na kogoś by to spadło – blondyn westchnął, zerkając na
stół z narzędziami.
- Nie ma tu jednak
dobrego arsenału – skomentował.
- Jakoś sobie
poradzimy. A przynajmniej ja na pewno – stwierdził i uśmiechnął
złośliwie.
- Ja też umiem dać
sobie radę bez swoich zabawek – zapewnił oburzony Deidara,
podchodząc do stołu z rozłożonymi rzeczami. Nie miał pojęcia,
jakby miał się tym posłużyć w walce, więc teraz coś wymyśli.
Udowodni tym samym rudemu złośliwcowi, że jest w stanie używać
czegoś innego poza najróżniejszymi bombami.
Orochimaru zaraz po tym, jak został poinformowany o sytuacji i Tobi
zniknął mu z oczu zaczął planować ucieczkę. Nie miał zamiaru
im pomagać i stracić swoje cenne naukowe prace. Najlepiej będzie
skorzystać z powstałego zamieszania i zniknąć, by znaleźć dla
siebie lepsze miejsce. Nie widząc dla siebie żadnych korzyści z
nadstawiania karku zaczął się w pośpiechu pakować.
Itachi słysząc o
tym co się dzieje rzucił, że się tym zajmie i poszedł uzbroić.
Tobi wciąż zdjęty
paniką wrócił do pomieszczenia z kamerami, aby zobaczyć jak ma
się cała sprawa.
Intruzi zdążyli
zetrzeć się już z liderem i resztą jego ciał, których działania
im nigdy nie wyjaśnił. Towarzyszyła mu jak zawsze Konan. Itachi
zgodnie z deklaracją szedł im pomóc. Na jednym z obrazów zobaczył
przemierzającą zupełnie inną część korytarzy samotną
jednostkę. Rozpoznał tą osobę i uśmiechnął się pod maską.
Madara podczas początkowej podróży z grupą ustalił, że się
rozdzielą i zostawią mu poszukiwanie Hashiramy. Dostał też od
Touki komunikator, który dzielił z Tobiramą. Obecnie przemierzał
samotnie bliźniaczo podobne korytarze, odsuwając od siebie
pozbawione nadziei myśli. Znajdzie go. Nie było innej możliwości.
Z pustych korytarzy dotarł do części, gdzie zdarzało się
napotkać jakieś drzwi. Niektóre pomieszczenia były puste, inne
zamknięte, ale nie wyglądało na to, aby to było miejsce pobytu
profesora. Zdarzyło mu się też trafić do czyjegoś pokoju. Na
ścianie był wyglądało na to, że krwią namalowany jakiś znak.
Samo miejsce miało w sobie coś na tyle niepokojącego, aby zamknął
szybko drzwi i ruszył w dalszą drogę. Nie miał pojęcia ile czasu
minęło, ale czuł się, jakby błądził w tym labiryncie
wieczność. Zatrzymał się, gdy znalazł zejście prowadzące
niżej. Z nadzieją, że będzie dolne piętro bliźniaczych
korytarzy zszedł na dół. Miejsce różniło się od tego na górze.
Było tu zdecydowanie ciemniej, a widok otaczających go z obu stron
więzień podwyższył jego ostrożność. Prawdopodobieństwo, że
znajdzie tu doktora były bardzo wysokie. Przemieszczał się do
przodu szybko, a jednocześnie bezszelestnie i rozglądał uważnie.
Czuł, że był
blisko. Dotarł do końca, który był bardziej oświetlony niż
wcześniejsze części tych podziemi. Przylgnął bardziej do ściany
plecami i ostrożnie wyjrzał. Widok, który zastał sprawił, że
zrobiło mu się gorąco i poczuł narastającą w nim furię.
Schował się, ale widok zakrwawionego, poranionego i opadniętego z
sił Hashiramy nim wstrząsnął. W końcu to był ten sam człowiek,
który jeszcze nie tak dawno się do niego promiennie uśmiechał.
Teraz wyglądał jak wrak samego siebie.
Wiedział kto za tym
stał, bo w pomieszczeniu były jeszcze dwie osoby. Jeden blondyn i
jego czerwonowłosy kompan. Ten drugi był głównym winowajcą.
Dostrzegł ślady krwi na jego ubraniach. Zacisnął dłoń w pięść,
czując nagłe przeszywające ukłucie bólu w głowie, a zaraz potem
świat przed oczami mu zawirował. Przytrzymał się bardziej ściany
i lekko zachwiał, ale utrzymał pion. Po chwili poczuł się lepiej,
ale wszystko stało się czarno-czerwone. Miał też wrażenie, że
coś jeszcze uległo zmianie. Nie miał pojęcia co się z nim stało,
ale to nie było teraz najważniejsze. Musiał uratować doktora.
Rozejrzał się za czymś mogącym posłużyć za broń.
W kącie zobaczył
pozostawione jakieś rzeczy, a wśród nich znajdowała się kosa z
jednym ostrzem w kształcie półksiężyca. Był wdzięczny temu kto
postanowił ją tu zostawić, gdy przemknął do tych rzeczy i ją
wziął.
Sasori uniósł głowę, gdy usłyszał zgrzyt metalu o kamienną
podłogę. Jego towarzysz też spojrzał, w stronę źródła
dźwięku. Hashirama uniósł z trudem głowę, będąc pewnym, że
nadchodzi jego koniec. Sylwetka, która wyłoniła się zza zakrętu
była mu jednak zbyt dobrze znana. Wyglądał faktycznie nieco jak
uosobienie śmierci, gdy ciągnął za sobą kosę, patrząc w dół.
Gdy zatrzymał się i odwrócił do nich przodem, to Senju widząc
szkarłat w jego oczach wiedział, że śmierć w tym miejscu nie
jest zarezerwowana dla niego.
- Madara – odezwał
się słabym, zachrypniętym głosem.
Uchiha na dźwięk
swojego imienia spojrzał prosto na niego. Posłał mu delikatny
uśmiech.
- Jestem tu.
Wszystko będzie dobrze. Zabiorę cię do domu, Hashirama – obiecał
z pewnością i spokojem w głosie.
Wrócił spojrzeniem
do czerwonowłosego mężczyzny. Zacisnął mocniej dłonie na kosie
i złapał broń pewniej, po czym ruszył na niego. Moment później
słychać już było brzdęk metalu uderzającego o metal. Kosa
Madary została zatrzymana przez maczetę. Cofnął swoją broń i
znowu ruszył do ataku, czując dziwną ekscytację jaką mu to
dawało. Zaczynał też się dostosowywać i przyzwyczajać do swego
oponenta. Korzystne było tez to, że drugi z nich tylko obserwował
i się nie wtrącał. Do tej broni też zaczął się przyzwyczajać
i posługiwać nią coraz sprawniej. Musiał skończyć to szybko i
spełnić swoją obietnicę. Udało mu się zaatakować z większym
impetem, wytrącając lekko przeciwnika z równowagi. Skorzystał z
tego natychmiast i ciął go przez klatkę piersiową. Drobinki krwi
przybrudziły mu twarz, ale rana nie była bardzo głęboka, lecz
zapewne zostawi ślad. Chciał już zamachnąć się drugi raz,
korzystając z szoku przeciwnika, ale tym razem doskoczył jego
towarzysz blokując atak za pomocą noża. Czyżby uznał, że jego
kolega ma kłopoty? - zastanawiał się Uchiha.
- Deidara, nie
wtrącaj się – Akasuna spojrzał na blondyna zirytowany.
- W takim razie nie
obrywaj – rzucił opryskliwie, odpychając od siebie Madarę.
- Będę obrywał,
jeśli taką mam ochotę. To nie twoje zmartwienie – stwierdził i
rzucił do ataku.
Blondyn spojrzał za
nim, wzdychając ciężko, gdy znowu skrzyżował broń z brunetem.
Nie wtrącił się znowu. Nie miał najlepszej broni do takiego
pojedynku. Do tego lepiej, by był na siłach jak najdłużej. Sasori
się uparł, więc da mu przeprowadzić ten pojedynek. Dźwięk
metalu nie milkł nawet na moment. Dawno nie widział swojego
partnera walczącego z taką pasją i determinacją.
Hashirama nie czuł
się najlepiej, ale walczył z chęcią zamknięcia oczu. Obserwował
ten pojedynek, bo Madara walczył dla niego. Przyjmował te
wszystkie ataki i rany od ostrza, by go sprowadzić do domu. Nie mógł
w tej chwili zrobić wiele, oprócz patrzenia na swojego bohatera.
- Sasori! - krzyknął
Deidara, gdy ostrze kosy wbiło się w brzuch lalkarza.
Akasuna złapał
dłońmi ostrze, wcześniej upuszczając własną broń, aby nie
weszło głębiej. Zacisnął usta w wąską linię, a krew spłynęła
z kącika jego ust.
Madara zaatakowany
przez Deidarę był zmuszony wyszarpać kosę i odskoczyć od niego.
Akasuna zachwiał
się i opadł na kolana.
- Ty cholerny
kretynie – odezwał się blondyn, zerkając na niego z furią w
tych swoich pięknych błękitnych oczach.
Sasori pomyślał,
że to dość rzadki widok. Fakt, że jego stan był tego powodem w
jakiś pokręcony sposób sprawił, że to było miłe. Nie był
przyzwyczajony, aby komuś zależało na jego życiu. Była jednak
jedyna taka osoba tuż przed nim. Sięgnął ręką do kieszeni i
rzucił senbon w naukowca. Jedna z zatrutych igieł sięgnęła celu
i wbiła się w jego ramię. Może nie było to zgodne z życzeniem
klienta, ale pieprzył to. Chciał spróbować przeżyć, bo miał
dla kogo.
Deidara złapał
Sasoriego, który stracił nagle przytomność. Zerknął w kierunku
Madary, który obecnie stracił nimi zainteresowanie, skupiając się
na swoim Stwórcy. Postanowił to wykorzystać.
- Tylko nie próbuj
mi tu umierać – rzucił, biorąc lalkarza na ręce i rzucając do
ucieczki.
Uchiha wbił
przerażone spojrzenie w Hashiramę, pozbywając się igły z jego
ramienia. Tamta dwójka uciekła, ale to nie miało dla niego
znaczenia. Rozciął więzy Senju i pomógł mu wstać.
- Dasz radę trochę
przejść? - zapytał, dostając w odpowiedzi niemrawe skinięcie
głową.
Zarzucił sobie jego
rękę na ramię i podtrzymując go ruszył do wyjścia.
- Tobirama,
znalazłem go. Musimy się stąd jak najszybciej wydostać i pojechać
do szpitala – odezwał się do komunikatora, który włączył za
pomocą komendy głosowej.
- Pójdź do
miejsca, gdzie się rozdzieliliśmy. Będę czekał – otrzymał
nieco niewyraźną odpowiedź na tle szumu walki.
- Zrozumiałem –
odparł i po dłuższej chwili namysłu postanowił spróbować wziąć
doktora na ręce i ruszyć truchtem korytarzami, które miał
nadzieję, że jakoś spamiętał.
Jego wizja zaczęła
wracać do normalności. Świat znów był w kolorach. Zacisnął
lekko palce na ubraniu naukowca i przyśpieszył jeszcze bardziej.
Tobiramie z trudem, ale udało się wyrwać ze szponów przeciwnika
i wtopić w tłum swoich ludzi i umknąć z pola bitwy. Stał w
korytarzu, gdy w pewnej chwili zaczął słyszeć truchtanie. Ktoś
tutaj biegł. Mógł to być jego towarzysz, ale też i wróg. Dłoń
powędrowała w okolice broni i zamarła, gdy Madara wyszedł zza
zakrętu. Jego wzrok skupił się na osobie, którą trzymał w
ramionach. Młodszy Senju po raz pierwszy w życiu poczuł się
sparaliżowany przerażeniem.
- Musimy iść
zawieźć go do szpitala. Nie czas na to – Uchiha sprowadził go na
ziemię i wyminął, kierując biegiem do wyjścia.
Tobirama poszedł w
jego ślady. Przebiegli tak cała drogę do samochodu, gdzie Madara z
Hashiramą zajęli tył samochodu. Jasnowłosy za kierownicą ruszył
z piskiem opon.